Jest w nim mowa o obowiązku przeprowadzenia testu przez wszystkich podróżnych z krajów, w których te dwie nowe mutacje już szerzą się - pisze we wtorek portal tygodnika "Spiegel", który poznał treść rozporządzenia.

Rozporządzenie dotyczy przede wszystkim podróżujących z Wielkiej Brytanii, Irlandii i Republiki Południowej Afryki, ponieważ w tych krajach szerzą się nowe, szybko rozprzestrzeniające się mutacje wirusa. Od 14 stycznia pasażerowie z tych państw mogą wjeżdżać do Niemiec tylko z nowym negatywnym wynikiem testu na koronawirusa. Surowa zasada, którą linie lotnicze powinny sprawdzić przy odprawie, dotyczy również wszystkich krajów, w których tzw. siedmiodniowa zapadalność na koronawirusa wynosi powyżej 200 przypadków na 100 tys. mieszkańców.

Reklama

Powodem wydania "Rozporządzenia o ochronie przed zagrożeniami infekcyjnymi spowodowanymi wjazdem (do kraju)" jest fakt, że "liczba zakażeń w Republice Federalnej Niemiec stale rośnie, szczególnie z powodu podróży z obszarów ryzyka". Konieczne jest ustanowienie "ogólnokrajowego obowiązku przeprowadzania jednolitych testów wjazdowych", aby "informacje na temat zakażeń osób wjeżdżających do kraju były już dostępne podczas procesu wjazdu"; "niekontrolowane wjazdy z zagranicy" powinny zostać wstrzymane - czytamy w rozporządzeniu.

Dla wielu podróżnych, którzy przemieszczają się za granicę pomimo obecnej blokady w Niemczech, rozporządzenie oznacza obowiązek przeprowadzenia testu przed powrotem do RFN.

Oprócz wymogu testu wszyscy podróżni są zobowiązani do rejestracji online przed rozpoczęciem podróży do Niemiec. Dzięki tym danym niemieckie władze sanitarne powinny być w stanie lepiej kontrolować, czy pasażerowie, którzy wjechali do Niemiec, przestrzegają 10-dniowej kwarantanny w swoim mieszkaniu czy hotelu.

Aby nie spowalniać gospodarki ani przewozu towarów w rozporządzeniu przewidziano wyjątki. Np. pasażerowie tranzytowi, tj. podróżujący niemieckimi liniami lotniczymi lub podróżni, którzy znajdowali się w strefie ryzyka tylko z powodu zmiany przewoźnika, powinni być zwolnieni z przepisów. Specjalne zasady dotyczą także dyplomatów, polityków, osób dojeżdżających do pracy i studentów.

W celu lepszego wdrożenia środków ochrony Spahn chce również obciążyć odpowiedzialnością niemieckich operatorów telefonii komórkowej. Dzięki tzw. SMS-owi wjazdowemu wszyscy podróżni, którzy po raz pierwszy logują się w Niemczech za pomocą niemieckich czy zagranicznych kart SIM, powinni zostać poinformowani o surowych zasadach. Podobne SMS-y są już standardem w wielu innych krajach na całym świecie. Rozporządzenie stanowi, że muszą być one bezpłatne dla klientów korzystających z roamingu za granicą.

Z rozporządzenia jasno wynika również, że minister zdrowia nie spodziewa się szybkiego zakończenia kryzysu związanego z koronawirusem. Surowe zasady powinny obowiązywać co najmniej do końca marca 2021 roku - pisze niemiecki portal.

Coraz gorsza sytuacja w Saksonii i Turyngii; krematorium w Miśni działa na 3 zmiany

W Saksonii i Turyngii sytuacja pandemiczna jest najgorsza w Niemczech. Do klinik przyjeżdża coraz więcej młodych pacjentów z Covid-19, a krematorium w Miśni pracuje siedem dni w tygodniu na trzy zmiany - alarmuje we wtorek dziennik "Tagesspiegel".

Pomimo tygodni lockdownu liczba zakażeń koronawirusem w Saksonii i Turyngii rośnie. Lekarze i pielęgniarki są wyczerpani, pacjenci z Saksonii są już przenoszeni do innych krajów związkowych.

W Turyngii odnotowuje się 316 nowych zakażeń na 100 tys. mieszkańców w ciągu siedmiu dni, w Saksonii nawet 360 - rekord kraju. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy w Saksonii wykryto wariant koronawirusa z Wielkiej Brytanii u osoby z Drezna, która wróciła z Wielkiej Brytanii przed Bożym Narodzeniem. Minister zdrowia landu Petra Koepping wzywa do ponownego przemyślenia zasad dystrybucji szczepionek. Do tej pory szczepionka była rozprowadzana według liczby mieszkańców krajów związkowych.

Do szpitali trafia coraz więcej wymagających leczenia młodych ludzi. Prawie we wszystkich regionach do klinik przyjmowani są chorzy w wieku 20-30 lat. Przeciętny pacjent z Covid-19 w Turyngii ma obecnie nieco ponad 50 lat - wynika z wewnętrznych statystyk Departamentu Zdrowia Turyngii. To dane zebrane między 16 listopada a 10 stycznia, do których dotarł "Tagesspiegel".

"Przedsiębiorca pogrzebowy Joerg Schaldach nie ma dużo czasu. Do krematorium w Miśni podjechały właśnie dwie ciężarówki z trumnami" - pisze "Tagespiegel". Przedsiębiorcom pogrzebowym nie udaje się już zmieścić trumien w małych furgonetkach, więc wynajmują ciężarówki - twierdzi Schaldach. W krematorium miśnieńskim pomagają teraz pracownicy miejscy, dozorcy, a nawet kilku przyjaciół pracujących dorywczo. 24 pracowników działa przez całą dobę od tygodni. Siedem dni w tygodniu na trzy zmiany - dzień i noc. Każdego dnia wykonują 60 kremacji dwoma piecami, w grudniu mieli 1375 trumien do spalenia, w styczniu Schaldach spodziewa się ich nawet 1600.

Schaldach działa na rynku od 30 lat, ale nigdy czegoś takiego nie doświadczył. Wykonuje dwa razy więcej kremacji niż zwykle, co druga trumna jest z napisem "Corona". Według RKI, siedmiodniowa zapadalność w Miśni wynosi obecnie 547 - nie ma w całym kraju regionu, w którym sytuacja jest gorsza.

"To, co się dzieje w tej chwili, jest ekstremalne" - mówi Steffi Wenk, prowadząca przedsiębiorstwo pogrzebowe w Loebau w powiecie Goerlitz. Obecnie ona i jej trzej pracownicy mają codziennie do czynienia z pięcioma-sześcioma zgonami.

"Normalnie mamy dwa zgony tygodniowo" - wyjaśnia. Chłodnie w krematorium już nie wystarczają. "Na szczęście" jest zima, więc zwłoki można przechowywać również w innych pomieszczeniach. Ponad połowa zmarłych to ofiary koronawirusa.

Przedsiębiorcy pogrzebowi muszą być w takich przypadkach bardzo ostrożni - pisze "Tagesspiegel". Pracownicy firmy Wenk noszą maski FFP3, podwójne rękawiczki i odzież ochronną. Na twarz zmarłego kładzie się zdezynfekowaną szmatkę i nie ubiera się go w strój pogrzebowy, ale w pokrowce.

"Nie wiem, jak długo możemy to jeszcze znosić" - wyznaje Wenk.