Ustawa o zawodzie farmaceuty – bo o niej mowa – została przegłosowana przez Sejm na ostatnim posiedzeniu. Nikt nie miał wątpliwości, że jest potrzebna. Generalne założenie jest bowiem takie, by podnieść rangę aptekarzy i dzięki temu odciążyć lekarzy. Temu ma posłużyć m.in. świadczenie opieki farmaceutycznej i poradnictwa lekowego. Nie ma sensu przecież, ażeby pacjent w każdej sprawie dotyczącej przyjmowania medykamentów szedł do przychodni, skoro na przyjmowaniu leków najlepiej znają się sami farmaceuci.

W uchwalonej ustawie znalazło się jednak rozwiązanie, które część branży aptekarskiej – przede wszystkim podmioty działające w postaci średnich i dużych sieci aptecznych – rozsierdziło.

Apteczne spory

Ością niezgody stał się przepis, który pozwoli unieruchomić każdą aptekę na okres do trzech miesięcy, jeżeli właściciel placówki dopuści się naruszenia w postaci uniemożliwiania realizacji zadań przez kierownika apteki. Decyzję tę wydaje właściwy organ, czyli w praktyce inspektor farmaceutyczny, i objęta jest ona rygorem natychmiastowej wykonalności. Za naruszenie niezależności farmaceutów możliwa stanie się również utrata zezwolenia na prowadzenie apteki.

Reklama

Zdaniem jednych to dramat, bo de facto właściciel będzie mniej istotny od swojego pracownika. Zdaniem drugich – rozwiązanie, które pozwoli wcielić w życie maksymę, że pacjent jest najważniejszy, bo prędzej o dobra pacjenta zadba farmaceuta niżeli właściciel, skupiony przede wszystkim na zarobku.

„Możliwość unieruchamiania placówek w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia pacjentów istnieje w już obowiązującym stanie prawnym. Kolejny zapis ustawowy w tej kwestii nie ma na celu ochrony pacjentów, lecz jest wynikiem lobbingu samorządu aptekarskiego, który wywalczył sobie kolejną opcję utrudniania funkcjonowania konkurencyjnym podmiotom aptecznym. Wszystko to przy pełnej aprobacie Ministerstwa Zdrowia i pod pozorem dbałości o interes pacjentów” – wskazują we wspólnym oświadczeniu BCC, Konfederacja Lewiatan, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET, które skupiają sieci apteczne. Zdaniem tych organizacji unieruchomienie apteki oznacza jej zamknięcie na zawsze – koszty prowadzenia tego typu placówek zestawione z ich rentownością powodują bowiem, że unieruchomienie jej na kwartał oznacza bankructwo właściciela. W efekcie nawet jeśli przedsiębiorca udowodni przed sądem, że urzędnik wydał decyzję niesłusznie, to uzyska jedynie satysfakcję moralną, bo jego przedsiębiorstwa już nie będzie.

Biznes uważa, że realne jest ryzyko sporów między właścicielem a pracownikiem, będącym kierownikiem apteki, które spowodują unieruchomienie apteki. Wystarczy bowiem, że kierownik przekona inspektora, iż uniemożliwia mu się rzetelną pracę. Dlatego jeśli już niezbędne, zdaniem ustawodawcy, są konsekwencje dla przedsiębiorców, to w ocenie twórców stanowiska należałoby przyjąć, że byłyby one wyciągane w przypadku uporczywego naruszania przepisów.

„Pragniemy zatem wyrazić zaniepokojenie destruktywnymi zapisami regulacyjnymi, które naszym zdaniem zaszkodzą rynkowi farmaceutycznemu. Od lat wyczekiwana przez środowisko ustawa o zawodzie farmaceuty, prócz wprowadzenia doniosłych rozwiązań związanych z opieką farmaceutyczną i usługami farmaceutycznymi, przyznaje jednocześnie zbyt arbitralną władzę organom inspekcji i daleko idące uprawnienia związanemu z nimi samorządowi aptekarskiemu” – skonkludowały organizacje biznesu.

Wiele patologii

Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, uważa jednak argumenty sieci aptecznych za bałamutne.

– Śmierć pacjentki, nielegalny wywóz leków, handel substancjami do produkcji narkotyków, zachęcanie do fałszowania dokumentacji medycznej pacjenta – to zwykle efekty naruszania niezależności farmaceuty. Czasem poprzez miękki mobbing, czasem twarde łamanie kręgosłupów. Na to się zgodzić nie możemy – przekonuje Tomków.

I spostrzega, że spośród 15 różnych przesłanek do cofnięcia zezwolenia organizacjom biznesowym nie podoba się ta jedna, dotycząca niezależności farmaceutów.

Marek Tomków twierdzi też, że opowieści o tym, iż można będzie zamykać apteki na podstawie kłótni właściciela z pracownikiem, to absolutna bzdura. Kontrolę nad procedurą sprawować będzie niezależna inspekcja farmaceutyczna, która przecież nie ma żadnego interesu w tym, by sprzyjać jednej ze stron sporu.

– Zapewniam, że da się legalnie prowadzić apteki bez naruszania naszych zawodowych uprawnień. Po co jest kierownik odpowiedzialny za wszystko, jeśli można mu bezkarnie uniemożliwić wykonywanie funkcji? Osoba odpowiedzialna za ludzkie życie nie może być kukiełką w rękach właściciela. Ten może decydować o całym wachlarzu spraw biznesowych, ale to, co dotyczy wykonywania zawodu, jest świętością, bo chroni pacjenta – zaznacza Marek Tomków.

W ostatnich latach wielokrotnie iskrzyło między właścicielami aptek i farmaceutami. Część tych drugich skarżyła się, że jest zmuszana do sprzedaży mało wartościowych produktów, w tym głównie suplementów diety. Często bywało też tak, że technicy farmaceutyczni, nieposiadający uprawnień do sprzedaży niektórych medykamentów, sprzedawali je na służbowych loginach i hasłach farmaceutów.

Naczelna Rada Aptekarska uważa, że nawet najbogatszy przedsiębiorca nie może mówić chirurgowi, jak ma operować oraz nie do pomyślenia jest, by np. hydraulik mówił notariuszowi, jak mają wyglądać akty notarialne.

– Każdy, kto prowadzi aptekę, musi się zgodzić z ograniczeniami i założeniem, że osobą decyzyjną i odpowiedzialną jest w niej farmaceuta – konkluduje wiceprezes samorządu. Bo to – zdaniem samorządowców – właśnie jest dowodem na to, że podniesiono wreszcie rangę farmaceutów. ©℗

Źródło nieznane

Coraz mniej placówek

Etap legislacyjny

Ustawa przekazana do Senatu