Jambon, który w niedzielę był gościem telewizji VTM Nieuws, krytykował uwięzienie członków katalońskiego rządu i - jak mówił - złe traktowanie pokojowych manifestacji w Katalonii. „Madryt posunął się za daleko. Gdzie jest Europa?” – powiedział.

Jego zdaniem zadziwiające jest to, że Europa w tej sprawie milczy. „Zastanawiam się, gdzie jest Europa w tej historii. Te rzeczy dzieją się w jednym z państw członkowskich, a zewsząd jest milczenie” - powiedział. Jak dodał, gdyby do podobnych rzeczy doszło w Polsce czy na Węgrzech, reakcje byłyby zupełnie inne.

Jambon powtórzył kilkakrotnie, że rząd Belgii zdecydował się nie przedstawiać publicznie stanowiska, jeśli chodzi o przyszłość zdymisjonowanego premiera Katalonii Carlesa Puigdemonta, ponieważ sprawa jest w sądzie. Jego zdaniem należy jednak pilnować, by Puigdemont i jego rząd zostali sprawiedliwie potraktowani przez wymiar sprawiedliwości. „Istnieje prawo hiszpańskie, ale też prawo międzynarodowe, Europejska konwencja praw człowieka i inne. One są ponad prawem państwa członkowskiego” – podkreślił.

Reklama

Jan Jambon jest wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych oraz przewodniczącym frakcji poselskiej Nowego Sojuszu Flamandzkiego (N-VA) - separatystycznej partii flamandzkiej, która od początku kryzysu katalońskiego wyrażała sympatię dla niepodległościowych dążeń tego regionu Hiszpanii.

Według wielu komentatorów, decyzja katalońskich polityków o przyjeździe do Brukseli była efektem wcześniejszych wypowiedzi belgijskiego sekretarza stanu ds. polityki azylowej i imigracji Theo Franckena z N-VA, który sugerował, że Puigdemont mógłby liczyć na "azyl polityczny" w Belgii.

W czwartek szef regionalnego rządu Flandrii Geert Bourgeois z tej samej partii powiedział, że jest wstrząśnięty postępowaniem Madrytu. „Aresztowanie demokratycznie wybranych przywódców to stanowczo o jeden most za daleko” – oświadczył Bourgeois i wezwał Unię Europejską do podjęcia kroków w tej sprawie. „Jestem zszokowany, że tego rodzaju rzeczy mogą się dziać w dzisiejszej Europie” – dodał.

W niedzielę brukselska prokuratura podała, że zdymisjonowany szef rządu Katalonii i czterej jego współpracownicy oddali się w ręce belgijskiej policji. Po południu sąd w Brukseli rozpatrzy wydany przez Hiszpanię Europejski Nakaz Aresztowania katalońskich polityków.

Carles Puigdemont i jego współpracownicy: Antoni Comin, Clara Ponsati, Meritxell Serret oraz Lluis Puig zgłosili się na policję w niedzielę rano. Jak podają belgijskie media, katalońscy politycy zdecydowali się na ten krok, by uniknąć aresztowania niekorzystnego z wizerunkowego punktu widzenia.

Madrycki sąd Audiencia National wydał Europejski Nakaz Aresztowania w piątek. Władze Hiszpanii zarzucają w nim politykom katalońskim m.in. "rebelię, działalność wywrotową, sprzeniewierzenie środków publicznych i nieposłuszeństwo wobec władz centralnych”. Według prawa hiszpańskiego za czyny te może grozić nawet do 30 lat więzienia. Tego samego dnia belgijska prokuratura federalna powiadomiła, że otrzymała ENA.

>>> Czytaj też: Puigdemont oddał się w ręce belgijskiej policji