O sprawie informował amerykański serwis Politico w czwartek, opierając się na informacjach od pięciu dyplomatów zaznajomionych z negocjacjami w sprawie pokoju w Ukrainie. Jak zaznaczono, wśród decydentów ze Starego Kontynentu nie ma zgody co do definitywnej szerokości strefy buforowej. Nie jest też jasne, czy Kijów zaakceptowałby tę propozycję.
Ta propozycja to akt desperacji NATO
Dziennikarze serwisu oceniają tę propozycję jako rozpaczliwą próbę poszukiwania rozwiązania pokojowego. "Fakt, że politycy rozważają wydzielenie fragmentu terytorium Ukrainy w celu wymuszenia kruchego pokoju, pokazuje desperację sojuszników z NATO (…). Prezydent Rosji Władimir Putin nie wykazał żadnej chęci wstrzymania działań wojennych" – pisze Politico.
– Chwytają się brzytwy – ocenił w rozmowie z serwisem Jim Townsend, były urzędnik Pentagonu odpowiedzialny za politykę europejską i NATO w administracji Baracka Obamy.
– Rosjanie nie boją się Europejczyków. Jeśli myślą, że obecność kilku brytyjskich i francuskich obserwatorów powstrzyma ich przed marszem na Ukrainę, to się mylą – stwierdził.
"To rosyjska wersja". Głos krytyki z Ukrainy
Na Ukrainie doniesienia Politico zostały przyjęte bardzo krytycznie. Ekspert militarny Dmytro Sniegirjow nazwał je "kontrolowanym wyciekiem informacji". – Czterdziestokilometrowa strefa buforowa w rzeczywistości oznacza wycofanie się z części terytorium obwodu donieckiego – to zakamuflowana wersja ustępstw terytorialnych ze strony Ukrainy – stwierdził w rozmowie z ukraińską telewizją Espreso.
– Ukraina w żadnym wypadku nie powinna brać poważnie takich wrzutek. To najprawdopodobniej rosyjska wersja. I nieprzypadkowo wybrano do tego zachodnie media – aby wysondować nastroje zarówno wśród przywództwa politycznego krajów europejskich, jak i w ukraińskim społeczeństwie – wyjaśnił Sniegirjow.
Ekspert wojskowy zauważył, że strefa buforowa o szerokości 40 kilometrów oznaczałaby przesunięcie ukraińskich wojsk na zachód, na granicę administracyjną obwodu dniepropietrowskiego. A to w praktyce oznaczałoby dla Kijowa utratę kontroli nad największymi miastami przemysłowymi obwodu donieckiego – Słowiańskiem, Kramatorskiem i Pokrowskiem, a także pasem fortyfikacji, których zdobycie zajęłoby rosyjskiej armii całe lata.
"To informacyjny koń trojański"
Zwrócił uwagę, że doniesienia o strefie buforowej pojawiły się jednocześnie z budzącymi kontrowersje słowami szefa tureckiej dyplomacji Hakana Fidana. – Równolegle do tej kontrolowanej kampanii informacyjnej w Politico pojawiają się też wypowiedzi tureckiego ministra spraw zagranicznych, że Federacja Rosyjska zmieniła swoją wizję zakończenia wojny w Ukrainie i nie domaga się już kontroli nad czterema obwodami (Ukrainy – red.), ograniczając swoje żądania do dwóch (donieckiego i Ługańskiego – red.) – mówił ekspert.
Zwrócił jednak uwagę, że wojska Putina kontrolują już „99,9 proc.” obwodu Ługańskiego. – W związku z tym pozostaje kwestia kontroli nad obwodem donieckim. Dlatego pojawiają się takie komunikaty. To są wrzutki informacyjne, to koń trojański, który próbują wprowadzić do ukraińskiej przestrzeni informacyjnej – podsumował Sniegirjow.