"Naród kubański odważnie domaga się swych fundamentalnych i uniwersalnych praw (...) włącznie z prawem do swobodnego decydowania o własnej przyszłości" - napisał prezydent, podkreślając, że prawa takie muszą być respektowane.

"USA wzywają kubański reżim, aby wsłuchał się w głos swego narodu i, w tym krytycznym momencie, spełniał raczej jego potrzeby, niż sam się bogacił" - głosi oświadczenie Bidena. Prezydent nazwał też protesty Kubańczyków "wołaniem o wolność".

Prezydent Kuby i szef Partii Komunistycznej Miguel Diaz-Canel powiedział w niedzielę i powtórzył dzień później, że to Stany Zjednoczone odpowiedzialne są za niedzielne zamieszki. W poniedziałkowym wystąpieniu telewizyjnym, w otoczeniu członków swego gabinetu, oznajmił, że lud Kuby ma prawo bronić systemu politycznego swego kraju.

Diaz-Canel bronił też w swym wystąpieniu postępowania rządu w ramach walki z pandemią koronawirusa, podkreślił również, że mimo braku leków śmiertelność wśród osób zakażonych jest na Kubie nadal niska.

Kubański przywódca powtórzył zarzuty wielokrotnie już stawiane przez tamtejszy reżim Waszyngtonowi, o "duszenie kubańskiej gospodarki" za pomocą sankcji.

W niedzielę w kilku miastach Kuby doszło do antyrządowych demonstracji - według opozycyjnych portali internetowych - największych od 1994 roku. Jak podaje AFP, w poniedziałek na ulicach Hawany pełno było policji i wojska, nie doszło też do kolejnych protestów; dzień wcześniej aresztowano kilkudziesięciu demonstrantów.

Kuba przeżywa najgłębszy od 30 lat kryzys gospodarczy. Sytuację na wyspie dodatkowo pogarsza pandemia koronawirusa. Tysiące Kubańczyków wyszły w niedzielę na ulice, aby by wyrazić frustrację z powodu ograniczeń pandemicznych, tempa szczepień przeciwko Covid-19 i zaniedbań rządu.

Komentując demonstracje, niezależne media kubańskie oceniły wcześniej w poniedziałek, że niedzielne protesty mogą stać się początkiem przemian na wyspie. Podały również, że Diaz-Canel nie tylko nasila zamieszki, wysyłając przeciwko manifestantom policję oraz nawołując sympatyków reżimu do "stawienia czoła" uczestnikom protestów, ale rozpoczął już realizację siłowego scenariusza.