Uwaga światowego sektora bankowego przesuwa się coraz bardziej z kwestii regulacyjnych na technologiczne w konsekwencji rosnącego zagrożenia pochodzącego od agresywnych graczy spoza branży bankowej. Praktycznie każdy aspekt działania banków ma swojego odpowiednika w rozwiązaniach proponowanych przez firmy technologiczno-finansowe (fintech), które mogą w ciągu kolejnych 5 lat przekształcić światowe finanse w sposób wręcz radykalny. Czyżby miało spełnić się proroctwo Billa Gates’a sprzed laty – bankowość będzie potrzebna, ale banki niekoniecznie?

Zjawisku temu już nadano nazwę uberyzacji. Jak wiadomo Uber to firma dysponująca największa flotą taksówek, ale nie posiadająca żadnego samochodu na własność. Podobnie jest z Airbnb, portalem oferującym największą ilość miejsc noclegowych, nie mogącym się jednak pochwalić własnością choćby jednego hotelu. Firmy te są przykładem ekonomii dzielenia się (sharing economy), które nie posiadają materialnych aktywów, jednak dzięki technologii łączą podaż z popytem. Trendy te dotarły też do bankowości. Najpierw w sferze płatności – 15% z nich wykonywanych jest na świecie przez operatorów pozabankowych, którzy prowadzić też mogą rachunki bieżące. Powstały w 2009 w Kalifornii Square akceptuje i przetwarza płatności small businessu (ponad 10 mld dol), zapewniając klientom raporty i analitykę przeprowadzanych operacji.

We Francji 6% pożyczek sektora MSP omija banki. Założona przez Sebastiana Siemiątkowskiego szwedzka Klarna umożliwia klientom płacenie w e-sklepach dopiero po otrzymaniu towaru, biorąc na siebie ryzyko windykacji płatności jednocześnie zwiększając obroty sklepów internetowych - do dokonania transakcji wystarczy tylko kod pocztowy i adres e-mail – więc klienci na zakup decydują się szybciej. To powoduje, że Klarna procesuje ponad 20% płatności online w Szwecji działając też w innych krajach. Firmy technologiczne mogą więc zastąpić banki jako pośredników obracających pieniądzem.

Narastanie tych tendencji pokazuje książka pod wymownym tytułem, którego nikomu nie trzeba tłumaczyć, „Bye, Bye Banks”, autorstwa J. Haycocka i S. Richmonda. W pozycji tej aż roi się od przykładów pokazujących, że banki mogą przegrać wojnę technologiczną z innowacyjnymi start-up-ami.

>>> Czytaj również: To już zmierzch banków...

Reklama

Mogą one wykorzystywać dane i wiedzę o kliencie pochodzącą z innej działalności bazując np. na analizie zwyczajów zakupowych i płatności klientów. Chiński portal Alibaba, z którego usług korzystają również polscy klienci utworzył MyBank, bank skierowany do prywatnych użytkowników i małych firm. Kredytów udziela bez zabezpieczeń opierając weryfikację zdolności kredytowej na historii zakupów i płatności w sieci. A warto wspomnieć, że wartość zakupów za pośrednictwem tego giganta e-commerce przekroczyła w zeszłym roku ćwierć biliona dolarów. Rozwija się szybko światowy rynek pożyczek społecznościowych tzw. P2P (nie mylić z firmami pożyczkowymi) – brytyjska Zopa w ciągu niespełna 10 lat pośredniczyła w pożyczkach przekraczających łącznie 1 mld funtów. Firmy Lending Club i Prosper z sukcesem zastosowały model crowdsourcingu do sfinansowania projektów o wartości odpowiednio 4 i 5 miliarda dolarów.

Amerykański Kickstarter przyciągnął 3 miliony klientów finansujących prawie pół miliarda pożyczek. Firmy te nie tylko odciągają klientów od sektora bankowego – lukratywnym obszarem działalności może być dla nich rynek klientów nieubankowionych – w skali świata 2,5 miliarda osób, z których większość posiada, albo ma co najmniej dostęp do telefonu komórkowego. W ten sposób firmy takie jak M-Pesa w Kenii i innych krajach afrykańskich udowodniły klientom, że można korzystać w wielu operacji bankowych w segmentach i na obszarach, do obsługi których banki nie wykazywały chęci.

Firmy technologiczne mogą też zastępować banki w usługach brokerskich lokat i funduszy. Oferowane na smarfony aplikacje firm Digit i Acorns wspomagają klientów w automatycznym lokowaniu nadwyżek finansowych, uwzględniając ofertę całego sektora finansowego, bądź wybierając najwyżej oprocentowane konta oszczędnościowe na rynku lub zagospodarowując nadwyżki klientów powstałe poprzez zaokrąglanie rachunków przy codziennych wydatkach i inwestując je w fundusze ETF (oparte na wybranych indeksach giełdowych). Inne firmy pomagają zarządzać konsumentom bieżącymi finansami, od wielu lat funkcjonują podmioty zajmujące się transferem pieniędzy z kraju do kraju. Listę 100 wiodących innowacyjnych firm technologiczno-finansowych znaleźć można w raporcie KPMG – FINTECH 100 - Leading Global Fintech Innovators Report 2015.

