Deklaracja Trumpa w Ankarze
Podczas spotkania z Wołodymyrem Zełenskim na szczycie NATO w Ankarze Donald Trump ogłosił, że Ukraina otrzyma prawo do produkcji pocisków Patriot na amerykańskiej licencji. Jak zapewnił, Stany Zjednoczone przekażą niezbędną technologię, a ukraiński przemysł szybko opanuje proces produkcyjny.
– Pokażemy im, jak to zrobić. To bardzo skomplikowane, ale szybko to zrozumieją – powiedział amerykański prezydent. Dodał również, że dzięki temu Ukraina "nie będzie mogła narzekać, że dostaje za mało Patriotów".
Zastrzegł jednak, że Waszyngton nie zamierza przekazywać kolejnych baterii Patriot z własnych zapasów, argumentując, iż są one potrzebne również amerykańskiej armii. Według CBS News producenci systemu – Lockheed Martin i RTX – nie zostali wcześniej poinformowani o zapowiedzi Trumpa.
Zełenski zabiegał o to od miesięcy. Problem jest jednak pilny
Zełenski od miesięcy zabiegał o możliwość uruchomienia produkcji pocisków Patriot w Ukrainie. Trump po raz pierwszy odniósł się do niej podczas czerwcowego szczytu G7 w Évian-les-Bains, deklarując jedynie "pozytywne" nastawienie. Dopiero w Ankarze po raz pierwszy złożył konkretną deklarację dotyczącą systemu Patriot.
Problem polega na tym, że wojna nie daje Ukrainie czasu. Kijów dysponuje zaledwie sześcioma bateriami Patriot, które jako jedyne są zdolne przechwytywać rosyjskie pociski balistyczne. W tygodniu poprzedzającym szczyt Rosja trzykrotnie uderzyła w Kijów. Podczas jednego z ataków użyła blisko 500 dronów i 77 rakiet, w tym 25 pocisków balistycznych i hipersonicznych. Zginęło co najmniej 30 osób. Tego samego dnia ukraińskie Ministerstwo Obrony zwróciło się do niemal 40 państw o przekazanie pocisków Patriot z istniejących zapasów.
Sama licencja nie wystarczy. Największym problemem są komponenty i czas
Eksperci cytowani przez amerykański portal The War Zone studzą entuzjazm. Ich zdaniem uzyskanie licencji to dopiero początek długiej drogi. Na drodze do realizacji tej zapowiedzi stoją nie tylko formalności, w tym zgody administracyjne w USA, lecz przede wszystkim ograniczenia przemysłowe.
Lockheed Martin produkuje obecnie około 650 pocisków PAC-3 MSE rocznie, choć docelowo ma zwiększyć produkcję do 2 tys. Według analityków Foreign Policy Research Institute wyprodukowanie jednego pocisku zajmuje około 24 miesięcy, a samego silnika rakietowego – nawet 30 miesięcy. Problemem nie jest końcowy montaż, lecz dostępność wyspecjalizowanych podzespołów.
Największym wąskim gardłem pozostaje produkcja aktywnych głowic naprowadzających. Boeing wytwarza je wyłącznie w jednym zakładzie w Alabamie. Pentagon dopiero w tym roku rozpoczął działania mające potroić ich produkcję. Podobna sytuacja dotyczy silników rakietowych Aerojet Rocketdyne.
To oznacza, że nawet posiadając licencję, Ukraina nadal będzie zależna od dostaw najbardziej zaawansowanych komponentów z USA. Nie mniej poważnym wyzwaniem byłaby budowa bezpiecznej fabryki. Produkcja pocisków Patriot wymaga dużego, wyspecjalizowanego zakładu, który w warunkach ciągłych rosyjskich ataków rakietowych stałby się jednym z najważniejszych celów. Były dowódca amerykańskiej obrony przeciwlotniczej w Europie David Shank zwraca uwagę także na problem ochrony technologii. Przekazanie Ukrainie wiedzy dotyczącej najnowocześniejszych pocisków PAC-3 oznaczałoby ryzyko przejęcia części rozwiązań przez Rosję.
Sytuację dodatkowo komplikują ograniczone światowe zapasy Patriotów. Pociski są zużywane przez Ukrainę, Stany Zjednoczone oraz blisko 20 innych użytkowników systemu. Tymczasem rosyjski przemysł utrzymuje produkcję około 700 pocisków balistycznych Iskander rocznie i zwiększa tempo wytwarzania rakiet dla systemów S-300 i S-400 wykorzystywanych do ataków na cele naziemne.
Europejskich zamienników wciąż brakuje, a ukraiński projekt dopiero dojrzewa
Teoretycznie lukę mógłby wypełnić francusko-włoski system SAMP/T. W praktyce jest to niemożliwe. Jak ocenia austriacki pułkownik Markus Reisner, europejski przemysł produkuje zaledwie około 100–150 pocisków Aster rocznie, podczas gdy roczna produkcja pocisków Patriot sięga około 650 sztuk. MBDA zapowiedziała wprawdzie zwiększenie produkcji Aster o 40 proc., ale nie rozwiąże to problemu niedoboru rakiet.
Równolegle rozwijany jest ukraiński projekt firmy Fire Point. Spółka pracuje nad własną "tarczą antybalistyczną", której podstawą ma być pocisk przechwytujący FP-7.x. Pierwsze testy odbyły się już w lutym, jednak – jak podkreślał główny konstruktor Denys Sztilerman – system nadal wymaga integracji z radarami, stanowiskami dowodzenia, łącznością oraz europejską głowicą naprowadzającą. Projekt pozostaje obiecujący, ale wciąż jest daleki od gotowości bojowej.
Zapowiedź Trumpa może okazać się przełomowa z perspektywy kilku lat. Nie zmienia jednak faktu, że obecnej wojny Ukraina nie wygra obietnicami przyszłej produkcji. Najważniejsze pytanie pozostaje niezmienne: skąd pozyskać pociski zdolne przechwytywać rosyjskie rakiety już dziś.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
