Generalny trend jest od lat stały. W krajach, w których dostępne są największe serwisy streamingowe w przystępnych cenach, skala piractwa internetowego spada. W charakterystykę tę wpisują się przede wszystkim najbogatsze kraje z jednym wyjątkiem – Singapuru. Tak wynika przynajmniej z danych firmy Muso, która zajmuje się produkcją antypirackich technologii.

Dlaczego piractwo jest popularniejsze w krajach o niskim PKB per capita? Jednym z wytłumaczeń, poza zdolnością nabywczą konsumentów, jest brak dostępu do niektórych najważniejszych serwisów VOD oraz ich niewielka elastyczność cenowa. Netflix jest dostępny niemalże we wszystkich krajach świata. Nie dostosowuje jednak w wystarczającym stopniu cen swoich subskrypcji do możliwości nabywczych poszczególnych rynków.

Odwrotnie na rynek internetowej rozrywki wpływa pandemia. Wraz z wprowadzeniem wiosną pierwszych ogólnokrajowych lockdownów, szybko wzrosła aktywność internetowych przestępców – wynika z danych udostępnionych serwisowi TorrentFreak przez stronę iknowwhatyoudownload.com. Ścisłą kwarantannę we Włoszech wprowadzono na początku marca. Liczba pobieranych treści wzrosła nagle o około 35 proc., natomiast liczba osób ściągających nielegalnie pliki aż o 50 proc. W innych krajach w Europie i na świecie było podobnie. Z wyjątkiem Szwecji i Norwegii, które nie wprowadziły wobec obywateli tak restrykcyjnych ograniczeń. Pandemiczne przyrosty były niewielkie także w USA, Chinach i Korei Płd. W przypadku azjatyckich krajów można to wyjaśnić tym, że już wcześniej piractwo było tam na bardzo wysokim poziomie.

Kolejny dowód na wzrost popularności torrentów od wybuchu pandemii, to dane dostarczone przez kanadyjską firmę Sandvine.

Udział w ruchu internetowym wygenerowany przez sieć BitTorrent w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie był jej zdaniem w okresie rozwoju pierwszej fali koronawirusa większy niż Netflixa (8,5 proc. ruchu versus niecałe 8 proc. dla streamingowego hegemona).
Reklama

Warto zaznaczyć, że również streamingowy potentat zyskuje nowych użytkowników, jednak popularność nielegalnych źródeł rośnie szybciej. Co ciekawe, torrenty nie zyskują tak szybko na popularności na innych rynkach, na przykład w USA.

Co jest powodem odwrotu wielu internautów od oferty platform streamingowych? Jednym z nich może być obniżenie na wiosnę przez Netflixa i inne serwisy VOD jakości streamingu, wobec czego miłośnicy ostrego jak brzytwa obrazu zwrócili się w stronę plików pobieranych na dysk twardy. Kolejna przyczyna to fragmentacja rynku. Serwisy takie jak Disney+ czy Amazon Prime rosną w siłę i coraz bardziej opierają swoją ofertę na treściach na wyłączność. Dla popkulturowych konsumentów wagi ciężkiej to poważne wyzwanie, bo dostęp do wszystkich najważniejszych treści wymaga opłacania wielu abonamentów.

Konsumenci są też zwyczajnie rozczarowani ofertą największych dostawców treści. Bardzo interesującym rynkiem jest Australia. Według danych opublikowanych przez firmę Sycamore 13 proc. mieszkańców tego kraju kupuje abonament na co najmniej trzech platformach streamingowych. Jednak pomimo tego skala piractwa wciąż rośnie. Eksperci wyjaśniają to tym, że chociaż subskrybenci opłacają abonamenty, to często nie są w stanie znaleźć w legalnych źródłach interesujących ich treści.

Wpływ pandemii na polski rynek inaczej postrzega prezes Stowarzyszenia Sygnał Teresa Wierzbicka. Jej zdaniem pandemia nie przyczyniła się od wzrostu piractwa.

