Zakaz używania Maxa. Okazał się niebezpieczny
O sprawie jako pierwszy poinformował rosyjski prowojenny bloger Ilja Tumanow, prowadzący kanał na Telegramie Fighterbomber (537 tys. obserwujących).
"W sytuacji, gdy Telegram jest dławiony wszelkimi możliwymi metodami, do wojsk Laosu (tak Tumanow określa Siły Zbrojne FR – red.) dotarły polecenia zakazujące używania i instalowania najbardziej chronionego na świecie narodowego komunikatora (ironicznie o Max – red.) na urządzeniach o rozszerzonych funkcjach multimedialnych" – napisał bloger.
Informację tę potwierdziło źródło w rosyjskiej armii w rozmowie z niezależnym serwisem Mediazona. Jak przekazało, zakaz podyktowany jest względami bezpieczeństwa.
Fighterbomber twierdzi również, że dowództwo Sił Zbrojnych FR zapowiada wdrożenie własnego oprogramowania jako wojskowego komunikatora. O jaką konkretnie platformę chodzi, nie wiadomo.
Max to państwowy rosyjski komunikator opracowany przez holding Rostec, który ma stanowić bezpieczną i niezależną od Zachodu alternatywę dla cywilnych aplikacji, takich jak Telegram. Platforma została stworzona z myślą o ścisłej kontroli przepływu informacji w administracji państwowej i armii, zapewniając łączność odporną na zewnętrzne sankcje oraz zagraniczne systemy wywiadowcze. Ze względu na swoją architekturę komunikator znajduje się pod pełnym nadzorem rosyjskich służb specjalnych (FSB), co umożliwia władzom szeroką kontrolę nad użytkownikami systemu.
Kreml chciał zupełnie zablokować Telegram. W końcu zmiękł
Od początku lutego Roskomnadzor – rosyjski urząd odpowiedzialny za kontrolę mediów – poważnie ogranicza działanie Telegramu w Rosji. Tłumaczy to niechęcią firmy do pełnego przestrzegania rosyjskiego prawa, a także obecnością w komunikatorze serwisów umożliwiających nielegalne pozyskiwanie danych. Ponadto władze twierdzą, że Telegram jest wykorzystywany do przygotowywania zamachów terrorystycznych.
Decyzja władz wywołała falę krytyki zarówno wśród rosyjskich wojskowych, jak i części deputowanych Dumy Państwowej. W armii podkreśla się, że Telegram stał się podstawowym kanałem łączności dla walczących jednostek oraz obrony przeciwlotniczej wobec braku innych niezawodnych wojskowych środków komunikacji.
Początkowo Kreml i rząd odrzucały te argumenty. Jednak po kilku dniach minister cyfryzacji Maksut Szadajew oświadczył, że w strefie działań bojowych Telegram nie będzie blokowany.
Chaos wywołany problemami wojsk Putina ze środkami łączności ułatwił Siłom Zbrojnym Ukrainy odbicie około 300 kilometrów kwadratowych terytorium na południowym odcinku frontu, na pograniczu obwodów dniepropietrowskiego i zaporoskiego.
Istnieje już nowy komunikator? Blogerzy szydzą z propagandy Kremla
Aby zamaskować przedłużający się kryzys wokół Telegramu, rosyjska propaganda zaczęła promować nowy wojskowy komunikator, który rzekomo opracowało rosyjskie Ministerstwo Obrony.
22 lutego czołowy kremlowski propagandysta Władimir Sołowjow opublikował nagranie z nieujawnionym żołnierzem, który, siedząc przy komputerze, przekonuje, że jego jednostka nigdy nie korzystała z Telegramu.
"Ten komunikator ma zagraniczne serwery, więc cała nasza korespondencja zostałaby im przekazana. Nasze państwo udostępniło nam rosyjskie rozwiązanie – krajowy komunikator, który w pełni zaspokaja nasze potrzeby (...). To szyfrowane kanały łączności, brak możliwości złamania kluczy, a system w pełni spełnia wszystkie nasze wymagania operacyjne" – mówi zamaskowany wojskowy.
W kolejnym materiale Sołowjow pokazuje innego żołnierza stojącego w lesie z zasłoniętą twarzą. Wojskowy odczytuje bardzo podobny w treści i sformułowaniach przekaz o szkodliwości Telegramu oraz istnieniu specjalnego wojskowego komunikatora.
Rosyjscy prowojenni blogerzy wyśmiali ten nieudolny zabieg wizerunkowy Kremla. "Obserwujemy serię nagrań pt. 'Nie korzystamy z Telegramu' w wykonaniu kilku żołnierzy w nowych, czystych mundurach (...). Czy naprawdę dziwi więc, że Kupiańsk był już zdobywany siedem razy, a prezydentowi dwukrotnie meldowano o jego zajęciu?" – komentował kanał "Deweloper dronów".