USA wycofały się Afganistanu i zawarły porozumienie AUKUS z Wielką Brytanią oraz Australią, która dodatkowo anulowała umowę na francuskie okręty podwodne. Jak Europa powinna odczytywać takie działania?

Porozumienie AUKUS jest wyrazem zwiększania zaangażowania USA w obszarze Indo-Pacyfiku, więc nie jest to żadne novum. Od kilku lat obserwujemy amerykańską retorykę i działania w tym kierunku, które kontynuuje administracja Bidena. Chce ona wzmacniać regionalne sojusze w tamtym regionie. Poprzez AUKUS Australia stanie się jednym ze strategicznych partnerów USA i Wielkiej Brytanii na Indo-Pacyfiku.

Wielka Brytania z kolei, po wyjściu z Unii Europejskiej, redefiniuje swoją politykę zagraniczną i bezpieczeństwa i Londyn uznał, że większe zaangażowanie na Indo-Pacyfiku jest istotne z punktu widzenia brytyjskich interesów i pozycji Wielkiej Brytanii w polityce międzynarodowej. Stąd aktywny udział Brytyjczyków w doprowadzeniu do porozumienia z Australią.

Działania te są interpretowane jako poważny afront wobec europejskich sojuszników.

Urzędnicy administracji Bidena, którzy doprowadzili do podpisania porozumienia AUKUS, przede wszystkim zajmowali się regionem Indo-Pacyfiku i przez to chyba nie do końca skoordynowali swoich działań z tą częścią administracji Bidena, która jest odpowiedzialna za formowanie wspólnej strategii z Europą wobec Chin. Teraz widzimy, że administracja Bidena reaguje na zaistniałą sytuację i stara się minimalizować szkody, bo zorientowała się, że jednak Francuzi tak łatwo nie odpuszczą. Dla Francji bowiem jest to nie tylko porażka ich przemysłu zbrojeniowego, ale także porażka z perspektywy rozwijania ich koncepcji zaangażowania na Indo-Pacyfiku. Jest to również porażka wizerunkowa dla prezydenta Emmanuela Macrona, który w relacjach z Joe Bidenem i Borisem Johnsonem poczuł się po prostu oszukany, a który ma przed sobą wybory prezydenckie we Francji, które odbędą się już na wiosnę przyszłego roku.

Amerykanie zatem z jednej strony osiągnęli swój cel na Indo-Pacyfiku, jakim jest rozwijanie regionalnych sojuszy powstrzymujących Chiny, ale z drugiej strony utrudnili sobie osiągnięcie drugiego celu, którym jest formowanie wspólnej strategii z europejskimi sojusznikami w kwestiach handlowych i technologicznych wobec Chin.

Francja w tej chwili, jak pokazał ostatni miesiąc, ma duży potencjał do wyrządzenia różnych szkód i hamuje pewne rozmowy, m.in. o umowie handlowej UE z Australią. Retoryka Paryża bardzo się zaostrzyła, co tworzy problem przede wszystkim dla Polski oraz państw wschodniej flanki NATO, ponieważ promowanie przez Paryż Europejskiej autonomii strategicznej w bezpieczeństwie nie leży w naszym interesie.

Jakie stanowisko wobec tych pomysłów powinna przyjąć Polska?

W naszym interesie leżą możliwie silne relacje transatlantyckie i koordynowanie polityki, ale zauważmy, że mamy tu problem nie tylko z Francją i jej pomysłami autonomii, ale także z administracją Bidena, która jak widać w przypadku AUKUS czy Nord Stream 2, nie spełnia zapowiedzi o wielostronnym kreowaniu polityki zagranicznej. Nie konsultuje bowiem szerzej swoich decyzji z bezpośrednio zainteresowanymi sojusznikami – na przykład z Polską ws. gazociągu Nord Stream 2 czy z Francją w przypadku Indo-Pacyfiku, gdzie Paryż angażuje się w dosyć dużym stopniu, biorąc pod uwagę francuski potencjał. Wszystko to razem stawia nasz region w niezbyt komfortowej sytuacji.

Z jednej strony administracja Bidena musi odrobić swoje lekcje i inaczej traktować sojuszników, szerzej z nimi rozmawiając. Z drugiej strony to samo powinna zrobić Francja, która musi zrozumieć, że jej pomysły autonomii strategicznej w bezpieczeństwie i obronności nie mają powszechnego poparcia w Europie.

Będziemy mieć teraz dużą dyskusję w UE na temat unijnej strategii bezpieczeństwa, z kolei w NATO rozpoczyna się dyskusja o nowej Koncepcji strategicznej. Sytuacja z porozumieniem AUKUS na Indo-Pacyfiku na pewno odbije się zarówno na dyskusji w UE, jak i w NATO. Będą to trudne rozmowy.

Czy te dwa czynniki, czyli wycofanie się USA z Afganistanu i zawarcie porozumienia AUKUS, mogą oznaczać przełom dla strategicznego uniezależniania się „upokorzonej” Europy od USA?

