Nadzór za pomocą kamer nasila się, co jedni oceniają jako metodę poprawy bezpieczeństwa i wydajności w społeczeństwie, ale inni jako zagrożenie dla prawa do prywatności lub swobody przemieszczania się – napisano w raporcie Comparitech.

Na podstawie danych ze sprawozdań rządowych, stron internetowych policji i artykułów w mediach, autorzy opracowania oszacowali liczbę kamer monitoringu w 150 dużych miastach na świecie, skupiając się głównie na kamerach używanych przez władze do nadzoru miejsc publicznych.

Pierwsze miejsce w zestawieniu najpilniej nadzorowanych miast świata zajęło chińskie Taiyuan, gdzie pracuje ponad 465 tys. kamer (prawie 120 na każdy tysiąc mieszkańców). Drugie jest miasto Wuxi, również w ChRL, z 300 tys. kamer (ponad 92 na tysiąc mieszkańców).

Najwięcej kamer działa natomiast w Pekinie (miejsce 5.) i Szanghaju (miejsce 12.), gdzie jest ich odpowiednio 1,15 mln i 1 mln, a więc ponad 56 i prawie 40 na każdy tysiąc mieszkańców. Listę zamyka miasto Tiencin z 350 tys. kamer (prawie 26 na tysiąc mieszkańców).

Firma IHS Markit oceniała w grudniu, że na świecie jest już około 770 mln kamer monitoringu, z czego 54 proc. działa w Chinach. Do 2021 roku liczba kamer na świecie przekroczy miliard – prognozowała firma.

Reklama

Na opracowanej przez Comparitech liście 20 miast z największą liczbą kamer na mieszkańca tylko dwa znajdują się poza Chinami. W Londynie (miejsce 3.) autorzy doliczyli się prawie 628 tys. kamer (ponad 67 na tysiąc mieszkańców), a w indyjskim Hajdarabadzie (miejsce 16.) - 300 tys. kamer (prawie 30 na tysiąc mieszkańców).

„Głównym argumentem za monitoringiem wizyjnym (CCTV) jest lepsze egzekwowanie prawa i zapobieganie przestępstwom” - ocenili autorzy, zaznaczając jednak, że „większa liczba kamer raczej nie koreluje z niższymi wskaźnikami przestępczości”. „Mówiąc ogólnie, więcej kamer niekoniecznie obniża przestępczość” - dodali.

Podobną opinię wyraziła cytowana przez „SCMP” badaczka z Uniwersytetu Chińskiego w Hongkongu Severine Arsene. Zwróciła też uwagę, że chińskie władze mogą w przyszłości zainstalować więcej systemów automatycznego rozpoznawania twarzy i używać ich w sposób pozbawiony kontroli społeczeństwa, nie tylko do łapania przestępców, ale również do nadzoru nad dysydentami, a nawet mniejszościami etnicznymi.

„Kluczowe jest, aby ten, kto zawiaduje systemem nadzoru wizyjnego, był solidnie kontrolowany, a dokładnie tego brakuje w reżimie, takim jak Chiny (…) Musimy brać pod uwagę możliwości nadużyć, takich jak prześladowanie, szantaż, usuwanie dowodów, jak również stopniowe poszerzanie zakresu nadzoru poza pierwotne cele” - oceniła Arsene.