Firma konsultingowa McKinsey szacuje, że w 5 kluczowych sektorach bankowości detalicznej od 20 to 60% zysków może być zagrożonych wskutek działalności fintech-ów – przejęcia części biznesu i rosnącej presji na bankowe marże. Przychody bankowości konsumenckiej, z tytułu hipotek, pożyczek dla sektora SME, płatności detalicznych i bankowości prywatnej mogą spaść w bankach od 10 do 40% do roku 2025. W raporcie The Fight for the Customer: McKinsey Global Banking Annual Review 2015 analitycy firmy stwierdzają, iż „przyśpieszenie digitalizacji usług finansowych otworzy nowe pole walki o klienta na najbliższe 10 lat.”

Przeprowadzone badania dowodzą, że klienci są gotowi korzystać z w pełni zdigitalizowanych usług, szczególnie w zakresie płatności, depozytów, kredytów i kart kredytowych, a połowa z nich gotowa jest z tego powodu zmienić dostawcę swoich usług finansowych. Groźba rozczłonkowania sektora bankowego przez technologiczne start-upy i innowacyjne firmy wynika z ich możliwości “wyjęcia” poszczególnych segmentów klientów lub produktów utrudniając bankom działania w zakresie cross-sellingu i dokonując depakietyzacji powiązanych ze sobą produktów, w oparciu o które banki budują lojalność swojej bazy klientów. A to z kolei odbije się na i tak już skromnych marżach sektora.

Niespełna dwa lata temu unijna komisarz Neelie Kroes na spotkaniu w Davos, powiedziała, że z jej rozmów z prezesami banków wynika, że w ciągu kilku lat dotychczasowy bankowy model biznesu zostanie „rozszarpany na kawałki”. W podobny duchu wypowiada się gubernator banku Anglii Mark Carney. Mimo tych ostrzeżeń, autorzy Bye, Bye Banks podają, że ponad 40% badanych w zeszłym roku prezesów banków amerykańskich nie było świadomych zagrożeń lub nie umiało wskazać zagrażających im konkurentów, co więcej, prawie 70% z nich uważało, że banki nie będą umiały zareagować wystarczająco szybko na zmieniające się potrzeby konsumentów, chociażby dlatego, że znaczna część ich wydatków w zakresie IT związana jest ze zmianami w zakresie regulacji, a nie zachowań pozabankowych konkurentów i klientów.

>>> CZYTAJ WIĘCEJ: Banki stracą na ustawie frankowej

Aktywność firm fintech ułatwiają sami klienci, w tym wchodzące na rynek pokolenie millenialsów, którzy korzystając ze smartfonów chcą dokonywać transakcji w sposób szybki, łatwy i mobilny. Wg studium firmy EY z usług fintech-ów korzysta już 15% osób z grupy wiekowej 20-34 lata (w USA, Hongkongu, W. Brytanii, Australii, Kanadzie i Singapurze), a o potencjale wzrostu świadczyć może fakt, że ponad 50% aktywnych cyfrowo konsumentów w tych krajach nie jest świadomych oferty fintech-ów. Trwa więc swoista walka o interface klienta – wygrywają ci operatorzy, których aplikację klienci otworzą najpierw. Jak widać z przytoczonych przykładów coraz częściej nie będą to aplikacje bankowe.

Możemy wobec powyższego mówić o kształtowaniu się nowych konkurentów sektora bankowego, którzy:

  • proponują usługi całkowicie odmiejscowione i zdematerializowane;
  • są w stosunku do banków organizacjami zminiaturyzowanymi – nie zatrudniają tysięcy pracowników, nie potrzebując praktycznie materialnej infrastruktury, mają niewielkie koszty operacyjne, nie ciążą im regulacje;
  • nie są pośrednikami w obrocie pieniężnym dostarczając jedynie odpowiednie narzędzia IT;
  • mają nierzadko większą wiedzę o kliencie niż banki.

Dotychczasowa skala inwestycji branży fintech w porównaniu z inwestycjami bankowymi jest jednak stosunkowo niewielka – w ciągu ubiegłych pięciu lat firmy te zainwestowały zaledwie 25 mld dolarów – ułamek zaangażowania sektora bankowego w rozwój aplikacji IT. Te „niewielkie” acz gwałtownie rosnące inwestycje mogą być jednak znacznie rentowniejsze od bankowych i już doprowadziły to widocznego zamieszania i niepokoju w tradycyjnej branży finansowej.

Ekspansja fintech-ów obciążona może być jednak również wieloma znakami zapytania i ryzykiem. Pesymiści mówią o możliwości pojawienia się bańki technologicznej w rozgrzanym do czerwoności sektorze, której pęknięcie spowoduje upadek wielu firm i możliwość ich przejęcia, również przez banki. Działalność fintech-ów znajduje się póki co poza kontrolą regulatorów rynku. Jednak znaczy wzrost skali działania może to zmienić, tym bardziej, jak piszą eksperci Economist Intelligence Unit, że regulatorzy uznać mogą, że podkopywanie tradycyjnej bankowości nie musi iść w zgodzie ze społecznym i gospodarczym interesem państw.

