Polityk 50+ dostrzega, że zawodowo wszedł w smugę cienia

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 grudnia 2020, 14:00
Michał Tober Fot. Arek Markowicz
<p>Michał Tober Fot. Arek Markowicz</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Współczuję tym, którzy są latami w polityce i dopiero koło pięćdziesiątki zostają pod sekretarzami stanu w ministerstwie dziwnych kroków. Bo oni dopiero wtedy uświadamiają sobie, co to jest za bryndza

Z Michałem Toberem rozmawia Robert Mazurek

Znajomości z polityki się przydają?

Na pewno nie przeszkadzają.

Spotyka pan ludzi, którzy jeszcze pana kojarzą?

Tak. I co ciekawe, więcej sympatii, życzliwości czy ciepła doświadczam ze strony przeciwników politycznych niż od tych, z którymi maszerowałem.

Lewica pana nie lubi?

To szersze zjawisko. Byli koledzy powtarzają, że jeśli się ma jakąś prośbę, ludzką sprawę, to trzeba z tym iść do przeciwnika politycznego, bo on się zaangażuje sto razy bardziej niż ktoś od nas.

Może po prostu lewicowcy są wredni?

Leszek Miller mówił, że wrogów dzielimy na wrogów, śmiertelnych wrogów i partnerów koalicyjnych. To dotyczy każdej partii, nie tylko lewicy.

Bo partyjny kolega z listy…

I z tego samego okręgu to prawdziwy konkurent. Na liście wyborczej odbywa się kanibalizacja, rywalizacja zgodnie z zasadą, że albo ty wygryziesz jego, albo on ciebie. Niewiele tu miejsca na ciepłe uczucia.

Polityka jest aż tak brutalna?

To jeden ze sportów walki, nawet w rodzaju MMA, gdzie walczy się w klatkach. Można ją też porównać do darwinistycznego wolnego rynku, bo w polityce również nie ma osłon, ochrony, więc albo wygrywasz i jesteś królem, albo giniesz.

Widzowie to kochają na ekranie, politycy w życiu?

Zło ma zawsze uwodzicielski urok i oglądanie go w serialu jest intrygujące, ale już doświadczanie zła na sobie przyjemnością nie jest.

I najostrzej rywalizują koledzy z partii?

Liczba mandatów do Sejmu jest skończona, a wyborca ma jeden głos – więc w tej grze chodzi o to, żeby on wybrał pana. Wszystkie chwyty dozwolone, byle pana nie złapali… (śmiech) Proszę tego nie pisać, to żart.

Ale prawdziwy.

Na szczęście nie musiałem się o tym przekonywać na własnej skórze, bo w antycznych czasach początków wieku jako młody i zdolny korzystałem z ojcowskich protekcji partyjnych liderów: Leszka Millera, Józefa Oleksego, Krzysztofa Janika.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj