Otwarcie nastąpi w okrojonym składzie. Trwającego od 24 października lockdownu nie przetrwało 200 z ok. 2,5 tys. klubów. A że rozruch następuje w najtrudniejszym dla sektora momencie, jest ryzyko, że kłopoty mogą dotknąć kolejne placówki.
‒ To jakby otworzyć stoki narciarskie w maju – mówią właściciele klubów, bo latem siłownie świecą pustkami.
Mają jednak pomysł na przetrwanie. Chcą rozszerzyć zakres oferowanych w klubach usług o medyczne. ‒ Już dawno myśleliśmy o ewolucji w tym kierunku. Bodźcem stała się pandemia. Uznaliśmy, że czas na transformację – tłumaczy Tomasz Napiórkowski, prezes Polskiej Federacji Fitness, która jest inicjatorem projektu pod nazwą Fitness na receptę. Straty sektora sięgają 6 mld zł, są więc potrzebne inicjatywy, które przyspieszą ich odrabianie.
Treść całego artykułu można przeczytać w środowym wydaniu DGP albo w eDGP.
Reklama