Na tle Unii polskie banki nie mają już ani wyjątkowo silnej pozycji kapitałowej, ani spektakularnej rentowności.

W europejskich badaniach przejrzystości wzięło udział 105 banków z 20 krajów UE oraz z Norwegii, instytucje o aktywach przekraczających 30 mld euro. Z Polski obowiązkowo – PKO BP. Wielkość aktywów badanych banków stanowiła ponad 67 proc. wszystkich aktywów całego sektora bankowego Unii. Porównywane były te same i oraz uzyskane dzięki takiej samej metodologii parametry na koniec 2014 roku i na 30 czerwca 2015.

W Polsce, oprócz PKO BP, Komisja Nadzoru Finansowego włączyła do badania 12 pozostałych największych instytucji. Było to w kolejności: Pekao, BZ WBK, mBank, ING BŚK, Getin Noble, Millennium, BGŻ BNP Paribas, Raiffeisen Bank Polska, Citi Handlowy, Deutsche Bank Polska, BPH oraz BOŚ. To instytucje, które w sumie gromadzą 81 proc. aktywów polskiego sektora bankowego.

>>> Czytaj też: Sobieraj: Bankowcy zrobili sporo złego. Mamy za pazurami dużo

Choć współczynnik kapitału podstawowego CET 1 w badanych polskich bankach wypadł dobrze i – jak podaje KNF – było to na koniec września 14,23 proc., trudno nie zaważyć, że blisko połowa z trzynastki to banki z mniejszymi lub większymi problemami. Tylko nieliczne nie mają w portfelach kredytów we frankach szwajcarskich. Tylko cztery z trzynastu mają kapitał Tier 1 wyższy od średniej w Polskim sektorze.

Co ujawniły testy

Testy przejrzystości prowadzone były w ramach Filaru III, nakładającego na banki obowiązek ujawniania danych bilansowych i pozabilansowych po to, żeby mobilizować je do przestrzegania dyscypliny rynkowej. Na tej podstawie powstaje obraz profilu ryzyka oraz pozycji kapitałowej i jakości aktywów. W niektórych aspektach badania te wchodzą głębiej w zakamarki bilansu niż przeglądy w ramach Filaru I.

Badanie przejrzystości to także nie to samo co stress-testy, które banki przeszły w 2014 roku i przejdą ponownie w roku przyszłym. Ujawniane są przypadki związane z rozmaitymi rodzajami ryzyka, ale nie są one poddawane hipotetycznej próbie zachowania w niekorzystnych rynkowych i makroekonomicznych okolicznościach. Nie ma więc założeń różnych scenariuszy, które wpływałyby na psucie się jakości aktywów, a więc badania te nie pokazują jak kapitał i sytuacja banku zachowywałyby się pod ich wpływem.

Badanie przeprowadzone było na podstawie danych składanych co kwartał przez banki do EBA. Celem była między innymi pełna porównywalność dla wszystkich instytucji. Uciera się już zasada, że banki będą co dwa lata przechodziły stress-testy i naprzemiennie testy przejrzystości.

W tym roku po raz pierwszy EBA zobowiązała banki do ujawnienia ekspozycji na dług rządowy i wielkość dźwigni stosowanej przez instytucje. Publikacja wskaźnika dźwigni (leverage ratio, LR) obowiązuje banki już od tego roku, a ma obowiązywać od 2018 roku w wysokości nie mniejszej niż 3 proc. To odwrotność dźwigni stosowanej przez bank pokazująca relację kapitału Tier 1 do całości aktywów, a nie tylko do aktywów ważonych ryzykiem (RWA).

Wskaźnik dźwigni różni się wtedy od współczynnika kapitału Tier 1, gdy bank ma na przykład aktywa o niskich wagach ryzyka albo też stosuje zaawansowane metody oceny ryzyka. Gdy jest on zbyt niski, a współczynniki kapitałowe wyglądają dobrze, to być może bank zaniża wagi lub ma zbyt liberalne metody oceny ryzyka.

