Wielu chętnych na rządowe pieniądze

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 listopada 2008, 09:40
Wtorkowa sesja na warszawskim parkiecie rozegrała się podczas pierwszej godziny. Już wtedy WIG20 osiągnął swoje dzienne minimum i znalazł się tuż nad psychologiczną barierą 1600 punktów. Spadek sięgał już 4 procent i jedynym jego powodem były analogiczne spadki na giełdach zachodnich.

Liderem spadków tradycyjnie już był KGHM przeceniany o 8 procent i największe banki. Niechlubny rekord wyznaczył też BIOTON. Po raz pierwszy jego akcje kosztowały 29 groszy i były najtańsze w historii.

Po szybkim zejściu rynek znalazł wygodną stabilizację i już do końca sesji utrzymał się na osiągniętym poziomie. Popyt próbował jeszcze paru ataków, aby podnieść indeksy, ale wszystkie kończyły się fiaskiem. W końcówce nie pomogło nawet dobre otwarcie rynków amerykańskich i zakończyliśmy spadkiem całego rynku o 3 procent.

Sesja amerykańska miała pokazać czy uda się indeksom obronić dołek z 10 października. W trakcje handlu sytuacja była lekko tragiczna, bo amerykański S&P500 spadał już o 3 procent i dalsza przecena wydawała się nie do uniknięcia. Jednak, podobnie jak tydzień temu, rynkom wystarczyła ostatnia godzina handlu, aby indeksy znalazły się po zielonej stronie. Doprawdy zaskakujące jest,  z jaką łatwością i regularnością niewidzialna ręka rynku po raz czwarty broni tych samych poziomów. Tym razem również się udało, więc najbliższy tydzień zapowiada się wzrostowo.

Niebezpieczeństwem są tylko obawy o przeznaczenie miliardów dolarów z planu Paulsona. Chętnych do taniej pożyczki przybywa, a pieniędzy - nie,  co prędzej czy później doprowadzi do bankructwa dużej firmy (będą liczyć na pożyczkę, której nie dostaną). Jeżeli rynek nie zareaguje na to wydarzenie paniką podobną do tej po upadku Lehman Brothers, to będziemy mieli silny sygnał kupna.

Dzisiaj opublikowane zostaną dane z rynku nieruchomości w Stanach. Prognozy są odpowiednio niskie, więc może uda się uniknąć przykrej niespodzianki, ale też nie ma większych szans na prawdziwą poprawę w tym najważniejszym obecnie sektorze. Słabe dane na pewno nie pomogą rynkom, ale nie musi to oznaczać spadków. Ostatni dni cechowały się niskim obrotem, co sugeruje, że więksi gracze nie decydują się na wejście w rynek. Ich pojawienie się przyniesie wzrosty, a więc i nowe pro-wzrostowe nastroje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Własne
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj