W oświadczeniu czytamy, że "decyzja o otwarciu stoków wbrew zakazom – podjęta pochopnie i pod wpływem emocji – może skutkować całkowitym upadkiem podhalańskich ośrodków i ich zamknięciem w przyszłych sezonach. Chcemy uchronić od tego nasze stacje" – napisali gestorzy największych stacji narciarskich z Podhala. Z oświadczenia dowiadujemy się także, że przedsiębiorcy z branży narciarskiej "walczą o odszkodowania i rekompensaty, które pozwolą uchronić stacje przed całkowitym zamknięciem na kilka lat".

Gestorzy podhalańskich stacji narciarskich wyrazili sprzeciw wobec decyzji rządu o zamknięciu stoków narciarskich. Ich zdaniem dotychczasowa polityka przedłużania obostrzeń dla branży narciarskiej, jest "całkowicie niezrozumiała i pozbawiona merytorycznych podstaw".

"Choć naszym największym marzeniem jest ponowne otwarcie bramek stoków Tatry Super Ski, musimy zachować rozsądek. Jako obywatele i przedsiębiorcy nie możemy dać się ponieść emocjom i wznowić działalności wbrew obowiązującym przepisom. Działanie niezgodnie z prawem – nawet jeśli się z nim nie zgadzamy – nie leży w naszej naturze" – czytamy w oświadczeniu.

Grupa Tatry Super Ski podejmuje działania, których celem jest przekonanie rządu do ponownego otwarcia stacji prezentując ekspertyzy i raporty z badań oraz rozwiązania stosowane z w innych krajach europejskich.

"Nasze inicjatywy pozostają jednak bez odpowiedzi. Jednocześnie, pomimo lockdownu, wciąż utrzymujemy stan gotowości do otwarcia, by utrzymać jakość tras, odpowiednią liczbę personelu i w momencie zmiany decyzji móc zapewnić odpowiednie warunki do zimowego wypoczynku" – napisano we wspólnym oświadczeniu.

Grupa przekonuje, że stała gotowość stacji wymaga ogromnych nakładów finansowych, a rządowa tarcza pozwala na pokrycie ok. 70 proc. kosztów trzymiesięcznej działalności. Gestorzy wyciągów mają cały czas nadzieję, że wyciągi ruszą jeszcze w bieżącym sezonie.