Przebywający z oficjalną wizytą w Polsce Sentop pytany był w TVP1 i TVP Info o kryzys migracyjny występujący m.in. na przygranicznym pasie z Białorusią. "To jest globalny problem i to dopiero jego początek, ten problem na całym świecie będzie się powiększał; jest ryzyko globalnego kryzysu" - ocenił Sentop.

Jak mówił, Turcja planuje kontrolować, nadzorować i opanować nielegalną migrację, z którą się sama boryka.

Reklama

"Głównym źródłem nielegalnej migracji w przypadku Turcji jest Syria. Mamy bardzo długą granicę z Syrią - 950 km - i nie można podchodzić do takiego kryzysu mówiąc: róbcie, co chcecie, to jest wasz problem; mamy humanitarny problem, ale to nie nasze państwo. Przyjęliśmy Syryjczyków, oczywiście pracujemy nad tym, by doprowadzić region do takiego poziomu, żeby bezpieczeństwo zostało osiągnięte, a Syryjczycy mogli powoli wracać do swego kraju" - dodał.

Pytany o to, czy możliwa jest agresja Rosji wobec Ukrainy, przewodniczący Wielkiego Zgromadzenia Narodowego Turcji odpowiedział, że "żyjemy w takim świecie, że nie możemy powiedzieć, że coś jest niemożliwe".

"Z drugiej strony uważam, że to byłby bardzo duży błąd, który sprowokowałby kolejny kryzys, jeśli chodzi o bezpieczeństwo w danym regionie. Z tego powodu powinniśmy nie poprzez broń i operacje militarne, tylko poprzez rozmowy, porozumienie i negocjacje, siadając do stołu, rozwiązać tego typu potencjalne kryzysy" - powiedział Sentop.

"Nasz prezydent (Recep Tayyip) Erdogan wyraził swoje niezadowolenie w tej kwestii, po czym Rosja wstępnie powiedziała, że jest gotowa do rozmów. By móc uzyskać i zachować pokój na świecie, należy zapraszać wszystkie państwa do wypowiadania swego zdania na ten temat. Cisza nie załatwi niczego" - ocenił.

"Możemy być też mediatorem w tych lub podobnych kwestiach, ponieważ dotyczy to również naszego regionu - północy Turcji" - podkreślił.

"Naszym zdaniem będzie to przegrana dla każdego z państw, którego będzie dotyczyć taka interwencja (...) Ukraina nie jest członkiem NATO, ale jest na granicy z NATO). Patrząc z tej perspektywy, jest ryzyko, że taka ewentualna interwencja, konflikt, nie zatrzyma się na tej granicy, ale będzie się rozpowszechniał. Wtedy zaszkodzi każdemu" - podkreślił. (PAP)

Autorka: Agata Zbieg