Walki tradycyjnie koncentrują się na trzech kluczowych odcinkach, czyli pod Pokrowskiem i Myrnohradem w Donbasie, a także w rejonie Kupiańska na północnym–wschodzie oraz na Zaporożu. Na wszystkich tych kierunkach Rosjanie formalnie wrócili do działań ofensywnych. W praktyce jednak ukraińska obrona nie została przełamana, a linia frontu pozostaje stabilna.

Zapach porażki nad Donbasem. Ukraińska obrona nie daje się przełamać

Pod Pokrowskiem Rosjanie rzucili do walki kolejne grupy szturmowe, atakując jednocześnie z kilku kierunków. Każdego dnia dochodziło do kilkudziesięciu starć. Plan był taki, aby stopniowo kruszyć ukraińską obronę, zmuszać ją do cofania się i w perspektywie stworzyć strefę buforową, która pozwoliłaby wykorzystać Pokrowsk jako węzeł logistyczny. To jednak nie wypaliło.

Jedynym punktem, który rosyjska propaganda próbuje sprzedać jako sukces, jest prawdopodobne wejście do Rodyńskiego. Tyle że miasto wciąż nie znajduje się pod pełną kontrolą Rosjan. Ukraińcy kilkukrotnie kontratakowali i wypierali rosyjskie oddziały z części zabudowy. A bez Rodyńskiego Rosjanie nie są w stanie ani panować nad okolicą, ani odciąć kluczowych szlaków zaopatrzeniowych do Pokrowska i Myrnohradu.

Rosyjska propaganda traci moc. Nawet wierni Putinowi wątpią w sukcesy

To właśnie dlatego Myrnohrad, wbrew triumfalnym komunikatom Rosji, pozostaje pod kontrolą Ukrainy. Miasto jest ostrzeliwane, Rosjanie prowadzą rozpoznanie bojem na jego północnych obrzeżach, ale nie doszło ani do przełamania obrony, ani do wejścia większych sił rosyjskich do dzielnic miejskich. Doniesienia ministerstwa obrony kwestionują już nie tylko ukraińskie źródła, lecz także komentatorzy otwarcie sprzyjający Kremlowi.

Ci sami blogerzy coraz głośniej wyśmiewają propagandowe sukcesy ogłaszane pod Konstantynówką. Według oficjalnych komunikatów miejscowość miała już dawno wpaść w rosyjskie ręce. W rzeczywistości walki wciąż toczą się na linii Stiepaniwka – Iliniwka – Berestok, a rosyjskie oddziały od tygodni "walą głową w mur". Straty? Według samych Rosjan sięgają nawet 80 proc. stanu osobowego. Dla każdej armii 40 proc. strat oznacza utratę zdolności bojowej. Rosja jednak wyciska z jednostek ostatnią kroplę krwi.

Kupiańsk w impasie. Rosjanie nie zdobywają kluczowych pozycji

Podobny obraz wyłania się z Kupiańska. Propaganda uparcie powtarza, że "odzyskanie Kupiańska jest kwestią dni". Tymczasem Rosjanie prowadzą tam jedynie ograniczone działania. Kilka razy dziennie próbują poprawić swoje położenie taktyczne na północ i wschód od miasta, atakując niewielkimi siłami w rejonach Petropawliwki, Piszczańskiego czy Bohusławki.

Ukraińskie dowództwo regularnie informuje o odparciu większości ataków. W samym Kupiańsku nie ma walk ulicznych, linia frontu przebiega na obrzeżach, a Ukraińcy nadal kontrolują kluczowe przeprawy i drogi dojazdowe. Efekt? Kupiańsk pozostaje operacyjnie zamrożony, choć obie strony trzymają tam znaczne siły w gotowości.

Walki w Zaporożu ciągną się bez końca. Rosja nie zdobywa przewagi

Najbardziej dynamiczna sytuacja jest w obwodzie zaporoskim. Po opanowaniu Hulajpola Rosjanie próbowali rozwinąć natarcie na zachód i północ, ale zostali zatrzymani na nowych liniach obrony, które Ukraińcy zorganizowali po wycofaniu się z miasta. Kluczowe znaczenie mają działania wzdłuż rzeki Janczur. Rosjanom udało się sforsować ją na północ od Hulajpola i utworzyć przyczółek, jednak teraz Ukraińcy starają się odzyskać utracone tereny.

Walki w rejonie Pryłuk oraz na osi Dobropilia–Ternowate są ciężkie i zmienne. Rosjanie utrzymali pozycje pod Pryłukami, ale próba utworzenia przyczółka w kierunku Ternowatego zakończyła się fiaskiem. Pod Stepanohirskiem sytuacja przypomina szarpaninę. Pozycje przechodzą z rąk do rąk bez trwałego rozstrzygnięcia.

I znów propaganda wyprzedza rzeczywistość. Rosjanie ogłosili zdobycie Małej Tokmaczki, lecz w odpowiedzi Ukraińcy pokazali nagranie z centrum miejscowości. Stawką jest utrzymanie Małej Tokmaczki, która blokuje bezpośrednie podejścia do Orichowego, a więc ważnego węzła komunikacyjnego na zapleczu ukraińskich sił.

Nieustanne bombardowania. Energetyczne zaplecze Ukrainy pod ostrzałem

Na całej linii frontu Rosja intensywnie wykorzystuje lotnictwo, zwłaszcza kierowane bomby FAB z zestawami UMPK, zrzucane spoza zasięgu ukraińskiej obrony krótkiego zasięgu. Średnio od 80 do 120 takich uderzeń dziennie ma rozbijać ukraińskie węzły obrony i logistykę. Równolegle trwają ataki na głębokie zaplecze Ukrainy. Celem jest infrastruktura energetyczna. Ukraińska obrona przeciwlotnicza przechwytuje większość zagrożeń, ale nawet pojedyncze trafienia powodują przerwy w dostawach prądu i ogrzewania.

Ukraina odpowiada rzadziej, lecz precyzyjniej. Celem są składy paliw, węzły kolejowe i lotniska wojskowe na zapleczu Rosji, także na Krymie. Skala szkód jest trudna do oszacowania. Materiały publikowane w rosyjskich mediach społecznościowych potwierdzają jednak pożary i czasowe wstrzymanie pracy niektórych obiektów infrastruktury, co sugeruje, że część uderzeń osiągnęła zamierzone efekty. Jednocześnie rosyjska obrona przeciwlotnicza nadal stanowiła poważne wyzwanie, a znaczna liczba dronów była niszczona jeszcze przed dotarciem do celu.