W opinii ekologów największym zagrożeniem jest złom zalegający na polach, m.in. fragmenty pocisków, a także przenikające do gleby związki chemiczne. Jak oznajmili eksperci z Ekodii, na każde 100 hektarów ziemi na Ukrainie przypada obecnie ponad 50 ton metali i substancji chemicznych.

Z kolei Państwowa Inspekcja Ekologiczna Ukrainy oszacowała, że tylko w ciągu czterech pierwszych miesięcy rosyjskiej inwazji doszło do zniszczenia gruntów ornych o łącznej wartości około 80,5 mld hrywien, czyli ponad 10 mld zł.

Reklama

"(Podczas wojny) najbardziej uszkodzone zostają wierzchnie, najżyźniejsze warstwy gleby, które potem potrzebują najwięcej czasu, by się odrodzić. Naturalne tempo odbudowy takiej gleby to jeden centymetr w ciągu 100 lat" - wyjaśnili ekolodzy, cytowani przez obozrevatel.com.

W ich ocenie najskuteczniejszym sposobem rekultywacji zniszczonych ziem byłoby przywrócenie do stanu naturalnego, np. zalesienie lub pozostawienie tych terenów jako łąk. Na Ukrainie, gdzie priorytetem jest szybkie zwiększenie wydajności sektora rolnego, podjęcie takich działań wydaje się jednak mało prawdopodobne.

"Niemniej, przynajmniej na obszarach najbardziej narażonych na erozję i degradację gleby (wyłącznie ziem z uprawy w celu rekultywacji) będzie niezbędne" - podkreślili eksperci.

Według danych departamentu rolnictwa Stanów Zjednoczonych Ukraina była do czasu rosyjskiej inwazji piątym największym na świecie eksporterem pszenicy, czwartym eksporterem kukurydzy oraz jednym z największych producentów i eksporterów oleju słonecznikowego.