Podczas wiosennego okresu pandemii ruch na pirackich stronach z kanałami telewizyjnymi i VOD był podobny jak wcześniej, a w przypadku kilku serwisów nawet mniejszy. Nie zauważyliśmy też gwałtownego wzrostu liczby nowych stron lub większej ich popularności – mówi ekspertka.

Piractwo 2.0

Disney obwieścił ostatni okres historii internetowej rozrywki mianem „Piractwa 2.0”. To coraz powszechniejsze w sieci zjawisko nieuprawnionego współdzielenia kont. Sytuacja, w której znajomi udostępniają sobie za darmo hasła lub wymieniają się nimi. HBO Max w zamian za Netflixa? Dlaczego nie! Problem jest ogromny. Szacuje się, że Netflix traci na tym procederze 135 mln dol. miesięcznie. Problemem ma zająć powołana specjalnie do walki z problemem organizacja zrzeszająca największe na ryku podmioty o nazwie Alliance for Creativity and Entertainment.

Kolejnym nowym zjawiskiem w świecie piractwa internetowego jest reakcja miłośników popkultury na brak dostępu na poszczególnych rynkach do niektórych, często debiutujących, platform. Najdobitniejszy przykład to premiera Disney+. Debiut miał miejsce 12 listopada poprzedniego roku. Największe zainteresowanie budził należący do uniwersum „Star Wars” „The Mandalorian”. Problem polegał na tym, że serwis był początkowo dostępny tylko w USA, Kanadzie i Holandii (następnie w Australii i Nowej Zelandii). Reszta świata, czyli zdecydowana większość miłośników opowieści o rycerzach jedi wymachujących mieczami świetlnymi, nie miała legalnej możliwości na dotarcie do treści. A jak wiemy – w świecie popkultury każdy dzień oczekiwania ma dla fana ogromne znaczenie. Jedyne rozwiązanie to piractwo. „The Mandalorian” był jednym z najchętniej pobieranych nielegalnie seriali ostatnich latach. Najbardziej zaskakującym być może elementem tej sytuacji jest to, że bardzo duża część piratów chce płacić, ale nie może. W dobie coraz bardziej rozdrobnionego rynku i dużego zróżnicowania w ofertach platform w odniesieniu do poszczególnych regionów geograficznych – zjawisko „przymusowego” piractwa może w najbliższych latach się nasilić.

Innym sposobem na ominięcie regionalnych ograniczeń są próby nielegalnego zakupu dostępu. Użytkownicy forów poświęconych platformie Disney+ szukali po jej premierze informacji na temat ominięcia lokalnych blokad poprzez wykupienie dostępu do zagranicznego konta. Na przykład poprzez „rezydenturę” w Holandii. Dzięki temu serwis notuje paradoksalnie spore przychody na rynku, na… którym go nie ma.

Wygląda na to, że to zamierzona strategia. Kampania promocyjna serialu „The Mandalorian” w postaci zapowiedzi, plakatów czy gadżetów trwała w najlepsze w Polsce od dawna, gdzie jak wiadomo nie można było długo korzystać z platformy. Oczywiste jest, że prowadzenie akcji marketingowych z tak dużym wyprzedzeniem nie jest zorientowane na przyciągnięcie widzów za rok czy dwa, ale wzbudzenie w nich chęci dostępu do treści jak najszybciej.

W Polsce coraz chętniej płaci się też pirackim serwisom. Z przeprowadzonego w 2017 roku przez Deloitte raportu wynika, że nad Wisłą wydaje się na treści pochodzące z nielegalnych źródeł już ponad 900 mln zł rocznie. Nielegalnie działające podmioty zdywersyfikowały więc źródła przychodu. Wcześniej bazowały na reklamach firm, piraci współpracowali też z bankami i operatorami telekomunikacyjnymi w zakresie form płatności. Wydawałoby się, że troszczące się o wizerunek firmy czy instytucje finansowe nie powinny być zainteresowane współpracą z pirackimi firmami-krzakami, a jednak jest inaczej.

