Za granicą z kolei utrzymuje się bardzo niska inflacja w Chinach,agencja Moody’s ostrzega Francję i jej polityków, Brytyjczycy podsumowują pozytywne efekty kolejnego eksperymentu z czterodniowym tygodniem pracy, a analitycy z Citi sugerują, że przynajmniej niektóre spółki związane ze sztuczną inteligencją zrobiły się już za drogie i może warto je już sprzedawać.

Oto poranny brief - wszystko, co musisz wiedzieć o tym, co teraz dzieje się w gospodarce.

Nadchodzi wyższa akcyza na papierosy i alkohol

Reklama

Pomysły na to, aby zwiększyć tempo podnoszenia akcyzy na papierosy i alkohol, które pojawiły się niedawno w Ministerstwie Zdrowia, podobają się również w Ministerstwie Finansów, a skoro tak, to można oczekiwać, że staną się wkrótce pomysłami rządowymi, a następnie rzeczywistością. Tego przynajmniej dowiedzieli się przedsiębiorcy, którzy w ramach konsultacji spotkali się we wtorek z przedstawicielami resortu finansów. W spotkaniu uczestniczył między innymi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, który opisał sprawę w mediach społecznościowych. Okazuje się, że np. akcyza na papierosy ma urosnąć od nowego roku nie o 10 proc. ale o 25 proc. a akcyza na e-papierosy nawet o 75 proc.

Oficjalnie ani rząd, ani resort finansów, nie ogłosił jeszcze większego wzrostu akcyzy na używki, nie wiadomo więc, jak duży ma być przyrost dochodów w budżecie z tego powodu. Z pewnością jednak byłby to ruch idealnie wpisujący się w konieczność redukowania przekraczającego 5 proc. PKB deficytu w finansach publicznych, w ramach unijnej procedury nadmiernego deficytu.

W ubiegłym roku wpływy z podatku akcyzowego sięgnęły w budżecie państwa blisko 85 mld złotych. Spora ich część pochodziła jednak z opodatkowania paliw, a nie tylko papierosów i alkoholu. Akcyza jest trzecim największymźródłem dochodów w budżecie, po podatkach VAT i PIT.

Według ostatnich danych GUS o inflacji za maj, ceny napojów alkoholowych w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy urosły o 2,8 proc. a ceny wyrobów tytoniowych wzrosły w tym czasie aż o 7,7 proc. Szybszy wzrost akcyzy na te towary od 1 stycznia będzie mógł stanowić kolejny impuls inflacyjny w ich przypadku. Alkohol i papierowy nie są jednak towarami pierwszej potrzeby, nie wydajemy też na nie wielu pieniędzy – w tegorocznym koszyku inflacyjnym odpowiadają jedynie za 5,7 proc. całości naszych wydatków na konsumpcję.

Dobre wyniki eksperymentu z 4-dniowym tygodniem pracy w Wielkiej Brytanii

Na Zachodzie zakończył się kolejny pilotaż związany z wprowadzaniem czterodniowego tygodnia pracy i kolejny raz jego efekty są w dużej części pozytywne nie tylko dla pracowników, ale też dla firm, które ich zatrudniają. Tym razem chodzi o sektor publiczny w Wielkiej Brytanii.

Według The Guardian eksperyment przeprowadzony w South Cambridgeshire i jego efekty monitorowano aż w dwudziestu czterech różnych obszarach tematycznych i aspektach. Na końcu okazało się, że przyniósł on pozytywne efekty w jedenastu z nich, a negatywne tylko w dwóch z nich. W pozostałych jedenastu nic się nie zmieniło. Te negatywne to lekki spadek ściągalności czynszów z mieszkań komunalnych i dłuższy okres potrzebny na znalezienie nowych lokatorów do mieszkań, z których wyprowadzili się poprzedni. Jednak akurat tego typu zmiany mogły być związane z generalnym pogorszeniem koniunktury na rynku w tym czasie, a nie z trwającym eksperymentem.

Z drugiej strony rotacja pracowników w urzędach i firmach samorządowych spadła aż o 39 proc., co oznacza spore oszczędności, bo nie trzeba szukać na rynku nowych pracowników i wydawać na te poszukiwania pieniędzy. Spadła też czasochłonność wielu procedur w samorządowych urzędach – inaczej mówiąc, cała struktura zaczęła pracować sprawniej i bardziej efektywnie.

Pomimo coraz większej liczby dowodów na pozytywny wpływ skracania tygodnia pracy do czterech dni tygodniowo, koncepcja ta wciąż nie cieszy się większym zainteresowaniem polityków, małe są więc szanse na zmiany prawa idące w tym kierunku. Co ciekawe, na przykład brytyjska lewica, która czterodniowy tydzień pracy miała w swoim programie jeszcze kilka lat temu, teraz, kiedy doszła w końcu do władzy, niczego na ten temat w swoich planach politycznych nie ma.

Inflacja w Chinach ciągle bardzo niska

Są nowe dane z Chin na temat inflacji i kolejny raz są one rozczarowaniem, chociaż zupełnie innego rodzaju niż podobne dane np. z Polski, albo generalnie z Europy. Tam bowiem inflacja nie jest za wysoka, tylko za niska. Na tyle niska, że może to świadczyć o poważnym problemie w chińskiej gospodarce, ponieważ zdrowa gospodarka powinna sama z siebie generować wyraźnie większy wzrost cen.

