Ponad 50 proc. niemieckiego PKB stanowi eksport. W ten sposób świetnie się zarabia w czasie hossy, ale w latach recesji takiego modelu nie da się na dłużej utrzymać. Żadne państwo nie może sobie pozwolić na tak duże ryzyko – mówi w wywiadzie George Friedman z ośrodka Stratfor.

Niemieckie uzależnienie od eksportu

Choć większość niemieckiego eksportu trafia do krajów UE, co mogłoby być pewną gwarancją stabilności dla Berlina, to i tak wraca era protekcjonizmu. Berlin korzysta ze strefy wolnego handlu w UE, ale ta sytuacja dobiega końca […] – przekonuje na łamach „Polski The Times” szef ośrodka Stratfor.

Dlatego w razie jakiegokolwiek kryzysu Niemcy są potencjalnie słabym państwem. Słabym, bo w zbyt dużym stopniu uzależnionym od eksportu. A kryzys Niemiec oznaczałby w takiej sytuacji poważne problemy Polski (ponad 25 proc. polskiego eksportu trafia do Niemiec). Dlatego powinniście bardziej zadbać o większą dywersyfikację własnego eksportu, a przede wszystkim wzmocnić konsumpcję wewnętrzną. To powinno być jedno z głównych założeń strategii rozwojowej Polski - uważa analityk.

Proszę pamiętać, że w latach 50. to Niemcy zamykały swe granice, nie wpuszczając do siebie towarów ze Stanów Zjednoczonych. Nie sądzę zresztą, żeby Niemcy zgodziły się ostatecznie na budowę TTIP, czyli strefy wolnego handlu z USA – dodaje Friedman.

„Zamiast tego Berlin będzie wykorzystywał resztę Europy, by umocnić swoją pozycję - wykorzystuje zresztą do tego podziały wewnątrz Europy, brak wspólnego frontu działania, sytuację, w której inne państwa nie zadają wspólnie pytania: jak to możliwe, że Niemcy mają tak nieskrępowany dostęp do naszych rynków, mimo że jest to dla nas niekorzystne” – dodaje.

>>> Polecamy: Upadek Rosji. Polska geopolityczną potęgą. 8 zaskakujących prognoz Stratfor na kolejną dekadę

Sytuacja w Polsce problemem dla USA?

Znany analityk z ośrodka Stratfor zapytany o wpływ sytuacji politycznej w Polsce na jej pozycję międzynarodową dziwi się Brukseli, która krytykuje Polskę i Węgry. Zwiększa to podziały w Europie, a tych Europa potrzebuje dziś najmniej. Dodatkowo Stary Kontynent ma swoje poważne problemy, takie jak bezrobocie sięgające 25 proc. na południu, czy poważny kryzys migracyjny. „Trudno mówić o partnerstwie w sytuacji, gdy się stawia inny kraj pod pręgierzem. Jeszcze trudniej, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że trudno mówić o jakimś gwałtownym załamaniu zasad wolności w Warszawie i Budapeszcie. W przypadku Stanów Zjednoczonych jesteśmy głęboko przekonani do konieczności utrzymywania dobrych relacji z Polską, wspierania jej” – mówi George Friedman. "Rozumiem, że Polska jest w Ameryce krytykowana - ale to nie zmienia naszego nastawienia do niej" - dodaje.

USA gwarantem polskiego bezpieczeństwa

Firedman wątpi, aby w obliczu zagrożenia ze strony Rosji mogło nastąpić wzmocnienie NATO dzięki europejskim sojusznikom. "Przecież Niemcy właściwie nie posiadają armii. Podobnie inne kraje europejskie. Jakie więc znaczenie ma, co Berlin lub inna europejska stolica sądzi o Rosji. Niewiele, bowiem gdyby rosyjska armia ruszyła w ich kierunku, niewiele mogliby zrobić" - argumentuje. Większość państw europejskich ma armie przestarzałe, niedostosowane do współczesności. To sprawia, że dziś właściwie jedyną liczącą się siłą w NATO są Stany Zjednoczone. Ale one pozostają gwarantami polskiego bezpieczeństwa. I tak będzie - bez względu na to, czy Barack Obama spotka się z polskim prezydentem, czy nie – podsumowuje Friedman.

>>> Czytaj cały wywiad