Załamanie na Wall Street pogrążyło warszawskie indeksy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 maja 2010, 17:24
Wczorajsze tąpnięcie na Wall Street odbijało się dziś echem od murów gmachu warszawskiej giełdy przez cały czas trwania sesji. Nerwowa atmosfera udzielała się polskim inwestorom już od pierwszych godzin notowań i wpłynęła na kolejną w tym tygodniu serię spadków na GPW - indeksy traciły na zamknięciu po ok. 2,5 proc.

Dzisiejsza sesja na warszawskim parkiecie już od początku notowań przebiegała pod dyktando amerykańskich indeksów, które zaliczyły wczoraj jedno z najpoważniejszych tąpnięć w historii nowojorskiej giełdy. Zarówno WIG 20, jak i wskaźnik szerokiego rynku WIG, traciły na otwarciu po 2,5 proc. sWIG80 zanurkował aż o 2,7 proc. W trakcie trwania notowań, indeksom udało się nieco zmniejszyć skalę spadków. Lekka poprawa nastrojów na GPW była głównie zasługą informacji płynących z Niemiec - tamtejszy parlament zatwierdził pomoc dla Grecji. Nadzieje na odrobienie strat nie trwały jednak długo. Wraz z nerwowym początkiem piątkowej sesji na Wall Street, powróciła panika na warszawskim parkiecie.

Ostatecznie indeks blue chipów WIG20 zamknął notowania na 2,53-proc. minusie i wyniósł 2336,99 pkt. Indeks WIG spadł o 2,55 proc. do poziomu 39923,58 pkt, mWIG40 stracił 2,48 proc. i wyniósł 2368,66 pkt, a sWIG80 obniżył się o 2,71 proc. i wyniósł 11550,32 pkt. Obroty na rynku akcji wzrosły o 46,2 proc. i wyniosły 2 mld 398,9 mln zł.

Analitycy podkreślają, że tak silnych wrażeń amerykańska giełda nie dostarczała inwestorom od 20 lat. "Niezależnie od przyczyn potężnego, choć krótkotrwałego czwartkowego tąpnięcia indeksów za oceanem, trzeba będzie trochę czasu, by sytuacja wróciła do normy. Trwający ponad rok trend wzrostowy został poważnie „naruszony”. Ten impuls może zapoczątkować dłuższy okres schłodzenia giełdowej koniunktury. Tym bardziej, że powodów do spadku nie brakuje. W krótkim terminie można liczyć na odreagowanie, jednak ryzyko kupowania akcji jest spore" - uważa Roman Przasnyski, analityk Gold Finance.

Łukasz Bugaj, analityk Xelion przypomina, że dotychczas Wall Street pozostawała relatywnie odporna na „kwestię grecką”. "Wczoraj jednak okazało się, że była to bomba z opóźnionym zapłonem. Bomba, która wczoraj wybuchła i zmieniła postać rzeczy. Problem grecki już nie tyczy się tylko tego kraju, stał się on synonimem zmian, które zachodzą w globalnej gospodarce i na którą inwestorzy w końcu zwrócili uwagę" - mówi analityk.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj