Niemiecki urząd ds. ochrony zwierząt (Deutsches Tierschutzbuero) posiada materiał wideo pochodzący z ukrytych kamer z dwóch tuczarni świń w miejscowościach Ohne i Samern w powiecie Bad Bentheim (Dolna Saksonia). Oba zakłady dostarczają zwierzęta do zakładów mięsnych Toennies.

Nagrania z ostatnich tygodni pokazują, że w firmach dochodzi do łamania prawa. Niektóre zwierzęta są mocno podrapane, wychudzone lub mają krwawe obrażenia uszu i ogona. Chore i ranne zwierzęta nie są odpowiednio traktowane.

W gospodarstwie w Samern, poważnie chora i pilnie potrzebująca pomocy weterynaryjnej świnia została po prostu umieszczona w przejściu, bez dostępu do wody i paszy. Ukryte kamery dokumentowały przez wiele dni, jak rolnik przechodził obok chorej świni, a nawet przechodził nad nią, ponieważ stanęła mu na drodze. "Rolnik umieścił tam zwierzę, aby umarło nieszczęśliwe. Nie chcę wyobrażać sobie agonii zwierzęcia"- mówi Jan Peifer, prezes zarządu urzędu ds. ochrony zwierząt.

Po kilku dniach rolnik przystąpił do zabicia całkowicie wychudzonego i wycieńczonego zwierzęcia tzw. uśmierceniem awaryjnym. Aby to zrobić, próbował wstrzelić małą śrubę w głowę zwierzęcia za pomocą gwoździarki, ale to się nie udało. Drugi strzał również był niecelny. Zwierzę nadal wykazywało wyraźne oznaki przytomności, których rolnik nie zauważył, zamykając za sobą drzwi i ponownie zostawiając zwierzę samemu sobie. "Ten rolnik powinien mieć natychmiastowy zakaz trzymania zwierząt, ponieważ celowo spowodował ogromne cierpienie zwierzęcia" - powiedział Peifer - informuje "Presseportal".

Firma z wioski Ohne również dostarcza zwierzęta do rzeźni giganta Toennies w Soegel. Tutaj także chore i ranne zwierzęta pozostawione są bez pomocy. Obrońcy praw zwierząt zauważyli w szczególności jedno zwierzę, które miało poważne, krwawiące i ropne obrażenia. "Połowa jelita zwisała ze zwierzęcia" - mówi Peifer. Ukryte kamery dokumentowały, że oprócz tego zwierzęcia trzy inne poważnie chore świnie nie otrzymały pomocy przez co najmniej trzy dni. Czwartego dnia przyszedł lekarz weterynarii, zbadał chore świnie i zarządził natychmiastowe uśmiercenie. Jednak stało się to dopiero trzy dni później, również w koszmarnych okolicznościach - rolnik strzelał do zwierząt z karabinu, nie wszystkie udało mu się zabić od razu.

"Każdy, kto celowo pozwala zwierzętom tak bardzo cierpieć, powinien trafić do więzienia" - powiedział Peifer. Rolnik powinien wiedzieć, że ta procedura jest nielegalna, w końcu pracuje na pełny etat dla Izby Rolniczej w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Nagrania filmowe wyciekły do Niemieckiego Urzędu ds. Ochrony Zwierząt. Po krótkiej inspekcji właściwy urząd weterynaryjny w Bad Bentheim został niezwłocznie poinformowany o skargach na obie firmy. Po szczegółowym przygotowaniu i badaniu prawnym, w ubiegłym tygodniu prokuratura w Oldenburgu postawiła zarzuty karne obu operatorom. Oprócz firmy Toennies, działacze na rzecz praw zwierząt poinformowali również ubojnie Goldschmaus, Tuemmel, VION i Westfleisch, ponieważ firma w Ohne dostarcza maltretowane zwierzęta również do tych rzeźni.

Powinniśmy w końcu przyznać, że dzisiejsza hodowla zwierząt gospodarskich "działa z okrucieństwem wobec zwierząt" - mówi Peifer, dodając, że jest to teraz czwarty przypadek okrucieństwa wobec zwierząt w ciągu ostatnich czterech miesięcy u dostawców Toennies.

Firma Toennies dokonuje uboju prawie 20 milionów świń rocznie, generując sprzedaż na poziomie 7,5 miliarda euro. "Żadna inna firma nie odnosi tak dużych korzyści z rolnictwa przemysłowego jak Toennies" - powiedział Peifer.

To nie pierwsza afera związana z niemiecką firmą Toennies. We wrześniu niemieckie biuro ochrony zwierząt (Deutsches Tierschutzbuero) opublikowało materiały dotyczące skandalicznego traktowania świń w zakładach Toennies. Na wówczas udostępnionych filmach, które zostały umieszczone w serwisie YouTube widać było, że zwierzęta są w fatalnym stanie, mają krwawiące rany, ogromne guzy i ropnie. Widać było również, że są chore. Pośród żywych świń leżały też martwe osobniki. Afera odbiła się wtedy szerokim echem w mediach. A w firmie zapowiedziano kontrole.

Z Berlina Berenika Lemańczyk