Zapasów gazu starczy na miesiąc

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
6 stycznia 2009, 03:30
Dostawy gazu do Polski
Dostawy gazu do Polski/DGP
Spadek dostaw gazu przez Ukrainę Gazprom rekompensuje na razie zwiększonym przesyłem przez Białoruś. Dalsze ograniczenie tranzytu gazu przez Ukrainę grozi jednak kryzysem, ponieważ możliwości zwiększenia przesyłu przez Białoruś są ograniczone. A nasze zapasy starczą na tylko miesiąc...

Rośnie zagrożenie zmniejszeniem dostaw rosyjskiego gazu ziemnego do Polski. Spadek ciśnienia w gazociągu biegnącym do naszego kraju przez Ukrainę Gazprom rekompensuje na razie zwiększonym przesyłem przez Białoruś. Jednak białoruskie rury nie są w stanie już na zachód Europy dostarczać więcej surowca. A to - przy dalszym spadku wielkości tranzytu przez Ukrainę - grozi kryzysem gazowym. Polska jest w wyjątkowo trudnej sytuacji, ponieważ gaz z Rosji zaspokaja niemal 70 proc. krajowych potrzeb. Tymczasem nie mamy alternatywy dla gazu z tego kierunku.

Białoruś nie da więcej gazu

Z początkiem nowego roku ciśnienie w gazociągu biegnącym przez Ukrainę do naszego kraju niepokojąco spadło. W miniony piątek w punkcie zdawczo-odbiorczym w Drozdowiczach odnotowano 11-proc. zmniejszenie dobowej zamówionej ilości gazu. W celu uzupełnienia poziomu dostaw do naszego kraju zwiększono odbiór gazu w punkcie Wysokoje na granicy polsko-białoruskiej. Jak informuje Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, w ten sposób utrzymywany jest poziom zaplanowanych dostaw ze Wschodu.

- Sytuację na granicy stale monitorujemy. Dostawy do Polski są już stabilne i zgodne z obowiązującym kontraktem - zapewniła nas Joanna Zakrzewska z PGNiG.

Jeśli jednak ciśnienie w gazociągu biegnącym przez Ukrainę ponownie spadnie, może zacząć brakować gazu. Jak tłumaczy Andrzej Szczęśniak, niezależny analityk rynku paliw, rurociąg białoruski jest już niemal pełny.

- Ostatnie zwiększenie dostaw gazu ziemnego do Polski przez Białoruś wykorzystało prawie maksimum mocy przesyłowych z tego kierunku - wyjaśnia.

- Punkt wejścia do polskiego systemu przesyłowego ma ograniczoną przepustowość - potwierdza Michał Swół, menedżer z KPMG.

Według niego dalsze ograniczenie dostaw do Polski jest realne.

- To jednak czarny scenariusz. Obie strony muszą się porozumieć, Rosji zależy bowiem, by gaz płynął na Zachód. Obecna sytuacja psuje im wizerunek wiarygodnego dostawcy - dodaje.

Za małe zapasy

Choć PGNiG zapewnia, że dysponuje zapasami surowca, to magazyny spółki, wypełnione obecnie w 85 proc., zaspokoją jedynie kilkutygodniowe potrzeby rynku. I to też tylko częściowe.

- Z magazynów jesteśmy w stanie uzyskać najwyżej 25 mln m sześc. gazu na dobę, co przy obecnym dobowym zużyciu na poziomie 45 mln m sześc. jest wielkością niewystarczającą. Co więcej, jeśli temperatura spadnie, to konsumpcja tego paliwa skoczy do 50 mln m sześc. - ostrzega Andrzej Szczęśniak.

Zdaniem Przemysława Wiplera, byłego dyrektora Departamentu Dywersyfikacji Nośników Energii Ministerstwa Gospodarki, sytuacja jest jeszcze bardziej trudna.

- Ze względów technicznych PGNiG z magazynów w ciągu doby wypompować może najwyżej kilkanaście milionów metrów sześciennych - dodaje.

Według niego kryzys jest wobec tego jak najbardziej realny.

- Niewykluczone, że rząd będzie musiał wydawać decyzje o ograniczeniu dostaw dla odbiorców przemysłowych. Jeśli nastąpi eskalacja problemu z zaopatrzeniem w gaz, to nawet gospodarstwa domowe, które - choć są chronione rozporządzeniem - będą zagrożone - alarmuje.

W 2004 i 2006 roku już mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją. W wyniku sporu na linii Ukraina-Rosja zmniejszono przesył gazu do Polski.

Historia zatacza koło

- Trzy lata temu jednak okoliczności były bardziej niesprzyjające niż obecnie - uspokaja Andrzej Szczęśniak.

Wówczas dostawy z Ukrainy spadły o 40 proc., zaś warunki pogodowe były znacznie gorsze - panował bowiem mróz.

- W efekcie zabrakło gazu dla zakładów chemicznych i rafinerii - przypomina.

Przedsiębiorstwa zanotowały wielomilionowe straty. W konsekwencji nie udało się też sprywatyzować zakładów wielkiej syntezy chemicznej.

- Wtedy mogliśmy mówić o kryzysie. Aktualnie nie ma podstaw do paniki - uspokaja analityk.

Choć, jak zastrzega, jeśli temperatura jeszcze spadnie i utrzyma się na niskim poziomie przez dłuższy czas, niewykluczone, że do kryzysu dojdzie.

Według ekspertów problemem jest kruchość polskiego systemu gazowego w trudnych momentach.

- Martwi mnie, że choć co kilka lat przeżywamy kolejne kryzysy tego typu, to nie wyciąga się z nich żadnych wniosków. Wystarczy powiedzieć tylko, że w ciągu ostatnich lat spadło wydobycie własne PGNiG, zaś moce wydawcze zapasów gazu z magazynów w tym czasie wzrosły tylko nieznacznie - tłumaczy Andrzej Szczęśniak.

SZERSZA PERSPEKTYWA - RYNEK

Krajowe wydobycie gazu nie zaspokoi potrzeb. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo przez trzy kwartały 2008 roku wydobyło 3 mld m sześc., przy sprzedaży gazu na poziomie 10 mld m sześc. Ewentualnego braku surowca nie jesteśmy w stanie zrekompensować sobie też zwiększeniem dostaw z innego źródła - blisko 70 proc. gazu zużywanego w naszym kraju pochodzi właśnie z Rosji.

Nie dysponujemy wciąż gazoportem, który umożliwiłby nam import LNG (skroplony gaz ziemny) drogą morską (projekt Baltic Pipe) ani możliwością otrzymywania gazu z Norwegii.

- W sytuacji, gdy PGNiG przystępuje do rozmów o nowym kontrakcie, który ma obowiązywać od 2010 roku, stawia to nas w bardzo niekorzystnej sytuacji negocjacyjnej - oceniają eksperci.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj