Prezydenta Włoch wybierają deputowani, senatorowie i ponad 50 delegatów ze wszystkich regionów kraju; łącznie prawie tysiąc osób.

To było ostatnie głosowanie, w którym wymagana była większość dwóch trzecich. Od następnego wystarczy już zwykła większość głosów.

Reklama

W środę wrzucono do urn ponad 400 pustych kart.

Nowością trzeciego głosowania było to, że najwięcej głosów - 126 otrzymał ustępujący wkrótce prezydent Sergio Mattarella. Jego ewentualne pozostanie na drugą kadencję uważane jest przez część polityków za najlepsze rozwiązanie w obliczu impasu politycznego. On sam zaś wcześniej nie wyrażał takiej gotowości.

Podziały wśród ugrupowań są tym poważniejsze, że dotyczą także stabilności rządu. Spór dotyczy bowiem przyszłości premiera Mario Draghiego, wskazywanego jako najpoważniejszy kandydat na szefa państwa. Wyrażane są obawy, że jego odejście z rządu doprowadziłoby do upadku obecnej szerokiej koalicji obu bloków i to w kluczowym momencie wychodzenia z kryzysu i realizacji krajowego planu odbudowy.

Centrolewica apeluje do centroprawicy, aby w czwartym głosowaniu nie oddawała głosów na wskazanych przez siebie kandydatów, bo - jak ostrzegła - runie koalicja. Wśród kandydatów centroprawicy pod wodzą lidera Ligi Matteo Salviniego są była burmistrz Mediolanu i była minister oświaty Letizia Moratti, były sędzia Carlo Nordio i były marszałek Senatu Marcello Pera.

Politycy i komentatorzy we włoskiej telewizji podkreślają, że ze względu na trudny do przewidzenia wynik wybory prezydenta coraz bardziej przypominają konklawe.