Sprzedawali broń dla wroga Chin. Trafili na czarną listę

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
dzisiaj, 11:50
Sprzedawali broń dla wroga Chin. Trafili na czarną listę
Sprzedawali broń dla wroga Chin. Trafili na czarną listę/PAP/EPA
Chińskie ministerstwo handlu poinformowało o umieszczeniu siedmiu podmiotów z UE na liście kontroli eksportu. Decyzja, zakazująca sprzedaży im towarów podwójnego zastosowania, to reakcja na dostawy broni na Tajwan, choć eksperci widzą w tym drugie dno. Ruch Pekinu ma być odwetem za decyzję Brukseli, która w ramach 20. pakietu sankcji na Rosję nałożyła restrykcje na 27 firm z Chin.

„Działania Chin są zgodne z prawem i wymierzone jedynie w niewielką liczbę podmiotów powiązanych z wojskiem, które brały udział w sprzedaży broni na Tajwan lub w zmowie z nim” – oświadczył chiński resort, zapewniając, że uczciwe firmy nie mają powodów do obaw.

Wysyłali broń do Tajwanu. Trafili na czarną listę Chin

Restrykcjami objęto m.in. belgijskiego producenta broni FN Herstal oraz jego spółkę-matkę FN Browning Group, niemiecką firmę Hensoldt AG, a także cztery przedsiębiorstwa z Czech.

„Decyzja została podjęta w celu ochrony bezpieczeństwa narodowego i interesów Chin oraz wypełnienia zobowiązań międzynarodowych, takich jak nieproliferacja” – czytamy o komunikacie.

Na mocy decyzji, która wchodzi w życie z chwilą ogłoszenia, władze w Pekinie zakazały chińskim eksporterom sprzedaży produktów podwójnego zastosowania objętym sankcjami firmom. Ponadto zagraniczne organizacje i osoby fizyczne nie mogą przekazywać ani dostarczać tym podmiotom tego typu towarów pochodzących z Chin.

Media: Decyzja Chin odwetem za restrykcje nałożone przez UE

Jak zauważa hongkoński dziennik „South China Morning Post”, ruch Pekinu stanowi odwet za decyzję Unii Europejskiej. Bruksela nałożyła dzień wcześniej w ramach 20. pakietu sankcji na Rosję restrykcje na 27 firm z Chin, zarzucając im pomaganie Rosji i Białorusi w obchodzeniu zachodnich sankcji lub bezpośrednie dostarczanie takich produktów jak drony lub komponenty przeznaczone do wykorzystania na polu walki na Ukrainie.

Ekspert Xu Tianchen z Economist Intelligence Unit ocenił, że „wrogość między obydwoma mocarstwami nie wykazuje oznak słabnięcia”.

Chiny uznają demokratycznie rządzony Tajwan za swoją zbuntowaną prowincję i nie wykluczają użycia siły w celu „zjednoczenia”. Władze w Tajpej odrzucają roszczenia Chin, argumentując, że tylko mieszkańcy wyspy mogą decydować o przyszłości kraju.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj