Siergiej Karaganow, wieloletni doradca Kremla i współzałożyciel Klubu Wałdaj, wystąpił w podcaście "The Tucker Carlson Show", prowadzonym przez byłego prezentera FOX News, znanego poparcia dla Donalda Trumpa i głośnego wywiadu z Władimirem Putinem. Na pytanie Carlsona o możliwość użycia broni jądrowej Karaganow odpowiedział bez wahania, że taki scenariusz mógłby zostać rozważony w sytuacji, gdy Rosja znalazłaby się blisko klęski. – Europa zostałaby całkowicie zniszczona – grzmiał Karaganow.

Doradca Putina grozi Europie. Wskazał Poznań jako cel nuklearny

Ideolog Kremla nie poprzestał jednak na ogólnikach. Wskazał konkretne miejsca, które – jego zdaniem – mogłyby stać się celem rosyjskiego uderzenia. Wśród nich wymienił Poznań, a także Niemcy i Wielką Brytanię, sugerując, że to Berlin byłby jednym z pierwszych celów. Jednocześnie, w typowy dla rosyjskiej propagandy sposób, zapewniał, że "modli się", aby do takiego scenariusza nigdy nie doszło.

W dalszej części rozmowy Karaganow ostro zaatakował współczesną Europę, twierdząc, że kontynent utracił dawną pozycję i stał się obiektem drwin na arenie międzynarodowej. Oskarżał europejskich przywódców o lekkomyślność i zapomnienie o realiach wojny, przekonując, że to właśnie Europa – a nie Ukraina – jest faktycznym przeciwnikiem Rosji. Posunął się nawet do stwierdzenia, że Stary Kontynent odpowiada za "największe zło w historii", powołując się na historyczne konflikty i najazdy na Rosję.

Rosja ma straszak na Europę. Oresznik może przenosić broń nuklearną

W jego ocenie eskalacja mogłaby nastąpić w perspektywie roku lub dwóch lat, jeśli Rosja zaczęłaby tracić przewagę militarną, a państwa europejskie umocniłyby swoją pozycję. W tym kontekście padły również słowa dotyczące Polski. Karaganow stwierdził, że Polacy – jego zdaniem – "odzyskują zdrowy rozsądek", ponieważ mają świadomość ryzyka związanego z eskalacją konfliktu i próbują "wycofać się z linii ognia". Zakończył stwierdzeniem, że jednym z zadań Rosji jest "przywrócenie rozumu" europejskim elitom politycznym.

Wypowiedzi Karaganowa rodzą pytanie o realne zdolności militarne Rosji oraz możliwości obronne Polski. Jednym z systemów, którym Kreml próbuje w ostatnim czasie straszyć Zachód, jest pocisk Oresznik. To rakieta pośredniego zasięgu zdolna do przenoszenia kilku głowic jądrowych. Choć rosyjska propaganda przedstawia go jako nowoczesną i przełomową broń, analizy szczątków użytych w Ukrainie wskazują, że jest to konstrukcja oparta na starych rozwiązaniach, sięgających jeszcze czasów zimnej wojny.

Czy Polska jest w stanie obronić się przed atakiem Rosji?

Nie oznacza to jednak, że zagrożenie można lekceważyć. Pociski tej klasy poruszają się po bardzo stromym torze lotu, pozostając przez większość czasu poza atmosferą, a w końcowej fazie osiągają ogromne prędkości, co znacząco utrudnia ich przechwycenie. Skuteczna obrona wymaga zaawansowanych i kosztownych systemów antybalistycznych, którymi dysponuje jedynie kilka państw na świecie.

Polska konsekwentnie buduje wielowarstwowy system obrony powietrznej, realizując programy Pilica, Narew i Wisła. Wojsko skupia się w nich przede wszystkim na zwalczaniu najbardziej prawdopodobnych zagrożeń – od dronów i samolotów po pociski manewrujące i balistyczne krótkiego zasięgu. Równolegle wdrażany jest amerykański system dowodzenia IBCS, który w przyszłości może umożliwić integrację z bardziej zaawansowanymi rozwiązaniami antybalistycznymi.

Docelowo Polska planuje także pozyskanie zdolności do zwalczania rakiet balistycznych na bardzo dużych wysokościach w ramach programu Brynica. To jednak perspektywa kolejnych lat. Do tego czasu groźby płynące z Moskwy pozostają przede wszystkim elementem presji politycznej i wojny informacyjnej, mającej wywołać niepokój w Europie.