Ponadto w tegorocznych testach europejski nadzorca szczególną uwagę zwracał na ekspozycje zagrożone (bilansowe i pozabilansowe) oraz ekspozycje będące w restrukturyzacji. Wyniki te akurat świadczą, iż przed europejskimi bankami jeszcze długa droga, zanim kryzys będą miały za sobą.

>>> Czytaj też: KNF: Niepokojąca jakość portfela kredytowego w polskich bankach

Kapitały rosną, banki zaczynają pożyczać

Pierwszy wniosek z testów jest bardzo optymistyczny i po raz pierwszy od wybuchu kryzysu został tak jednoznacznie sformułowany. Europejskie banki poprawiły swoją siłę kapitałową na tyle, że będą mogły stopniowo zwiększać akcję kredytową, co zresztą odczuwalne było już w tym roku, nawet w strefie euro. Poprawa kapitałów banków daje szansę na stopniowy wzrost aktywności gospodarczej w Unii – wynika z testów EBA.

Wskaźnik najtwardszego kapitału CET 1 do RWA wzrósł na koniec I półrocza tego roku do 12,8 proc., kapitału Tier 1 – do 14 proc., a całkowitego – do 16,7 proc. Wskaźnik kapitału CET 1 po wszystkich korektach, jakie nakazuje europejskie prawo (CRD IV i CRR), wyniósł 12 proc. Przeciętny wskaźnik dźwigni wyniósł 4,88 proc. i był znacząco powyżej minimum 3 proc. Od grudnia 2011 roku banki poprawiły wskaźnik kapitału CET 1 o 280 punktów bazowych, a od końca 2013 roku działo się to głównie z powodu wzrostu kapitałów, nie – jak było wcześniej – wskutek zmniejszania RWA.

W sumie kapitały wzrosły przez półtora roku o nieco ponad 200 mld euro. Na wzrost kapitałów składało się w 52 proc. zatrzymywanie zysków przez banki. Równocześnie wzrosły RWA o 140 mld euro, czyli o 1,3 proc. W ciągu I półrocza 2015 roku zwiększyły się o 242 mld euro. Kwota ta tylko z pozoru może wydawać się astronomiczną. Nie oznacza wcale przełomu, ale potwierdza, że przynajmniej niektóre europejskie banki rozpoczęły w tym roku selektywną akcję kredytową.

Wśród różnych klas RWA najbardziej wzrosły te związane z ryzykiem kredytowym i ryzykiem operacyjnym, a spadły powiązane z ryzykiem rynkowym, czyli głównie transakcje walutowe i na rynku towarowym. „Może to (…) sugerować, że reforma regulacyjna zaczyna powodować przekształcanie modeli biznesowych w kierunku bardziej tradycyjnych, o mniejszym udziale działalności tradingowej” – napisała EBA.

Wzrost RWA niemal w całości nastąpił w największych europejskich bankach. Ich RWA stanowią 75 proc. całej badanej próby. To kolejny dobry sygnał, bo od wybuchu kryzysu banki te mają słabsze wskaźniki kapitałowe niż mniejsze europejskie instytucje. Jednak nawet bankowym gigantom w ciągu półtora roku udało się podnieść wskaźnik kapitału CET 1 o 160 punktów bazowych, a przy tym w 2015 roku przestały się delewarować.

„W I połowie 2015 roku wzrostowi pozycji kapitałowej banków towarzyszył znaczny wzrost akcji kredytowej (…), co potwierdza, że wzrost kapitału nie uniemożliwia bankom kredytowania, a jest raczej do tego warunkiem koniecznym” – napisała EBA.

Badania EBA ujawniły też różnice wynikające z opcji narodowych dotyczących liczenia kapitału. Pokazały, że gdyby zastosować zgodnie z zaleceniami bazylejskimi i europejskim prawem wszystkie odliczenia, najtwardszy kapitał CET 1 w badanych bankach wyniósłby 12 proc., a nie 12,8 proc. Statystycznie to nie jest bardzo duża różnica, jednak gdyby nie opcje narodowe, kapitał CET 1 w bankach Irlandii, Belgii czy Hiszpanii wynosiłby w okolicach 10 proc. RWA, a w Portugalii nawet poniżej 10 proc.

