Najpierw przed godziną 8 rano SMS od InPost: „Twoja paczka w doręczeniu. Termin dostawy – dzisiaj po południu”, czyli wszystko zgodnie z planem, bo zamówienie złożyłam dzień wcześniej. W trakcie śniadania cztery kliknięcia w aplikacji Allegro i karma dla psa będzie u mnie najpóźniej pojutrze. O 8.30 teleporada medyczna, a jeszcze przed jej zakończeniem dostaję na telefon kod elektronicznej recepty. O 10.00 – wirtualna kawa z jednym z klientów, podczas której rozmawiamy o tym, jak przebiega ich transformacja cyfrowa.
Teraz to nie science fiction, ale dzień jak co dzień. Wystarczyły dwa lata pandemii, by transformacja cyfrowa zmieniła zarówno oczekiwania, jak i zachowania nas wszystkich: nikogo już nie dziwi praca zdalna, szybkie zakupy przez internet stały się standardem, podobnie jak wirtualne odwiedziny w urzędach czy bankach.
Reklama
Naprzeciw tym nowym zwyczajom i oczekiwaniom ruszyły polskie firmy, które musiały wykazać się zdolnością wdrażania innowacji i nowych technologii. Teraz „bycie innowacyjnym” albo „cyfrowym” to nie jedna z wielu możliwych strategii, jakie powinny rozważać przedsiębiorstwa. To konieczność. Obecnie każda firma w jakiś sposób musi być zarówno „innowacyjna”, jak i „cyfrowa” – jeśli myśli już nie tylko o rozwoju prowadzonej działalności, lecz także – a może przede wszystkim – o utrzymaniu jej konkurencyjności.
W 2018 r. eksperci McKinsey & Company określili Polskę i inne kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej jako „cyfrowych challengerów” – czyli państwa, które są w wyjątkowej pozycji i które dzięki szczególnym przewagom mogą uczynić nowe technologie motorami napędowymi swoich gospodarek i z sukcesem wejść do pierwszej ligi cyfrowego świata.
Wśród tych przewag znalazły się: brak przestarzałych technologii i infrastruktury, które trzymałyby firmy przy nieinnowacyjnych rozwiązaniach, wysoki poziom przedsiębiorczości oraz dostęp do wykwalifikowanej, dobrze wykształconej siły roboczej. Wszystkie te zalety to elementy, które jednocześnie ułatwiają bycie innowacyjnym.
Polskie firmy zdają się coraz częściej korzystać z tych zalet. Jeszcze przed wybuchem pandemii co trzecia firma w kraju była aktywna innowacyjnie. Polskie przedsiębiorstwa już wtedy wskazywały, że dzięki wdrażaniu innowacji poprawiają jakość obsługi klienta i lepiej dopasowują się do ich wymogów, podnoszą jakość produkcji, zwiększają wydajność pracy, a także pozyskują nowych klientów i zwiększają obroty.
Ten pociąg do innowacyjności widać w gospodarce, przede wszystkim tej cyfrowej. W trzech przedpandemicznych latach gospodarka cyfrowa w Polsce rosła na poziomie 7,2 proc., czyli szybciej niż krajów europejskiej „wielkiej piątki” – Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii.
Dzisiaj eksperci McKinsey – obserwując przyspieszenie transformacji cyfrowej, jakiego doświadczyły polskie przedsiębiorstwa – mogą śmiało powiedzieć „a nie mówiliśmy?”. Już w pierwszych miesiącach pandemii tempo wzrostu polskiej gospodarki cyfrowej wyniosło ponad 18 proc. To 2,5-krotnie szybciej niż jej średni wzrost w latach 2017–2019.
Ktoś mógłby powiedzieć, że polskie firmy naturalnie nie miały innego wyjścia i musiały się dostosować. Oczywiście pandemia w tym przyspieszeniu pomogła, ale rodzime przedsiębiorstwa po prostu w tym wyścigu biegły szybciej od innych. I tak Euromonitor szacuje, że do 2025 r. sektor e-commerce w Polsce osiągnie już 19 proc. udziału w całości handlu (o 5 pkt proc. więcej niż w 2020 r.), a dla porównania: w Niemczech będzie to 17 proc. (3 pkt proc. więcej), a we Włoszech tylko 12 proc. (wzrost o 4 pkt proc.).
Ta sytuacja pokazała też zalety myślenia innowacyjnego i gotowości do ciągłej zmiany. Podczas pandemii w Polsce pojawiło się co najmniej 3,6 mln nowych „cyfrowych” klientów. I polskie firmy odpowiedziały na tę zmianę – o ponad 60 proc. urosła liczba sektorów gospodarki, w której regularnie wykorzystuje się usługi cyfrowe. To dobry fundament, który pokazuje mobilizację firm z Polski, by ścigać się z najlepszymi w cyfrowym świecie. Nawet mimo kryzysowego czasu, powodowanego przez wojnę w Ukrainie, rosnącą inflację i kryzys łańcucha dostaw. Dzięki cyfrowej transformacji przez ten i podobne kryzysy przejdziemy łatwiej.

