Po transformacji liberalizm utożsamiano – i słusznie – z wolnością. Społeczeństwo liberalne to bowiem takie, które dopuszcza jak najwięcej wolności. Możemy czynić wszystko, co tylko chcemy, o ile nie naruszamy cudzej wolności.

Sformułowanie takie nie ma nic lub niemal nic wspólnego z doktryną gospodarczą neoliberalizmu, do której – też słusznie – wielu myślicieli ma liczne zastrzeżenia. Z neoliberalizmu wypływa jeden tylko, ale fatalny, wniosek dla życia społecznego, a mianowicie przekonanie, że wolność gospodarcza służy po równi wszystkim. To nieprawda i – także słusznie – Tadeusz Mazowiecki chciał społecznej gospodarki rynkowej, co w tamtych okolicznościach zapewne było niemożliwe. Chodziło bowiem nie tylko o postawienie gospodarki na nogi, ale także o dynamiczny wzrost. Natomiast państwa po prostu nie było stać na to, by stało się opiekuńcze. Więc stopniowo przymiotnik „liberalny” zaczął być utożsamiany z tym, co bezlitosne, bezwzględne i wobec tego godne potępienia.

>>> Czytaj też: Który ustrój polityczny jest najlepszy do bogacenia się społeczeństw?

Istotną rolę w tym procesie odegrał Kościół, który pogodził się z istnieniem demokracji, acz niechętnie, ale nie z istnieniem liberalizmu. Słowa Jana Pawła II na temat demokracji („Centesimus annus”) z 1991 r. wciąż pozostają najdalej idącą pochwałą demokracji, jaką wygłosił oficjalny Kościół. Kościół nie może pochwalać liberalizmu, bo nie może pochwalać maksymalizacji wolności. Jednak nie musi zwalczać liberalizmu, identyfikując go z nadużyciami wolności. Niestety, Kościół, a zwłaszcza polscy biskupi zupełnie tego nie rozumieją.

Ponieważ politycy słusznie sądzili, że nie całe polskie społeczeństwo popiera wolność, a znaczna jego część niektóre formy wolności potępia, to w czasach rządów PO unikali lansowania liberalizmu i nawet liberał z ducha i kości Donald Tusk nie eksponował przesadnie swoich przekonań. Dla antyliberałów było to jednak za mało. Chcieli koniecznie zakazywać i karać za zachowania niezgodne z ich kodeksem. Ludzkiej wolności po prostu nie szanują. A jest ich duży zastęp. Bo nienawistników, żółciowców i autokratów odnajdziemy w każdym społeczeństwie. A ich wpływ rośnie razem z falą imigracji .

Okoliczności te zostały wykorzystane przez PiS, który przypuścił frontalny atak na liberalizm, czyli w konsekwencji na wolność. Każde wolne, a zatem niezależne od władzy, zachowania uznano za liberalne, co jest kompletnym nonsensem. Liberał, zdaniem obecnej władzy, to zwolennik korupcji, pornografii, wpływów Zachodu i – ogólnie mówiąc – świnia.

Nic dziwnego, że na takie poglądy zareagowali zwolennicy wolnego, czyli liberalnego społeczeństwa. To społeczeństwo, a co najmniej duża jego część, chce być liberalne, a państwu nic do tego. Państwo ani nie może nas pouczać, ani nam nakazywać lub zakazywać w sferze prywatnej i w sferze społeczeństwa obywatelskiego .

Kiedy więc bronimy liberalizmu, nie posługujmy się sformułowaniem „demokracja liberalna”, bowiem innej demokracji być nie może. Natomiast jeżeli chcemy bronić rządów prawa, w istocie chcemy bronić demokracji bez żadnych przymiotników. Rządy prawa są bowiem nieuniknionym elementem demokracji, a jeżeli są naruszane, zagrożona jest sama demokracja. Demokracja to nie tylko wybory i władza większości. A większość nie ma żadnych uprawnień, by naruszać rządy prawa. Większość także nie może walczyć ze społeczeństwem liberalnym, bo jest tylko większością arytmetyczną, a nie ideową. Liberalizm zaś to idea wolności, z której zrezygnować nie możemy .

>>> Czytaj tez: Mam te same poglądy, tylko inaczej to nazywam [Wywiad z Ryszardem Petru]