Rządy – polski, brytyjski, czeski, hiszpański – wprowadziły de facto kolejny lockdown. Cel – wyhamowanie drugiej fali pandemii i ocalenie służby zdrowia przed zapaścią – ma zostać osiągnięty do grudnia. Załóżmy, że tak będzie. Tylko co potem? Poluzowanie lockdownu i trzecia fala, i kolejny lockdown?
Nie sposób wyobrazić sobie, by społeczeństwo na dłuższą metę zaakceptowało taki tryb funkcjonowania. Kres temu szaleństwu położyć może jedynie wynalezienie szczepionki. I zewsząd bombarduje się nas informacjami, że ten moment nastąpi lada chwila (najczęściej mówi się o wiośnie), bo przecież na całym świecie prowadzi się w jednym czasie badania nad aż 137 szczepionkami. Któraś musi okazać się skuteczna, prawda? Może ta, nad którą pracuje koncern Pfizer i o której ostatnio głośno, że ma aż 90-proc. efektywność? Niekoniecznie.
Po pierwsze, do czasu zakończenia testów klinicznych nic nie jest pewne. Po drugie, pierwsza zaaprobowana szczepionka może nie okazać się wystarczająco skuteczna. Po trzecie, nawet jeśli będzie skuteczna, wyzwaniem pozostanie jej masowa produkcja. Po czwarte, trzeba będzie zadecydować, komu podać pierwsze dawki. Po piąte – najważniejsze – ludzie będą musieli chcieć się zaszczepić. Jeśli społeczny opór okaże się zbyt wysoki, to nawet skuteczna szczepionka będzie... nieskuteczna w budowaniu owej upragnionej odporności zbiorowej.
Dochodzi jeszcze polityka. Szczepionka na koronawirusa już stała się przedmiotem mocarstwowej rozgrywki.
Wiara w cuda
Szczepionka w rok? Dotychczasowym rekordem są cztery lata. Mowa o szczepionce na świnkę. W 1963 r. zachorowała na nią córka amerykańskiego mikrobiologa Maurice’a Hillemana. Ten pobrał od niej próbki wirusa i opracował nową metodę szczepienia, która uzyskała licencję w 1967 r. Zajmująca się inwestycjami w „palące problemy zdrowotne” fundacja Wellcome szacuje, że przeciętnie prace nad nową szczepionką trwają teraz ok. 10 lat i kosztują ok. 500 mln dol. Niektórzy mówią o miliardzie.
Najdłużej (2–5 lat) trwa faza badań podstawowych, w której ocenia się różne pomysły. Do fazy przedklinicznej (badań na zwierzętach) trafia 20 ze 100 preparatów. Zajmuje to dwa lata. Z tych 20 potencjalnych szczepionek do pierwszej fazy badań klinicznych (na ludziach) trafia połowa – a to kolejny rok lub dwa. Drugi etap badań klinicznych (zwykle pięć substancji) to nawet trzy lata, trzeci zaś to 2–4 lata i tu zazwyczaj ostaje się już tylko jedna szczepionka. Jeśli badania kliniczne skończą się powodzeniem, pozostaje jeszcze poczekać (do dwóch lat) na zielone światło od agencji regulacyjnych i – droga wolna! – można zarabiać.
Tak jest w normalnych czasach. A w pandemicznych? Według monitora postępu prac nad szczepionkami z portalu „The New York Times” w trzeciej fazie badań klinicznych znajduje się aż 11 potencjalnych szczepionek, a sześć innych zostało już dopuszczone do „wczesnego lub ograniczonego użytku”. Czy to znaczy, że jesteśmy świadkami naukowego cudu?
Publicysta ekonomiczny Dziennika Gazety Prawnej, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowego Studium Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej PAN. W przeszłości jego artykuły ukazywały się na łamach tygodników „Wprost” oraz „Newsweek”. Zdobywca wyróżnienia w XV edycji konkursu im. Władysława Grabskiego za pracę z dziedziny polityki pieniężnej. W 2017 r. został laureatem Nagrody Centrum im. Adama Smitha im. Krzysztofa Dzierżawskiego za „promowanie wolności i zdrowego rozsądku.” Poza pracą dziennikarską, jest także wokalistą heavymetalowego zespołu Scream Maker, z którym wydał 5 płyt i zagrał ponad 400 koncertów, w tym 6 tras w Chinach.
