"Udział branży gastronomicznej w polskim PKB nie jest aż tak znaczący, ponieważ odpowiada za ok. 1 proc. wartości dodanej" - powiedziała Kryńska.

"Pomimo tego, że ta branża w kontekście ogółu gospodarki nie "waży" zbyt dużo, to jest sektorem mocno przez pandemię poturbowanym" - dodała.

Według ekonomistki gastronomia została doświadczona przez pierwszy lockdown na wiosnę, jednak szybko się odbudowała latem.

"Podczas pierwszego lockdownu nastąpił gwałtowny spadek z wysokiego poziomu i wartość transakcji klientów PKO Banku Polskiego spadła do 25 proc. wartości sprzed pandemii" - oceniła.

"Obecnie widać jednak, że nastąpiło przesunięcie preferencji, Polacy zaczęli się obawiać jadać w restauracjach i chodzić do kawiarni ze względu na ilość zakażeń" - dodała.

Reklama

Zdaniem Kryńskiej nawet bez lockdownu jesteśmy na poziomie ok. 40 proc. niższym, niż bylibyśmy, gdyby nie było pandemii.

"Pewną nadzieję dają dane z pierwszego lockdownu, które pokazywały, że każdy kolejny tydzień był lepszy, a gastronomia przestawiała się tak, aby funkcjonować wypełniając restrykcje, dostosowując się do nowej sytuacji, uruchamiając np. sprzedaż na wynos" - stwierdziła.

W ocenie ekonomistki plusem sytuacji związanej z drugim lockdownem jest to, że branża gastronomiczna nie musi przestawiać, ponieważ rozwiązania zostały przetestowane podczas pierwszego okresu restrykcji.

"Należy pamiętać, że gastronomia wchodzi w kolejny lockdown już mocno poturbowana, a dodatkowo preferencje klientów się zmieniły" - przypomniała Kryńska.

"Jednak nie da się ukryć, że dla pracowników branży kolejny lockdown będzie ciosem" - dodała.

Jej zdaniem stąd docierające informacje, że rząd szykuje program pomocowy dla branży.

"Formalnie w branży pracuje 200 tys. osób, co w skali makro może nie jest istotnym odsetkiem ogółu pracujących, których mamy w Polsce 16 mln, jednak gdy przychodzi spowolnienie, to osoby bez ochrony w postaci np. etatu są niestety na straconej pozycji" - podsumowała ekonomistka.