W czerwcu wskaźnik rocznej inflacji w Chinach spadł do 0,2 proc. z 0,3 proc. w maju. Ekonomiści oczekiwali jej wzrostu do 0,4 proc. Z kolei inflacja producentów (wskaźnik PPI) wciąż utrzymuje się poniżej zera. W czerwcu ceny w transakcjach pomiędzy producentami, a pośrednikami i hurtownikami były o 0,8 proc. niższe, niż rok wcześniej. Trzeba przyznać, że to znacznie mniejsza deflacja niż na przykład rok temu, kiedy ceny spadały o ponad 5 proc. Sytuacja wciąż jednak nie jest normalna. Wskaźnik PPI był w Chinach powyżej zera ostatni raz we wrześniu 2022 roku.

Gospodarka Chin rozwija się wolniej od oczekiwań od kilku lat. Problemy zaczęły się wraz z pandemią, która miała tam poważniejszy przebieg i wywołała niezwykle drastyczne reakcje ze strony rządu. Lockdowny i obostrzenia, utrzymywane przez wiele miesięcy oznaczały koniec szybkiego tempa rozwoju. Po ustąpieniu pandemii Chiny do dziś nie są w stanie ponownie rozkręcić swojej gospodarki w sposób zgodny z oczekiwaniami rynków i polityków. Niezwykle niska inflacja jest na to pośrednim dowodem.

Citi: czas uciekać z niektórych spółek związanych z AI

Już pora zacząć myśleć o sprzedawaniu akcji niektórych spółek związanych z boomem na AI, czyli sztuczną inteligencję – sugerują analitycy z amerykańskiego Citigroup. Chodzi im głównie o producentów mikroprocesorów, zapewne np. o NVidię, której akcje w ciągu ostatnich dwóch lat poszły w górę o blisko 800 proc. chociaż analitycy nie posuwają się tym razem tak daleko, aby wydawać konkretne rekomendację z nazwami spółek.

Zwracają jednak uwagę, że zapewne rozsądnie byłoby „przesiąść się” przynajmniej z częścią kapitału, na jakieś inne spółki, na przykład takie, które też są związane z „modą na AI”, ale jak dotąd nie drożały aż tak bardzo. Analitycy Citi przyznają, że większość funduszy i dużych inwestorów nie może sobie dzisiaj pozwolić na to, aby w ogóle nie mieć w portfelu żadnych firm związanych z boomem AI, a spora część spółek z tego obszaru może dalej zaskakiwać lepszymi od oczekiwań wynikami finansowymi. Nie ma więc mowy o jakimkolwiek „pękaniu bańki”. Jednocześnie jednak rynkowe wyceny spółek, które drożały najszybciej, są coraz trudniejsze do uzasadnienia. Popularny wśród inwestorów wskaźnik cena/zysk pokazujący, ile razy cena akcji danej spółki przewyższa zysk tej spółki przypadający na tę akcję, wynosi w tej chwili około 21 dla spółek z indeksu S&P 500, ale aż 33 dla spółek związanych z AI. Tak duża różnica w wycenach może być na dłuższą metę trudna do utrzymania, stąd sugestia, aby na tych spółkach z sektora AI, które podrożały najbardziej, zacząć realizować zyski, zwłaszcza że utrzymuje się na tych akcjach spory ruch, płynność jest duża, więc w tej chwili nie powinno być problemu z wycofywaniem z tego rynku nawet większych pieniędzy.

Agencja Moody’s ostrzega Francję

We Francji po ostatnich wyborach nadal nie wiadomo, kto będzie rządzić, jednak rynek finansowy podchodzi do tego raczej spokojnie, ponieważ szanse na powołanie rządu popieranego przez siły umiarkowane, które nie wywrócą gospodarki do góry nogami, są obecnie oceniane jako większe, niż ryzyko przejęcia władzy przez siły skrajne i mniej przewidywalne. Największe szanse na stworzenie koalicji większościowej mają ugrupowania związane z prezydentem Macronem, oraz partie z koalicji lewicowej. Pojawiają się tez propozycje utworzenia nowego rządu przez partię Macrona, ale raczej z umiarkowaną prawicą, a nie lewicą. W tym przypadku byłby to zapewne rząd mniejszościowy, ale aby go odwołać lewica musiałaby głosować wspólnie ze skrajną prawicą Marine Le Pen, co jest oceniane jako mało prawdopodobne.

Tymczasem agencja ratingowa Moody’s ostrzega, że jeśli zmiany na scenie politycznej zaowocują decyzjami, które zwiększą poziom zadłużenia Francji, albo zwiększą skalę jej deficytu fiskalnego, wtedy jej obecny rating stanie pod znakiem zapytania, czyli prawdopodobna będzie jego obniżka. Francji grozi też obniżenie perspektywy ratingu z neutralnej do negatywnej, jeśli koszty obsługi długu publicznego wzrosną i będą wyraźnie wyższe od kosztów w krajach z tym samym ratingiem. Ta ostatnia uwaga może niepokoić, ponieważ faktycznie notowania francuskich obligacji po ostatnich wyborach nieco spadły, a ich rentowności wzrosły w porównaniu do rentowności niemieckich. Na razie jednak nie wiadomo, czy ta sytuacja utrzyma się na tyle długo, aby faktycznie wpłynąć na wzrost kosztów obsługi długu. Dziś jednak nie można tego wykluczyć.

Spread, czyli różnica pomiędzy rentownościami dziesięcioletnich obligacji Francji i Niemiec, był przez większość tego roku w okolicach 0,5 punktu procentowego. Po wyborach urósł do 0,8 punktu procentowego, teraz jest 0,7 p.p.