Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów obliczenia KNF dot. przedstawionej w styczniu przez Kancelarię Prezydenta propozycji "kursu sprawiedliwego" uznał za "szalone" i bezwartościowe. Zaapelował do Komisji, "by jednak rzetelnie policzyła skutki" ustawy frankowej, którą przygotowuje teraz Kancelaria Prezydenta.

PAP: Brytyjczycy zdecydowali w referendum o wyjściu ich kraju z UE, to uderza w naszą walutę, czy w tej sytuacji tzw. ustawa frankowa - przygotowywana w Kancelarii Prezydenta - jest potrzebna?

Henryk Kowalczyk: Ona jest potrzebna w jakimś zakresie - nie wiem w jakim i kogo ma dotyczyć. Jest bardzo dużo różnych spraw z tym związanych, m.in. wyroki sądów, które podważają w ogóle te umowy, jest opinia rzecznika finansowego, druzgocąca dla banków.

Ale też nadal nie mamy wiarygodnej wiedzy na temat wielkości kredytów, tego jak są one spłacane, tego kiedy były one zaciągnięte. Bez tego nie da się rzetelnie wyliczyć skutków finansowych takiej ustawy.

Podobno nie da się tego wyliczyć.

Da się.

Padają argumenty, że to ma być rozłożone w czasie, że nie wiadomo, na który wariant (projekt ustawy przygotowywany w Kancelarii Prezydenta może ich zawierać kilka) ludzie się zdecydują.

Wszystko da się wyliczyć - tym bardziej koszty wdrożenia takiej ustawy. To wszystko jest policzalne, jeśli dysponuje się danymi. Niestety tego nie zrobiono. KNF poszła po linii najmniejszego oporu - zapytała banki, jak one to szacują, a wiadomo, że one oszacują bardzo dużo. Banki podały w ankietach swoje oceny skutków. Na tej podstawie KNF przedstawiła szalone wyliczenia o koszcie prezydenckiej ustawy frankowej rzędu 70 mld zł.

Czyli te wyliczenia nie są dla pana wiarygodne?

Dla mnie nie mają żadnej wartości, jeżeli ja nie znam metodologii tych wyliczeń, to nie ma powodu w takie wyliczenia wierzyć.

Więc realistycznie do tego podchodząc, pana zdaniem, będzie ta ustawa czy nie?

Dopóki nie zmieni się podejście KNF i nie przedstawi ona wiarygodnych wyliczeń, to nie powinno być tej ustawy, bo nie możemy brać odpowiedzialności za sektor bankowy. Nie może być tak, że uchwalimy coś, czego skutków nie znamy. Apelujemy więc do KNF, by jednak rzetelnie policzyła skutki tych rozwiązań.

Bez obliczeń można przyjąć tzw. ustawę frankową w bardzo okrojonej formie - dla najmniej zarabiających.

Ale globalną ustawę - bez policzenia skutków - ja bym się bał uchwalić. Chociaż rozumiem, że to powinno być zrobione, ale musi być wiedza. Bo jeśli nawet ta wiedza jest trudna, w tym sensie, że koszty okażą się bardzo wysokie, to wtedy można to rozłożyć w czasie, można zrobić uzgodnienia z sektorem bankowym. Ale jeśli nie ma wiedzy, to nie ma o czym mówić.

>>> Czytaj też: Frankowicze wytrzymają nawet 6-6,50 zł za franka. Nowe wyliczenia