Złe kredyty i za niska rentowność

Gdyby nie złe kredyty, europejski sektor bankowy wychodziłby na prostą. Tak jednak nie jest – wynika z badań EBA. W sumie wartości złych kredytów to 7,5 proc. PKB Unii. Odpowiada to skali strat, jakie po kryzysie pozostają do pokrycia. EBA stwierdza, że powolnemu wzrostowi akcji kredytowej towarzyszy „bardzo stopniowa” poprawa jakości aktywów, a właśnie zagrożone ekspozycje (non-performing exposures, NPE, to według definicji EBA opóźnione w spłacie o ponad 90 dni) powodują obawy o to, czy banki będą zdolne do kredytowania i czy będą zyskowne.

Przeciętny wskaźnik kredytów zagrożonych w całej Unii to wprawdzie 5,6 proc., ale w segmencie kredytów dla przedsiębiorstw wynosi on już 10 proc. Pokrycie rezerwami (średnia ważona) wynosi zaledwie 43 proc., a w przypadku kredytów dla gospodarstw domowych jedynie 38 proc. Równocześnie wielkość NPE jest ogromnie zróżnicowana w poszczególnych krajach. W Szwecji stanowi 1 proc. sumy bilansowej tamtejszych banków, a na Cyprze – połowę. Wartość złych kredytów na Cyprze to aż 136,7 proc. PKB tego kraju.

Wkrótce po kryzysie okazało się, że mniejsze instytucje kredytowe w Europie są znacząco lepiej skapitalizowane niż największe. Tak jest i teraz, ale to wcale nie znaczy, że są w lepszej sytuacji. Wprawdzie wskaźnik CET 1 mniejszych banków jest o bez mała 4 pkt proc. wyższy niż wielkich, ale ich zagrożone ekspozycje wynoszą aż 18 proc., gdy w przypadku tych wielkich jest to tylko 4 proc. Małe banki, choć są mocniejsze kapitałowo, z powodu złych kredytów muszą prawdopodobnie jeszcze się delewarować.

Co więcej – restrukturyzacja kredytów jest mało skuteczna. Służy ona temu, żeby kredyt przywrócić do regularnej spłacalności. Testy EBA pokazują jednak, że 37 proc. ze zrestrukturyzowanych kredytów staje się ponownie zagrożonymi, a ich spłaty są nieregularne. Najgorzej jest w przypadku kredytów dla firm, w przypadku których status nieregularnych przybiera ponownie ponad 40 proc.

EBA zwraca uwagę, że kilka krajów w restrukturyzacji kredytów odnosi jednak sukcesy. Dlaczego? Restrukturyzacja podejmowana jest na wczesnym etapie, kiedy kredyt jest jeszcze regularnie spłacany i zanim stanie się zagrożony – konkluduje europejski nadzorca. Banki są bardziej wyczulone na trudności kredytobiorcy, szybciej je identyfikują i szybciej reagują

Choć w I połowie tego roku nastąpił ogromny skok rentowności europejskich banków, wciąż budzi ona obawy o długoterminową zdolność do pozyskiwania kapitału. Wskaźnik rentowności kapitału Tier 1 (RoRC) wzrósł do 9,1 proc. na koniec czerwca 2015 r., z 4,65 proc. na koniec 2014 roku. Stało się tak dzięki dochodom z tradingu oraz sezonowo niższym rezerwom.

Pomimo to rentowność jest nadal niska w relacji do kosztu kapitału (CoE), a szczególnie w bankach z państw najmocniej dotkniętych przez kryzys. Banki podają, że średni CoE wynosi dla nich nieco powyżej 8 proc., EBA kalkuluje jednak, że jest to powyżej 9 proc. EBA uważa, że długoterminowy zwrot z kapitału (wskaźnik ROE) powinien wynosić od 10 do 12 proc., żeby można było mówić o stabilności sektora.