Rynek obrotu nielegalnymi treściami podlega nieustannym modyfikacjom. Nowe zjawiska związane są z technologiami czy modelami udostępniania nielegalnie treści, co wynika z uciekania z modeli, które są już skutecznie zwalczane oraz wykorzystywania coraz większej wydajności Internetu. - Więcej serwisów niż kiedyś oferuje hybrydowy model działalności, polegający na oferowaniu swoim użytkownik zarówno nadań kanałów TV, jak i VOD – mówi Wierzbicka.

Akcja: antypirat

Piractwo internetowe naraża wydawców, dystrybutorów, kina i wszystkich działających na rynku rozrywki na poważne straty finansowe. To też jednak często straty wizerunkowe. Najczęściej wiążą się one z sytuacjami, gdy w sieci pojawia się piracka wersja filmu czy serialu na długo przed jego oficjalną premierą w danym kraju. Jednym z głośniejszych przykładów ostatnich lat była dystrybucja w Polsce filmu „O północy w Paryżu” w reż. Woody’ego Allena. Pierwsze nielegalne kopie filmu pojawiły się już na dwa tygodnie przed rozpoczęciem oficjalnej dystrybucji przez Kino Świat. Film obejrzało w sieci 400 tys. osób, licencja na jego pokazanie kosztowała setki tysięcy euro. Tego typu sytuacje to powszechne zjawisko. Ma to często związek między innymi z tym, że pomiędzy światową a polską premierą (czy dotyczącą innych mniejszych rynków) występują bardzo duże różnice czasowe sięgające nawet kilku miesięcy. W pirackim świecie to cała wieczność.

Jednym na najnowszych przykładów w zakresie współpracy pirackich serwisów z legalnie działającymi podmiotami jest mariaż dystrybutorów i wydawców z serwisami takimi jak cda.pl czy chomikuj.pl. Oba utworzyły w ostatnim czasie specjalne produkty premium, w ramach których, jak zapewniają, oferują dostęp do treści z legalnych źródeł w wysokiej jakości. Cda.pl dzieli się zyskami z dystrybutorami filmów, natomiast chomikuj.pl z wydawcami książkowymi. Tracą na tym oczywiście dystrybutorzy i wydawcy, którzy nie zdecydowali się na taką współpracę.

Piracki model biznesowy zmaga się jednak z wieloma przeciwnościami. Zdaniem Teresy Wierzbowskiej, w Polsce wypracowaliśmy sprawny mechanizm monitorowania serwisów pirackich i reagowania na naruszenia.

Żaden pojawiający się serwis piracki nie jest niedostrzeżony przez służby antypirackie. Jednocześnie, wyspecjalizowane jednostki policyjne aktywnie działają w czasach pandemii i w ciągu ostatnich kilku miesięcy udało im się zamknąć kolejne nielegalne serwisy. W Polsce w ostatnich latach trudno jest urosnąć serwisom pirackim do skali, w której uzyskują spodziewaną rentowność, gdyż funkcjonują skuteczne metody blokowania przepływu pieniędzy do serwisów nielegalnie montyzujących treści wideo i w krótkim czasie podejmowane są czynności prawne przeciwko takich podmiotom – mówi Wierzbicka.

Platformy telewizyjne uruchamiają własne oddziały odpowiedzialne za walkę z piractwem. Jednym z najbardziej znanych jest sekcja Canal+ do walki z nielegalną dystrybucją treści. Najgłośniejsza przeprowadzona przez nią akcji miała związek z serialem „Żmijowisko”. Wykryto ponad 2,7 tys. pirackich źródeł, spośród których niemalże wszystkie zostały usunięte. Pracownicy sekcji wspierają organy ścigania i administracji państwowej w walce z osobami naruszającymi prawo autorskie. Wyszukują i likwidują także pirackie serwisy, źródła udostępniające nielegalnie sygnał telewizyjny oraz walczą z tzw. card sharingiem. Wcześniejsze działania Canal+ doprowadziły między innymi do wyroków za niezgodne z prawem udostępnianie serialu „Belfer” oraz meczów piłki nożnej na stronie futbolhd.pl.