Dla firm technologicznych może to oznaczać konieczność zmiany modelu biznesowego i znacznie wyższe koszty. Innym ryzykiem, w obliczu którego stają fintech-y to bezpieczeństwo informatyczne i ochrona danych osobowych. Włamanie do ich baz danych oznaczałoby utratę zaufania praktycznie dla całej branży. Warto też zwrócić uwagę, że obecne środowisko niskich stóp procentowych sprzyja innowacyjnym firmom, ale to może się niedługo odwrócić dodając bankom większego wigoru i redukując przewagi konkurencyjne pozabankowej konkurencji. Jej przewaga technologiczna zbudowana została na wprowadzeniu na rynek aplikacji dotyczącej zasadniczo jednego produktu finansowego – konsumenci są jednak multiproduktowi, co w dłuższym czasie, gdy premia nowości przestanie być tak atrakcyjna skłoni ich do pozostania w bankach. Remedium na takie zachowania mogą być jednak próby zintegrowania wielu aplikacji na jednej platformie i wprowadzenie synergii oraz bonusów dla ich użytkowników.

Jak na rosnące zagrożenie zareagują banki? Prawie 65% badanych przez Temenos i Capgemini, (Shifting Sands: Banking in the Digital Era) menedżerów bankowych wysokiego szczebla uznało, że nietradycyjni gracze są dla banków największym zagrożeniem, 27% wskazało na Google, a 11% na inne banki. Co więcej 24% bankierów uznało, że firmy fintech mogą osiągnąć porównywany z bankami udział w rynku, a 20%, że zdominują one rynki wybranych produktów finansowych. Ponad 50% badanych menedżerów bankowych stwierdziło, że banki ignorują zagrożenie, a 59% zarządzających technologicznymi start-up-ami o dziwo zgodziło się z nimi.

Główną przeszkodą w podjęciu przez banki wyzwania firm technologicznych jest ich ospałość – kultura powolnych zmian ograniczonych biurokracją i procedurami. Poza tym banki mają zupełnie inne modele ryzyka niż ich nowi innowacyjni konkurenci, brakuje im też jasnych cyfrowych strategii, bo do tej pory próbowały stawić czoła zupełnie innym wyzwaniom, nie są też wstanie przyciągnąć technologicznych talentów. Sektor bankowy dysponuje jednak poważnymi atutami - posiada olbrzymie bazy danych i informacje o zachowaniach transakcyjnych klientów (big data), może oferować zintegrowane usługi finansowe. Regulacje, którym podlegają banki mogą być, paradoksalnie, wartością dodaną, bo dają im status instytucji zaufania publicznego.

W powyższym kontekście autorzy książki „Bye, Bye Banks” mówią o możliwości powstania nowego formatu banku – Beta Banku, który będzie oderwany od tradycyjnej bankowości jako konglomerat technologiczny oferujący proste, przejrzyste i szybkie usługi finansowe. Wg firmy konsultingowej EY największy sukces odniosą te banki, które zmienią swój profil biznesowy – zmniejszą zakres usług i uproszczą struktury, w tym samym czasie zwiększając swój zasięg - skoncentrują się na mniejszej liczbie segmentów klientów, ale będą działać na większej liczbie rynków. Banki, które zdefiniują się na nowo, wypracują innowacyjne produkty i prostszy model działania osiągną oczekiwaną przez inwestorów rentowność.

Powinny one stać się instytucjami nowej generacji, łatwo dostosowującymi się do ciągle zmieniającego się otoczenia, pozwalając samym klientom kształtować zgodne z ich potrzebami produkty (tak jak można konfigurować samochód), czerpiąc znacznie szybciej z innowacji technologicznych, albo same je tworząc. Te banki, które myślą o ofensywnym podejściu do rynku powinni więc zmienić swoją osobowość, świadcząc też usługi spoza tradycyjnego obszaru bankowości (podatki, ubezpieczenia, ochrona zdrowia), rozwijać cyfrowe portfele z coraz nowymi aplikacjami, korzystać z crowdsourcingu oraz e-commerce wprowadzając robo-doradców i w jak największym stopniu monetyzować dane typu big data. Opcją defensywną pozostaje wycofanie się do nisz specjalizacyjnych (depozyty, fundusze, kredyty). Nie bojące się zmian banki mogą próbować przejąć lub połączyć się z graczami high-tech. Być może wyjściem będzie zachowanie dwóch kultur przy integracji technologii i działalności operacyjnej.

Trudno sobie wyobrazić dziś taką zmianę. Być może dlatego, że myślimy liniowo, a technologia rozwija się skokowo. Przyszłość przychodzi z reguły jednak szybciej niż nam się wydaje.