Dyskusja o czterodniowym tygodniu pracy rozgorzała na nowo, gdy Donald Tusk zapowiedział pilotaż takiego rozwiązania po wygranej PO w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Temat obniżonego wymiaru czasu pracy w tygodniu podchwyciła również Lewica. Posłowie Razem jeszcze we wrześniu zgłosili projekt zmian w kodeksie pracy zakładający stopniowe skrócenie normy tygodniowej z przeciętnie 40 do 35 godzin przy zachowaniu dotychczasowej wysokości wynagrodzeń. Efektem zmiany miałoby być zwiększenie czasu, który pracownicy mogą przeznaczyć na odpoczynek, a w konsekwencji zapobieganie wypaleniu zawodowemu i poprawa stanu zdrowia Polaków. Chodzi tu więc o wprowadzenie rozwiązania wpisującego się w modny obecnie trend work-life balance. Dziś taki model działania testują m.in. firmy z sektora IT. Jednak coraz częściej można spotkać się z opinią, że powszechne wprowadzenie takiego krótszego tygodnia pracy musi raczej poczekać na lepsze czasy.
Reklama
- Obecnie, gdy grozi nam ryzyko recesji i redukcji zatrudnienia, taka zmiana nie jest na pierwszym miejscu na liście potrzeb pracowników i pracodawców - mówi dr Marcin Wojewódka, radca prawny, ekspert Pracodawców RP.

Inny cel

Tymczasem okazuje się, że czterodniowy tydzień pracy firmy często wprowadzają już dziś. Tyle że takie rozwiązania, oparte na obowiązującym k.p., mają niewiele wspólnego z rewolucją, jaką byłaby zmiana systemowa proponowana przez PO czy Razem. - Dzisiaj to najczęściej efekt różnych działań firm, które są odpowiedzią na obecną sytuację gospodarczą, a zwłaszcza na rosnącą w szybkim tempie inflację, wysokie ceny energii, spadek zamówień - mówi Przemysław Ciszek, radca prawny, partner zarządzający w kancelarii C&C Chakowski & Ciszek.
Efekt krótszego tygodnia pracy, jak tłumaczy ekspert, pracodawcy osiągają na różne sposoby. Pierwszy to wprowadzenie równoważnego czasu pracy. W tym systemie dniówki zostają rozciągnięte do 12 godzin, co pozwala na skumulowanie pracy w tygodniu do czterech, a w niektórych tygodniach nawet do trzech dni. To pozwala na istotne oszczędności m.in. energii elektrycznej. - Obecnie zastanawia się nad tym coraz więcej firm - wskazuje Przemysław Ciszek.
Przyjęło się, że system równoważny jest domeną firm produkcyjnych, jednak przepisy nie ograniczają go do tego rodzaju pracodawców. Charakteryzuje się on wprawdzie nieco mniejszą elastycznością niż system podstawowy, jeśli chodzi o okres rozliczeniowy (ten nie powinien przekraczać jednego miesiąca, w szczególnie uzasadnionych przypadkach - trzech miesięcy, a przy pracach uzależnionych od pory roku lub warunków atmosferycznych - czterech miesięcy), ale i tak korzyści z jego wprowadzenia mogą być znaczne. Jak to zrobić?
- System czasu pracy nie jest obligatoryjnym elementem umowy o pracę, jeśli jednak został w niej określony, to wprowadzenie systemu równoważnego wymagałoby dokonania wypowiedzenia zmieniającego warunki pracy i płacy. Z kolei jeśli wynika on z układu zbiorowego pracy albo z regulaminu pracy, to wymagana jest ich zmiana w konsultacji z działającymi u pracodawcy związkami zawodowymi - wyjaśnia Joanna Torbé, adwokat, ekspertka Business Centre Club.

Doba mniej, kasy mniej

Niektórzy pracodawcy wprowadzają u siebie czterodniowy tydzień pracy w ten sposób, że równocześnie obniżają pracownikom wymiar etatu i tym samym oszczędzają na wynagrodzeniach (tymczasem, jak wspomniano, w założeniach tego rozwiązania, rozumianego jako bonus pracowniczy, wynagrodzenia pozostają na niezmienionym poziomie). Na taki krok decydują się zwłaszcza te firmy, w których jest mocno odczuwalny spadek wolumenu zamówień. Jak wynika z doniesień medialnych, ostatnio takie rozwiązanie zastosowali m.in. Velux (producent okien) czy Polinova (producent mebli).
- Taki czterodniowy tydzień pracy to rozwiązanie zupełnie odmienne od tego, które wynika z programów politycznych. W tym przypadku jest on narzędziem restrukturyzacji i obrony miejsc pracy - zaznacza dr Wojewódka.
Joanna Torbé wskazuje przy tym, że pracodawcy już od kilku miesięcy podejmują rozmowy dotyczące optymalizacji czasu pracy i wynagrodzeń, przy czym w pierwszej kolejności mowa jest o cięciach dotyczących różnego rodzaju bonusów czy premii.
Innym rozwiązaniem na oszczędności, które również może przełożyć się na skrócenie czasu pracy w niektórych tygodniach, jest wprowadzenie dłuższego okresu rozliczeniowego, np. do trzech miesięcy, nawet bez zmiany systemu czasu pracy. Jak zauważa Robert Lisicki, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan, firmy decydują się na to obecnie m.in. w związku ze zmniejszeniem rozmiaru zamówień. Wskazuje przy tym na takie państwa, jak Czechy i Słowacja, które mają 36-miesięczne okresy rozliczeniowe. - Tak długie okresy rozliczeniowe pozwalają na dużą elastyczność w planowaniu pracy. Dzięki nim można w pewnych miesiącach czy kwartałach pozwolić sobie na bardzo niski wolumen pracy, a nawet zaprzestać produkcji - stwierdza.

Zamiast podwyżek

Równoważny system czasu pracy jest dziś rozważany i wprowadzany również przez te firmy, które nie muszą jeszcze decydować się na radykalne oszczędności, ale ich problemem są rosnące żądania podwyżek wynagrodzeń ze strony pracowników.
- System równoważny to sposób na to, by odpowiedzieć na te żądania i zarazem zrobić to bezkosztowo. Pracodawcy, którzy go wprowadzają, dają w ten sposób zatrudnionym więcej czasu wolnego. W skali miesiąca daje to 7 dni, a w skali roku - nawet 83 dni wolnego więcej. W ten sposób zapewniamy zatrudnionym długie weekendy, które obecnie mogą wykorzystać np. na podjęcie dodatkowej pracy. Dzięki temu również pracownikom zostaje więcej w kieszeni, bo mogą zaoszczędzić m.in. na dojazdach do pracy - rekomenduje Przemysław Ciszek. ©℗
Pracujemy za dużo / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe