Wyniki są bardziej optymistyczne niż te prezentowane w maju (za kwiecień), gdy miasta alarmowały o 40-proc. spadku wpływów z PIT. Dane z pierwszego półrocza tego roku zebrane przez Związek Miast Polskich (ZMP) w ponad 100 miejscowościach pozwalają ekspertom na bardziej wyważone prognozy dotyczące sześciu kolejnych miesięcy. Oczywiście przy założeniu – jak zaznaczają – że jesienią nie nastąpi kolejny kryzys wywołany epidemią i lockdownem.

CIT: kto zyskał, kto stracił

Podsumowanie danych przygotowane przez ZMP pokazuje, że odbicie nastąpiło przede wszystkim we wpłatach z podatku od przedsiębiorstw (z podsumowania pięciomiesięcznego wynikało, że straty dochodów z tego tytułu sięgały ponad 30 proc.). W Poznaniu wpływy z CIT w pierwszym półroczu tego roku wyniosły 96 mln zł (w porównywalnym okresie 2019 r. było to 98 mln zł), w Białej Podlasce 1 mln zł (w porównywalnym okresie: 1,2 mln zł). Do budżetu Starogardu Gdańskiego z CIT wpłynęło 1,7 mln zł (w porównaniu do 2,7 mln zł w poprzednim roku).

Są jednak miejscowości, których czerwcowy bilans półrocza pokazuje niewielkie wzrosty w porównaniu z 2019 r. Sopot z tytułu CIT uzbierał w sumie 6,3 mln zł, rok wcześniej – 5 mln zł. Podobnie Bydgoszcz – do miejskiej kasy wpłynęło do czerwca 19,1 mln zł, a rok wcześniej – 18,6 mln zł.

Reklama

Czy to oznacza, że miasta wychodzą na prostą? Niekonieczne.

– Zniwelowanie drastycznej różnicy we wpływach z CIT to zasługa pomocy udzielonej przedsiębiorcom w ramach tarczy antykryzysowej, a był to jednorazowy zastrzyk – zwraca uwagę Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

Samorządowcy zaznaczają też, że wpływy z podatku od firm mają mniejsze znaczenie dla miejskich budżetów niż wpływy z PIT (w okresie od stycznia do czerwca było to: CIT 454,3 mln zł i PIT – 4,3 mld zł), a te wciąż są znacznie niższe, choć i tak zostały podniesione jednorazowo m.in. wypłatą 13. emerytury. – Dla samorządów jest to 0,5 mld zł dodatkowego wpływu z PIT – dodaje Marek Wójcik.

PIT: A miało być tak pięknie

Sytuacja nie jest co prawda dramatyczna, ale – jak podkreślają samorządowcy – jest to upadek z wysokiego konia. – Ponad 4 mld zł ubytku z udziału w PIT zamiast pięciomiliardowego wzrostu, jaki był jeszcze rok temu, daje stratę na poziomie 10 mld zł – wylicza Andrzej Porawski, dyrektor biura ZMP.

Andrzej Porawski podkreśla, że dane tylko z czerwca pokazujące obniżenie wpływów z PIT o 6 proc. r/r i 8-proc. spadek w skali półrocza pozwala przyjąć, że rok 2020 zakończy się bilansem straty wpływów z tego tytułu na poziomie 7 proc., co przełoży się na 4 mld zł mniej w budżetach jednostek samorządu terytorialnego (JST).

Jeśli zapowiedzi rządu zostaną zrealizowane i ruszy Fundusz Inwestycji Lokalnych przewidywany na kwotę 6 mld zł, tę lukę uda się zasypać nawet z lekką nadwyżką. Samorządowcy czekają obecnie na uchwałę Rady Ministrów, która określi zasady jego funkcjonowania. Przypominają, że za wyhamowanie wzrostu odpowiadają także zmiany w ustawie o PIT z lipca 2019 r., np. zerowy PIT dla młodych.

Ubytki dochodów samorządów z tytułu PIT i CIT są rekompensowane przez wypłacaną z budżetu państwa większą subwencję ogólną. Resort finansów w czerwcu zapewniał, że dochody z jej tytułu są stabilne i pewne. Od stycznia do maja 2020 r. wykonane dochody samorządów z tytułu subwencji ogólnej były wyższe o 2,78 mld zł.

Zapłacimy wszyscy

Samorządowców niepokoją spadki we wpływach z dochodów własnych, m.in. z biletów komunikacji miejskiej, co przekłada się na kondycję budżetów miast i miejskich przedsiębiorstw. W Gdyni wpływy z biletów spadły z prawie 50 mln zł w pierwszym półroczu 2019 r. do niecałych 23 mln zł w okresie od stycznia do czerwca tego roku. Dane z innych miast nie są aż tak dramatyczne. Dzieje się tak dlatego, że I kw. 2020 r. w sektorze komunikacji miejskiej był bardzo dobry, a krach nastąpił w kolejnym kwartale. Dochody z biletów w okresie pandemii oscylują na poziomie 50 proc. Nie obędzie się bez podwyżek cen i ograniczenia strefy przewozowej – tłumaczy Marcin Gromadzki z Public Transport Consulting.

Podniesienie cen biletów zapowiedziały w ostatnim czasie m.in. Wrocław, Grudziądz i Kraków.

Samorządowcy zaznaczają, że szybko nie zasypią ubytków z wpływów w gospodarce nieruchomościami. – Będziemy mieli bardzo duży problem z bilansowaniem usług. Najprostszą metodą byłoby podniesienie opłat, ale tego robić nie będziemy, by nie dobijać gospodarki – mówi Marek Wójcik.

Podkreśla, że nie ma prostych metod na zwiększenie dochodów. – Rekompensata dla miast może być następstwem jedynie ożywienia gospodarczego, z którego samorządy korzystają na końcu – dodaje.

Dlatego dla samorządów znacznie trudniejszy od tego może się okazać rok kolejny. Problemem może być bowiem uchwalanie przyszłorocznych budżetów tak, by znaleźć w nich pieniądze z pieniędzmi na przedsięwzięcia rozwojowe.

Źródło nieznane

Samorządowe półrocze na minusie