Wicepremier Jacek Sasin kilka dni temu wyraził nadzieję, że w finansowaniu budowy polskiej elektrowni jądrowej wezmą udział amerykańskie instytucje. Współpraca z USA w zakresie atomu była jednym z tematów wizyty w Waszyngtonie prezydenta Andrzeja Dudy. Z naszych informacji wynika jednak, że o zaangażowanie Amerykanów może nie być łatwo. Nawet na własnym podwórku instytucje finansowe z USA są ostrożne wobec długoterminowych i kosztownych projektów, jak siłownie jądrowe. Jednostki 3 i 4 w elektrowni Vogtle w stanie Georgia są pierwszymi od trzech dekad nowymi reaktorami firmy Westinghouse (AP1000) budowanymi w USA. Ze względu na boom łupkowy w USA dużo bardziej atrakcyjne dla tamtejszych banków są projekty gazowe.

Tony Housh, szef Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce, wskazuje w rozmowie z DGP potrzebę szerokich konsultacji w sprawie polskiej inwestycji, m.in. między rządem a instytucjami finansowymi.

– Dywersyfikacja źródeł energii jest korzystna dla Europy Środkowo-Wschodniej, jednak dla inwestorów, jak w przypadku każdego tak dużego i długotrwałego projektu, ważne będą szczegóły i struktura finansowania – mówi. Zwraca uwagę, że inwestorzy potrzebują bezpieczeństwa, np. rządowych gwarancji przy udzielaniu kredytu.

Czy możliwe jest zaangażowanie instytucji rządowych USA? Dotychczas Amerykanie nie wychodzili z inwestycjami w energetykę jądrową poza swoje granice, jedynie dostarczali zagranicznym odbiorcom reaktory i technologię (choć eksport instalacji ma również ograniczenia).

W duże projekty, na których zależy Waszyngtonowi, może angażować się agencja US International Development Finance Corporation. Dziś przepisy nie pozwalają agencji na udział finansowy w planach związanych z energetyką nuklearną. Jak mówił niedawno dziennikarzom Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, ta przeszkoda jest aktualnie usuwana.

Reklama

Jednak nawet jeśli zostanie usunięta, szanse na bezpośrednią inwestycję amerykańskiego rządu w polską elektrownię są niewielkie ze względu na klimat polityczny w USA i nacisk na modernizację krajowej infrastruktury.

Zaangażowanie zewnętrznych inwestorów i zapowiedź, że spółka odpowiedzialna za elektrownię atomową będzie podlegać bezpośrednio resortowi aktywów państwowych Jacka Sasina, wydają się korzystne z punktu widzenia Polskiej Grupy Energetycznej. To w jej ramach od 2010 r. funkcjonuje przygotowująca jądrowy projekt spółka PGE EJ 1. PGE ma skończyć swoją pracę przy inwestycji na przygotowaniu decyzji lokalizacyjnej i środowiskowej, których prezes PGE Wojciech Dąbrowski spodziewa się za rok. Szef PGE podkreślał, że jego spółka nie jest w stanie unieść tak dużej inwestycji na swoich barkach i ucieszył się z deklaracji Sasina, że projekt ten będzie nadzorowany przez Skarb Państwa.

Szef resortu aktywów podkreślił jednak w czwartek, że nie można wykluczyć z udziału w montażu finansowym na rzecz budowy polskiej atomówki także polskich energetycznych spółek kontrolowanych przez państwo. Największa z nich to PGE.

Projekt „Polityki energetycznej Polski” przewiduje budowę sześciu reaktorów o mocy 6–9 GW do 2040 r. Pierwszy miałby ruszyć w 2033 r. ©℗