Najbardziej upokorzona poczuła się Francja, która chciała, aby zarówno państwa członkowskie, jak i Komisja Europejska zareagowały na tę sytuację. Inne państwa jednak nie były już tak chętne do ostrych reakcji. Zatem Francja robi dużo hałasu, natomiast wcale nie ma powszechnego poparcia państw unijnych, choć uzyskała to poparcie ze strony przewodniczącej Komisji czy przewodniczącego Rady Europejskiej. Jednak retoryka francuska jest coraz bardziej irytująca dla części państw UE, ale Francuzi są głośni i przez to ich przekaz dominuje w debacie publicznej. Jest to też element negocjacji z Amerykanami i uzyskania od nich ustępstw w istotnych dla Paryża sprawach.

Wydaje się, że Paryż przeszedł już od retoryki do czynów i zawarł sojusz obronny z Grecją, sprzedając Atenom swoje fregaty, co było odczytywane jako krok przeciw Turcji.

Rzeczywiście Francuzi grają na różnych polach, aby to Unia Europejska była główną organizacją odpowiedzialną za bezpieczeństwo w Europie. Choć Paryż nie ma ku temu ani narzędzi, ani instrumentów i nie leży to w naszym interesie. Francja wykorzystuje takie okazje, jak AUKUS czy problemy z Turcją, żeby pośrednio kwestionować wiarygodność NATO, co dla nas jest problemem.

Z kolei Grecy chcą francuskiego wsparcia jeśli chodzi o swoje relacje z Turcją. Jednak ta klauzula wzajemnej pomocy to nie jest novum w umowach o współpracy wojskowej, które Francja wcześniej zawierała – czy to z Niemcami czy z Wielką Brytanią. Natomiast w kontekście relacji grecko-tureckich rzeczywiście budzi pewne znaki zapytania.

Czy Polsce grozi sytuacja, w której będzie musiała wybierać pomiędzy NATO a Europą w kwestiach bezpieczeństwa?

Obecnie na pewno nie, ale sytuacja jest coraz bardziej skomplikowana. W Unii toczą się bowiem dyskusje ws. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, dotyczące autonomii strategicznej w obszarach niewojskowych, dotyczące większej integracji jeśli chodzi o kwestie technologiczne, handlowe i gospodarcze w stosunku do Chin. Tutaj będziemy mieli zacieśnienie współpracy niezależnie od NATO.

Mamy jednak też dyskusję o większej roli UE w obszarze bezpieczeństwa. Przy tej okazji pojawia się pytanie o to, jakim podmiotem w polityce bezpieczeństwa chce być Unia i na jakich działaniach wojskowych i pozawojskowych chce się koncentrować. Czy, jak i gdzie chce mieć możliwości reagowania i prowadzenia operacji wojskowych? W jakich regionach - czy tylko w Afryce i na Bliskim Wschodzie czy również powinno nam zależeć na przykład na większym unijnym wsparciu państw Partnerstwa Wschodniego w sferze bezpieczeństwa? Ponadto chodzi też o to, jak Unia powinna współpracować z NATO i jaki powinien być podział zadań między tymi dwoma organizacjami.

Zatem widać, że dyskusja toczy się na bardzo wielu płaszczyznach, podejmowane są pewne działania i musimy uważać, żeby zbiór tych działań nie prowadził do stopniowego oddalania się Unii Europejskiej od Sojuszu Północnoatlantyckiego czy duplikowania działań NATO. Z naszej perspektywy konieczne jest zsynchronizowanie pracy nad nowymi strategiami w NATO i Unii Europejskiej i ścisła współpraca między Unią a Sojuszem. Jeśli pewne kwestie zostaną źle ustawione, to będzie to miało konsekwencje w przyszłych latach i w efekcie może powodować rozchodzenie się ścieżek UE i NATO.

Mówimy o ryzyku rozchodzenia się ścieżek NATO i UE, tymczasem nawet jeśli zostaniemy już tylko przy samej UE, to widzimy poważną różnicę perspektyw i priorytetów poszczególnych krajów w obszarze bezpieczeństwa.

Najbardziej optymalnym rozwiązaniem byłoby jednak wypracowanie jakiegoś konsensusu. Składową tego konsensusu mogłoby być wzmacnianie obrony zbiorowej poprzez większy wkład ze strony europejskich sojuszników w NATO oraz kontynuowanie wszystkich procesów, które zostały zapowiedziane w trakcie szczytu w Brukseli w tym roku. Chodzi o wypracowanie regionalnych planów obronnych, asygnowanie odpowiednich sił do natowskich dowództw w naszym regionie, wypełnianie zobowiązań sojuszniczych czy budowanie określonych zdolności wojskowych.

Cześć państw Unii Europejskiej chce większego udziału Europy w operacjach reagowania kryzysowego i jest prawdopodobne, że Unia pójdzie właśnie w tym kierunku. Chodzi też o to, aby UE wspierała NATO w zakresie budowania odporności, żeby wspierała ogólnie pojętą odporność wszystkich państw członkowskich. Unia ma swoją rolę do odegrania w szerszej polityce bezpieczeństwa we współpracy z NATO. Tę współpracę powinno się dobrze poukładać, aby interesy wszystkich państw NATO i UE w ramach szerszej strategii zostały uwzględnione.

Justyna Gotkowska, ekspert warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich, koordynatorka Programu bezpieczeństwa regionalnego / Media

BIO: Justyna Gotkowska – koordynatorka Programu bezpieczeństwa regionalnego w Ośrodku Studiów Wschodnich. zajmuje się m.in. polityką bezpieczeństwa Niemiec oraz bezpieczeństwem i obronnością w wymiarze regionalnym.