Piractwo po polsku

Polska to jeden z pirackich rajów. Z opublikowanego w 2017 roku rankingu krajów z największą liczbą odwiedzin pirackich stron internetowych na jednego użytkownika na świecie zajęliśmy bardzo wysokie, niechlubne 7. miejsce. Przed nami znalazły się jedynie takie tuzy jak Białoruś, Litwa, Gruzja czy Łotwa. Zauważmy, że wszystkie kraje z czołówki leżą w Europie i są ubogie.

Polska wyróżnia się jednak także w regionie, który jest prawdziwym globalnym zagłębiem piractwa. Według danych organizacji APP w Polsce działało w 2018 roku ponad 750 pirackich stron, z których korzystało 15,2 mln ludzi (to aż 62 proc. internautów!) – najwięcej w regionie. W Polsce, Czechach, Rumunii, na Słowacji i Węgrzech z pirackich stron z plikami wideo skorzystało 44 mln internautów – wynika z danych GfK dla Urzędu UE ds. Własności Intelektualnej (EUIPO).

Czym charakteryzuje się nasz rynek nielegalnych treści? Odpowiedzi udziela raport Deloitte zatytułowany „Piractwo w Internecie – straty dla kultury i gospodarki”. W 2016 roku łączne straty polskiej gospodarki z powodu pirackich działań w sieci wyniosły ponad 3 mld zł PKB, 27,5 tys. utraconych miejsc pracy i 836 mln zł straty dla Skarbu Państwa. Z nielegalnych treści korzysta co drugi Polak (51 proc.). Nieco ponad połowa respondentów używa zarówno legalnych, jak i nielegalnych źródeł. Autorzy raportu oszacowali, że całkowita wartość pirackiej konsumpcji treści z nielegalnych źródeł w sieci w latach 2017-2024 wyniesie 30,4 mld zł. Zaproponowali też szereg rozwiązań mających na celu zmniejszenie skali problemu, w tym rewizję podstaw prawnych działalności hostingowej (na której opiera się rynek nielegalnego streamingu, który wypiera od lat w Polsce sieci torrentów), ograniczenie zakresu dozwolonego użytku prywatnego, stworzenie krajowej bazy stron internetowych, które biorą udział w naruszaniu praw autorskich czy kampanie edukacyjne.

Największym zainteresowaniem internautów cieszyły się pirackie źródła plików wideo oraz audiobooków. Największy odsetek czerpiących wyłącznie z nielegalnych źródeł stanowią poszukujący w sieci książek oraz treści wideo. Ponad połowa polskich konsumentów nie zdaje sobie sprawy, że korzysta z nielegalnych źródeł, płacąc za dostęp do nich.

Piractwo w Polsce zdaje się być na fali spadkowej. Z kilku powodów.

Przez lockdown było mniej rozgrywek sportowych, które są jednymi z najchętniej kradzionych treści. Ponadto wzrastają oczekiwania widzów co do jakości i dostępności, na które legalne serwisy coraz lepiej odpowiadają. Serwisy nielegalne nie gwarantują ani jakości ani bezpieczeństwa korzystania z ich usług – wyjaśnia Wierzbicka.

Poza tym piractwo jest też mniej dochodowe niż w przeszłości, bowiem serwisom odcinane są płatności, a reklamodawcy są ostrzegani przed zamieszczaniem reklam w tego typu serwisach. Warto poczynić jednak pewne zastrzeżenie. W efekcie trudno znaleźć na pirackich stronach tytuły, które są aktywnie chronione przez uprawnionych. Łatwo natomiast zidentyfikować rynkowych graczy, którzy nie chronią swoich utworów.