Budowa pasa jest tylko jednym z elementów militarnych działań prowadzonych przez Chiny w celu zdobycia przewagi w regionie Morza Południowochińskiego – podaje portal warontherocks.com. Obawy USA o wzrost potęgi azjatyckiego rywala nie są niczym nowym. Ostatnie działania Chin w okolicach Wysp Spartly mają też z pewnością na celu poprawę ich geopolitycznej pozycji względem USA. Kluczem do zażegnania konfliktu na linii USA-Chiny mogą się okazać amerykańscy sojusznicy z Azji Płd.-Wsch.

Podczas gdy niektórzy komentatorzy obawiają się militarnego zrównania Chin i USA inni sądzą, że Chiny mogą wyrównać pozycję obu mocarstw na inne sposoby. Dlaczego ta kwestia jest tak ważna? Ponieważ głównym założeniem debaty dotyczącej konfliktu amerykańsko-chińskiego jest zwiększenie prawdopodobieństwa zbrojnego starcia w przypadku wyrównania potencjału obu państw. Zdania w środowisku naukowym co do wpływu różnicy potencjałów państw na możliwość rozpoczęcia wojny są od dekad podzielone.

Badania na ten temat prowadził m. in. dr nauk politycznych Justin Conrad z Uniwersytetu w Carolinie. Przeanalizował on zachowania poszczególnych krajów w obliczu konfliktu w latach 1816-2000, koncentrując się na różnicy wojskowych potencjałów zwaśnionych stron. Wykazał między innymi, że konflikt jest bardziej prawdopodobny, jeżeli różnica potencjału państw jest niewielka. W takich przypadkach podmioty mają tendencję do przeceniania swojej relatywnej przewagi nad „wrogiem”. Ten sam błąd popełniły zdaniem niektórych analityków USA, przeszacowując swoją wojskową przewagę na morzu nad Chinami, jednocześnie nie dostrzegając rzeczywistego potencjału Państwa Środka.

>>> Polecamy: Chiński smok znów wleci do Polski? Nasze firmy boją się, że Państwo Środka wróci na rynek

Dodatkowe puzzle

To jednak tylko część układanki. Chociaż parytet siły militarnej zwiększał ryzyko konfliktu w poprzednich dwóch stuleciach, Conrad wykazał, że wojskowe sojusze pomiędzy demokratycznymi państwami były skutecznym środkiem zapobiegającym. Współpraca w warunkach parytetu sił pomiędzy w pełni demokratycznymi krajami niemal całkowicie minimalizowała ryzyko wystąpienia konfliktu zbrojnego.

Sojusze wojskowe są najbardziej skuteczne, jeśli partnerzy są w stanie efektywnie koordynować działania i komunikować ich siłę zewnętrznym wrogom. Demokratyczne kraje są w tym zakresie skuteczniejsze, ponieważ są postrzegane jako wiarygodniejsi sojusznicy. Potwierdzono, że demokracje są bardziej skłonne do wywiązywania się ze swoich sojuszniczych obowiązków. Większa wiarygodność państw z tym typem ustroju politycznego wpływa też na podejmowanie lepszych dla sojuszy decyzji politycznych.

Chociaż musimy być ostrożni przy stosowaniu powyżej zarysowanych teorii do konkretnego przypadku sporu USA z Chinami, są one niewątpliwie wskazówką, jak należy postępować z Państwem Środka. Nawet jeśli Chiny zrównałyby się poziomem militarnym ze Stanami Zjednoczonymi, konflikt nie byłby nieunikniony. Kluczem do zachowania pokojowej równowagi pomiędzy dwoma mocarstwami są dwa zagadnienia.

Po pierwsze, państwa te muszą przyznać, że w najbliższej przyszłości równowaga sił jest po prostu faktem. Po drugie, USA muszą kontynuować, a nawet rozszerzyć współpracę z demokratycznymi sojusznikami w regionie Azji Płd.-Wsch. Wspólne ćwiczenia wojskowe takie jak manewry wojenne „Balikatan”, przeprowadzone przez Stany Zjednoczone wraz z Filipinami, są dobrym przykładem do budowania długoterminowych narzędzi odstraszających. Amerykańsko-demokratyczny sojusz może przechylić szalę na stronę Zachodu. Prowadzona przez Chiny polityka „cięcia salami”,  polegająca na stopniowym zdobywaniu terytoriów w regionie Morza Południowochińskiego, może się wtedy okazać nie do utrzymania.