Jutro potrzebne będą umiejętności

„Szukam osób do zespołu Data Science, czy możesz mi kogoś polecić?” – wiem, że to albo podobne pytanie padnie w czasie mojej wirtualnej kawy z klientem. Polecić nie mogę. Sama takich kompetencji do zespołu poszukuję. W Polsce rekrutuje nie tylko Google – analityków i analityczki, inżynierów i inżynierki. Rekrutują także wszystkie polskie firmy, które starają się nadążyć za tempem cyfrowych zmian.
Ale rynek poszukuje szeroko rozumianych kompetencji cyfrowych. Zapotrzebowanie na specjalistów i specjalistki od różnorodnych „spraw cyfrowych” tylko będzie rosło. Tymczasem według badania DESI Komisji Europejskiej tylko 18 proc. polskich przedsiębiorstw zapewnia swoim pracownikom szkolenia z zakresu ICT, niemal tyle samo, co wynosi średnia unijna. O ogromnym zapotrzebowaniu na edukację z zakresu umiejętności cyfrowych uświadomił mnie dobitnie fakt, że w ciągu zaledwie trzech tygodni do wspólnego programu szkoleniowego Google'a i Szkoły Głównej Handlowej „Umiejętności Jutra” zgłosiło się ponad 19 tys. osób, choć początkowo zaplanowaliśmy tylko 8 tys. miejsc. Ludzie są niezbędnym elementem innowacyjności.
Gotowość do zmiany i innowacji wymaga również odpowiednich narzędzi. Polskie firmy coraz chętniej wdrażają zaawansowane technologie cyfrowe, które pozwalają im szybko dopasowywać się do zdarzeń zewnętrznych i zmian oczekiwanych przez ich klientów i partnerów biznesowych.
Wedle różnych badań od 15 proc. do 24 proc. firm w Polsce korzysta z usług chmury obliczeniowej, a Komisja Europejska ocenia, że 18 proc. stosuje w swojej działalności sztuczną inteligencję. I choć te liczby wskazują na potencjał, który dopiero trzeba wykorzystać, to istotne są trendy – rokrocznie te wskaźniki idą zdecydowanie do góry. Świetnymi przykładami innowatorów wykorzystujących zaawansowane technologie w Polsce są np. tacy liderzy rynku jak spółka odzieżowa LPP czy globalne historie startupowego sukcesu Booksy (aplikacja do umawiania wizyt np. u kosmetyczki czy fryzjera) – korzystają z technologii chmurowych, by stale odpowiadać na potrzebę zmiany i innowacji.

Innowacje powinny służyć wszystkim

Nasza wirtualna kawa z klientem kończy się wymianą obserwacji o tym, jak wiele z innowacji powinno uwzględniać już nie tylko interes biznesowy, lecz także dobro naszej planety. „Folia bąbelkowa, w którą jest zapakowany towar, pochodzi z recyklingu”. „Chcesz zwrócić produkty z kilku różnych zamówień? Teraz możesz odesłać je do nas w jednej przesyłce ze zwrotem, aby zredukować swój ślad węglowy”. To tylko kilka przykładów, które zwróciły moją uwagę w ostatnich tygodniach.
Wyrazy podziękowania należą się tym wszystkich firmom w Polsce, które wprowadzają rozwiązania bardziej przyjazne dla naszej planety. Jednocześnie pokazując poprzez najlepszą praktykę swoją innowacyjność. Skoro polskie firmy udowodniły, że potrafią nie tylko dostosować się do zmieniających się warunków i wykorzystać szansy, by odnieść sukces w cyfrowym świecie, dlaczego nie miałyby wyznaczać również tych standardów w zrównoważonym rozwoju biznesu?
Polska ma bezsprzeczny potencjał i unikatowe przewagi, a nasze firmy wyjątkową odwagę do odważnych i właściwych decyzji. Wszyscy przedsiębiorcy powinni więc wziąć sobie do serca wezwanie do postawienia na innowacyjność nie tylko w słowach, lecz także w czynach; nie w niektórych, ale we wszystkich sektorach gospodarki; nie sporadycznie, ale codziennie. Cyfrowy świat biegnie do przodu, a my powinniśmy biec szybciej niż reszta. ©℗