Jakie są powody obaw o rentowność sektora? Niskie dochody odsetkowe spowodowane środowiskiem niskich stóp, wciąż słaba jakość aktywów i wynikające z tego straty z tytułu utraty ich wartości, marna efektywność, czyli wysokie koszty w relacji do dochodów oraz rezerwy na ryzyko prawne, związane z procesami przeciwko bankom.

Banki nadal kupują dług rządowy pełnymi garściami, choć EBA zauważa, że w I półroczu 2015 r. nastąpiło lekkie przesunięcie ku obligacjom rządów z innych niż własne państwo. Być może wraz z tym, jak nadzór przy Europejskim Banku Centralnym SSM i Komisja Europejska zaczęły sygnalizować, że na dłuższą metę utrzymywanie wagi ryzyka zero dla długów państw Unii jest utrzymywaniem fikcji, banki także to ryzyko zaczynają powoli dywersyfikować.

>>> Czytaj też: KNF: Niepokojąca jakość portfela kredytowego w polskich bankach

Polskie banki już poniżej średniej

Czy polskie banki – jak jeszcze było do niedawna – należą do najsilniejszych w Unii? Już nie. W Austrii, we Włoszech, w Portugalii, Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii, nie mówiąc o Grecji (z krajów tych banki nie wzięły udziału w badaniach, bo właśnie trwa tam ich rekapitalizacja), liczne banki z trudem walczą o rentowność i kapitał. Nie oznacza to już jednak, że polskie banki pozostają liderami pod względem skapitalizowania i rentowności.

W wielu krajach, w tym silnie dotkniętych przez kryzys, w różny sposób doszło do czyszczenia bilansów ze złych aktywów oraz rekapitalizacji banków. Tak stało się na przykład w Słowenii, gdzie banki badane przez EBA wykazują obecnie imponujące 17,75 proc. kapitału CET 1. Polskie banki – owszem – budowały przez ostatnie lata fundusze własne, ale na tle Europy sytuują się teraz nieco poniżej średniej – wynika z danych KNF.

W ogłoszonych ostatnio zaleceniach dotyczących polityki dywidendowej KNF podaje, że średni współczynnik kapitału Tier 1 w Europie wynosił na koniec czerwca 2015 roku 14,56 proc., gdy w Polsce w skali całego sektora (a nie tylko 13 największych banków) było to 14,01 proc. Wynika to z tego, że w wielu krajach Europy banki już teraz oprócz podstawowych wymogów regulacyjnych muszą posiadać dodatkowe bufory kapitałowe.

W krajach Europy Centralnej i Wschodniej, także dzięki restrukturyzacji aktywów, Tier 1 wynosi obecnie już 16,08 proc. Nie można zapominać, że banki w części z tych krajów, podobnie jak w Polsce, mają portfele kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich.

Jeśli chodzi o łączny współczynnik kapitałowy, to – na połowę 2015 roku – jest on o 179 punktów bazowych niższy niż średnia europejska oraz aż o 273 pb niższy niż mają banki w naszym regionie.

Badanie EBA pokazuje, że Polska jest jedynym (obok Węgier) krajem w Europie, w którym od końca 2013 roku do połowy 2015 r. banki zmniejszyły – o 1,6 proc. – kapitał CET 1 w proporcji do RWA. Sam najtwardszy kapitał wzrósł wprawdzie w tym czasie o 1,5 proc., jednak RWA wzrosły mocniej, bo o 2,8 proc.

Testy EBA – po nałożeniu ich wyników na dane KNF – pokazały, że wśród największych polskich banków tylko cztery (Pekao, Citi Handlowy, Millennium i BPH) mają wyższy współczynnik kapitałowy Tier 1 niż wynosi średnia dla sektora – będąca już poniżej europejskiej przeciętnej. Choć polskie banki w ciągu ostatnich lat podnosiły kapitały, inni robili to szybciej. Rentowność europejskich banków nie pokrywa jeszcze kosztu kapitału, jednak rośnie. W przypadku polskich banków – silnie spada. Gdy dodatkowo ją obniży podatek bankowy, o wzrost kapitałów będzie jeszcze trudniej