Poprawiając projekt budżetu na przyszły rok, rząd – oprócz wzrostu dochodów i wydatków, w tym rewizji wpływów z CIT i podatku handlowego, dokonał jeszcze jednej niewielkiej zmiany. Na nowo policzył wielkość długu publicznego według unijnej metodologii. Jest ona szersza od krajowej, do długu wlicza się bowiem również zadłużenie takich instytucji jak Krajowy Fundusz Drogowy. Według projekcji, która znalazła się w ostatecznej wersji projektu budżetu, dług na koniec 2017 r. wyniesie 55 proc. PKB. W wersji z sierpnia Ministerstwo Finansów wyliczało go na 54,9 proc. PKB.

Jeśli założenie rządowe się sprawdzi, dług sektora rządowego i samorządowego od 2014 r. wzrósłby łącznie o 4,5 pkt proc. PKB i zbliżyłby się do wielkości sprzed reformy OFE. Na początku 2014 r. rząd PO-PSL przekazał do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych część aktywów funduszy emerytalnych, jakie te miały w obligacjach skarbowych, po czym umorzył te obligacje. Wartość aktywów OFE spadła, ale wyraźnie poprawiły się też statystyki długu. O ile jeszcze w 2013 r. dług liczony po unijnemu sięgał 56 proc. PKB, o tyle już rok później stopniał do 50,5 proc. PKB. Od tamtego momentu znów systematycznie rośnie.

Wyjątkowo duże tempo wzrostu notujemy w tym roku. Rząd zakłada, że zadłużenie sektora wyniesie 53,7 proc. PKB. To aż o 2,3 pkt proc. PKB więcej niż w ubiegłym roku, a gdy policzy się w złotych – o 77 mld więcej. I znacznie powyżej rządowych prognoz wpisanych do budżetu na 2016 r. (51,6 proc. PKB, wzrost o 46,4 mld zł).

Skąd ten wzrost? Ekonomiści zwracają uwagę, że mimo niezłego tempa wzrostu gospodarczego Polska utrzymuje deficyt w sektorze rządowym i samorządowym. Teoretycznie powinien on spadać, tymczasem w tym roku może zostać utrzymany na poziomie z roku ubiegłego, a w przyszłym roku ma nieznacznie wzrosnąć.

– Drugi powód to bardzo niska inflacja, a właściwie deflacja. Działa ona w ten sposób, że nominalny PKB rośnie słabo, więc dług przeliczony na PKB przyrasta szybciej, niż spodziewał się tego rząd oczekujący większego wzrostu cen – mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.

>>> Polecamy: Na pewno wiesz wszystko o emeryturach? Ten artykuł z pewnością to zweryfikuje

Teoretycznie przy utrzymaniu tak dużego tempa wzrostu długu, w ciągu trzech, czterech lat jego wielkość może się zbliżyć do poziomu 60 proc. PKB. To limit, którego kraj członkowski Unii Europejskiej, w myśl kryterium fiskalnego, nie powinien przekraczać. Piotr Kalisz zakłada, że rząd będzie się starał nie dopuścić do naruszenia tego kryterium – podobnie jak teraz stara się utrzymać deficyt sektora rządowego i samorządowego poniżej 3 proc. PKB.

– Zbliżenie się długu liczonego metodą unijną do 60 proc. PKB oznaczałoby, że dług publiczny według krajowej metodologii wynosiłby ok. 55 proc. PKB, a do tego rząd chyba nie dopuści. Ta ścieżka wzrostowa długu nie może być utrzymana i zapewne zostaną wymuszone jakieś działania: albo podwyżki podatków, albo cięcia wydatków. Polityka fiskalna w takim kształcie jak obecnie nie może być kontynuowana – mówi Piotr Kalisz.

Według Urszuli Kryńskiej, ekonomistki Banku Millennium, największe zagrożenie to właśnie utrzymanie obecnego kursu polityki fiskalnej. Jej zdaniem niebezpieczne nie jest nawet przekroczenie przez dług 60 proc. PKB – wielu członków UE, w tym kraje strefy euro, utrzymuje dług na znacznie wyższych poziomach. Takie rozwiązania jak np. obniżenie wieku emerytalnego (co ma nastąpić pod koniec przyszłego roku) mogą powodować wzrost deficytu strukturalnego, czyli liczonego bez uwzględnienia wpływu bieżącej koniunktury gospodarczej.

– Utrzymywanie wysokiego deficytu strukturalnego na podwyższonym poziomie mimo kilkuletniego już okresu wzrostu gospodarczego to strategiczny błąd. Ten deficyt właśnie teraz powinien maleć, by w czasie pogorszenia koniunktury można go było zwiększyć. Jeśli teraz doszłoby do jakiegoś gospodarczego załamania połączonego z osłabieniem złotego, to zarówno deficyt, jak i dług wzrosłyby skokowo i na jakiekolwiek działania ratunkowe byłoby za późno – mówi ekonomistka. 

>>> Czytaj też: Pieniądze się znalazły. Inwestorzy giełdowi i markety uratują budżet