Forsal logo

Miasta powoli odbijają się od dna. Samorządowcy szybko nie zasypią ubytków

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
22 lipca 2020, 08:06
Sopot
<p>Sopot</p>/Shutterstock
130 miejscowości policzyło straty z wpływów z podatków i opłat za pierwsze półrocze tego roku. Dochody z PIT w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku spadły o prawie 8 proc., a z CIT o ok. 1,5 proc.

Wyniki są bardziej optymistyczne niż te prezentowane w maju (za kwiecień), gdy miasta alarmowały o 40-proc. spadku wpływów z PIT. Dane z pierwszego półrocza tego roku zebrane przez Związek Miast Polskich (ZMP) w ponad 100 miejscowościach pozwalają ekspertom na bardziej wyważone prognozy dotyczące sześciu kolejnych miesięcy. Oczywiście przy założeniu – jak zaznaczają – że jesienią nie nastąpi kolejny kryzys wywołany epidemią i lockdownem.

CIT: kto zyskał, kto stracił

Podsumowanie danych przygotowane przez ZMP pokazuje, że odbicie nastąpiło przede wszystkim we wpłatach z podatku od przedsiębiorstw (z podsumowania pięciomiesięcznego wynikało, że straty dochodów z tego tytułu sięgały ponad 30 proc.). W Poznaniu wpływy z CIT w pierwszym półroczu tego roku wyniosły 96 mln zł (w porównywalnym okresie 2019 r. było to 98 mln zł), w Białej Podlasce 1 mln zł (w porównywalnym okresie: 1,2 mln zł). Do budżetu Starogardu Gdańskiego z CIT wpłynęło 1,7 mln zł (w porównaniu do 2,7 mln zł w poprzednim roku).

Są jednak miejscowości, których czerwcowy bilans półrocza pokazuje niewielkie wzrosty w porównaniu z 2019 r. Sopot z tytułu CIT uzbierał w sumie 6,3 mln zł, rok wcześniej – 5 mln zł. Podobnie Bydgoszcz – do miejskiej kasy wpłynęło do czerwca 19,1 mln zł, a rok wcześniej – 18,6 mln zł.

Czy to oznacza, że miasta wychodzą na prostą? Niekonieczne.

– Zniwelowanie drastycznej różnicy we wpływach z CIT to zasługa pomocy udzielonej przedsiębiorcom w ramach tarczy antykryzysowej, a był to jednorazowy zastrzyk – zwraca uwagę Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

Samorządowcy zaznaczają też, że wpływy z podatku od firm mają mniejsze znaczenie dla miejskich budżetów niż wpływy z PIT (w okresie od stycznia do czerwca było to: CIT 454,3 mln zł i PIT – 4,3 mld zł), a te wciąż są znacznie niższe, choć i tak zostały podniesione jednorazowo m.in. wypłatą 13. emerytury. – Dla samorządów jest to 0,5 mld zł dodatkowego wpływu z PIT – dodaje Marek Wójcik.

PIT: A miało być tak pięknie

Sytuacja nie jest co prawda dramatyczna, ale – jak podkreślają samorządowcy – jest to upadek z wysokiego konia. – Ponad 4 mld zł ubytku z udziału w PIT zamiast pięciomiliardowego wzrostu, jaki był jeszcze rok temu, daje stratę na poziomie 10 mld zł – wylicza Andrzej Porawski, dyrektor biura ZMP.

Andrzej Porawski podkreśla, że dane tylko z czerwca pokazujące obniżenie wpływów z PIT o 6 proc. r/r i 8-proc. spadek w skali półrocza pozwala przyjąć, że rok 2020 zakończy się bilansem straty wpływów z tego tytułu na poziomie 7 proc., co przełoży się na 4 mld zł mniej w budżetach jednostek samorządu terytorialnego (JST).

Jeśli zapowiedzi rządu zostaną zrealizowane i ruszy Fundusz Inwestycji Lokalnych przewidywany na kwotę 6 mld zł, tę lukę uda się zasypać nawet z lekką nadwyżką. Samorządowcy czekają obecnie na uchwałę Rady Ministrów, która określi zasady jego funkcjonowania. Przypominają, że za wyhamowanie wzrostu odpowiadają także zmiany w ustawie o PIT z lipca 2019 r., np. zerowy PIT dla młodych.

Ubytki dochodów samorządów z tytułu PIT i CIT są rekompensowane przez wypłacaną z budżetu państwa większą subwencję ogólną. Resort finansów w czerwcu zapewniał, że dochody z jej tytułu są stabilne i pewne. Od stycznia do maja 2020 r. wykonane dochody samorządów z tytułu subwencji ogólnej były wyższe o 2,78 mld zł.

Zapłacimy wszyscy

Samorządowców niepokoją spadki we wpływach z dochodów własnych, m.in. z biletów komunikacji miejskiej, co przekłada się na kondycję budżetów miast i miejskich przedsiębiorstw. W Gdyni wpływy z biletów spadły z prawie 50 mln zł w pierwszym półroczu 2019 r. do niecałych 23 mln zł w okresie od stycznia do czerwca tego roku. Dane z innych miast nie są aż tak dramatyczne. Dzieje się tak dlatego, że I kw. 2020 r. w sektorze komunikacji miejskiej był bardzo dobry, a krach nastąpił w kolejnym kwartale. Dochody z biletów w okresie pandemii oscylują na poziomie 50 proc. Nie obędzie się bez podwyżek cen i ograniczenia strefy przewozowej – tłumaczy Marcin Gromadzki z Public Transport Consulting.

Podniesienie cen biletów zapowiedziały w ostatnim czasie m.in. Wrocław, Grudziądz i Kraków.

Samorządowcy zaznaczają, że szybko nie zasypią ubytków z wpływów w gospodarce nieruchomościami. – Będziemy mieli bardzo duży problem z bilansowaniem usług. Najprostszą metodą byłoby podniesienie opłat, ale tego robić nie będziemy, by nie dobijać gospodarki – mówi Marek Wójcik.

Podkreśla, że nie ma prostych metod na zwiększenie dochodów. – Rekompensata dla miast może być następstwem jedynie ożywienia gospodarczego, z którego samorządy korzystają na końcu – dodaje.

Dlatego dla samorządów znacznie trudniejszy od tego może się okazać rok kolejny. Problemem może być bowiem uchwalanie przyszłorocznych budżetów tak, by znaleźć w nich pieniądze z pieniędzmi na przedsięwzięcia rozwojowe.

Samorządowe półrocze na minusie

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Finanse osobiste” i otrzymuj najważniejsze informacje finansowe, które mogą wpłynąć na Twoje finanse osobiste.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj