Rakieta Taurus to nie „wunderwaffe”, nie zatrzyma Rosjan. Szef Rheinmetall ma jednak na to pomysł!

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 kwietnia 2025, 12:05
Pocisk Taurus
Pocisk Taurus/shutterstock
Wojna w Ukrainie trwa już ponad dwa lata, a nadzieje na szybkie przełamanie frontu wciąż się nie spełniły. Niemiecki przemysł zbrojeniowy nie zwalnia tempa, ale jego lider nie ma złudzeń – nowe „cudowne bronie” nie odmienią losów konfliktu.

Nowe rakiety? „To nie zmienia gry”

Niemcy czegoś się nauczyli z historii. Armin Papperger, prezes niemieckiego giganta zbrojeniowego Rheinmetall, w rozmowie z gazetą Handelsblatt otwarcie przyznał, że dostawy rakiet manewrujących Taurus do Kijowa nie będą żadnym przełomem. Według niego Ukraina zbyt często opiera swoją narrację na tzw. „wunderwaffe” – czyli broni, która rzekomo ma wszystko odmienić. „Od Javelinów po F-16 – to już było”, mówi Papperger. Jego zdaniem prawdziwym gamechangerem jest tylko klasyczna artyleria, która pozwala utrzymać Rosjan na dystans.

Panzerhaubitze 2000
Panzerhaubitze 2000 sztandarowy niemiecki produkt - krytykowany za wysoką zawodność na froncie.

Wielka rozbudowa w Niemczech

Podczas gdy politycy toczą dyskusje o dostawach nowej broni, Rheinmetall inwestuje potężne środki w produkcję amunicji. W miejscowości Unterlüß, w Dolnej Saksonii, firma planuje wyprodukować aż 350 tysięcy pocisków artyleryjskich rocznie – o 150 tysięcy więcej, niż zakładano wcześniej. Inwestycja pochłonie około 600 milionów euro, a zakład stanie się drugim co do wielkości tego typu obiektem w Europie – po hiszpańskim odpowiedniku.

Fabryka amunicji Rheinmetall w niemieckim Unterlüß
Fabryka amunicji Rheinmetall w niemieckim Unterlüß/fot. Hannibal Hanschke/EPA/PAP

Miliony pocisków i miliardy euro

Papperger zdradza, że Rheinmetall liczy na zamówienia o łącznej wartości aż 300 miliardów euro w ciągu najbliższych pięciu lat. Co więcej, europejskie budżety obronne mogą sięgnąć nawet biliona euro do 2030 roku. Dla Rheinmetall oznacza to olbrzymie możliwości – firma już teraz planuje zwiększenie swojego udziału w rynku inwestycji zbrojeniowych z 18 do 25 procent, szczególnie w Niemczech, gdzie potrzeby są największe.

Amerykański rynek też w zasięgu

Rheinmetall nie zamierza ograniczać się tylko do Europy. Obecnie firma generuje około miliarda dolarów przychodów rocznie w Stanach Zjednoczonych, ale celem jest co najmniej podwojenie tej kwoty. Papperger podkreśla, że wzrost jest możliwy dzięki długoterminowym kontraktom i rosnącemu popytowi na infrastrukturę zbrojeniową.

Koniec złudzeń i twarda kalkulacja

Dla Pappergera jedno jest pewne: zbrojenia w Europie to proces, którego nie da się już zatrzymać. I choć politycy nadal debatują o efektownych rozwiązaniach, przemysł stawia na efektywność. „Wszyscy chcą fabryk. My możemy je zbudować”, deklaruje szef Rheinmetall. Ale na cuda – nie liczmy.

Źródło: wywiad Armina Pappergera dla dziennika Handelsblatt, opublikowany 17 kwietnia 2025 r.

Sławomir Biliński

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj