Pomysł został szybko skrytykowany przez partnerów z koalicji rządowej.

Amerykańska ustawa, o której mówi de Wever, została uchwalona po zamachach z 11 września. Dawała służbom dużo większe możliwości ścigania i przetrzymywania osób, które stanowiły zagrożenie dla narodowego bezpieczeństwa. Szef flamandzkich nacjonalistów uważa, że podobne przepisy przydałyby się także w Belgii, gdzie - jego zdaniem - zbyt wiele osób z radykalnymi pomysłami cieszy się wolnością i umyka policji. Burmistrz Antwerpii nie sprecyzował, jak konkretnie miałyby wyglądać nowe przepisy, ale podkreślił, że powinny być realizowane przy poszanowaniu praw człowieka i wolności obywatelskich.

Propozycja de Wevera spotkała się jednak z ostrą krytyką partnerów koalicyjnych N-VA. Wicepremier Alexander De Croo z partii flamandzkich liberałów powiedział, że jeśli chce się rzeczywiście respektować demokratyczne wartości, nie można mówić o wprowadzeniu Patriot Act. Szef belgijskiej dyplomacji Didier Reynders powiedział zaś, że Belgia nie chce mieć u siebie Guantanamo. Odniósł się w ten sposób do kontrowersyjnego amerykańskiego więzienia, gdzie przetrzymywani są podejrzani o terroryzm.

Belgijski rząd po zamachach w Paryżu zaostrzył działania antyterrorystyczne. Okazało się bowiem, że napastnicy, którzy zaatakowali we francuskiej stolicy, pochodzili z brukselskiej dzielnicy Molenbeek. Obecnie w całym kraju obowiązuje trzeci poziom zagrożenia terrorystycznego. Wzmocniono patrole wojskowe i policyjne na ulicach, ograniczono możliwości organizacji większych zgromadzeń publicznych. Bart de Wever uważa, że te kroki są właściwe, ale niewystarczające.

>>> Polecamy: Straszliwy akt terroru w USA. To największa tragedia od czasów ataku na WTC