Gotowość bojowa francuskich śmigłowców nie jest taka zła? Ekspert: W ich sytuacji jest całkiem niezła [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 grudnia 2017, 17:44
EC725 Caracal
EC725 Caracal/ShutterStock
31,7 proc. śmigłowców caracal we francuskiej flocie w 2016 r. było gotowych do użycia. Jak na sytuację, w jakiej operują, to całkiem niezły wynik - mówi w wywiadzie Juliusz Sabak, ekspert lotnictwa serwisu Defence24.pl.

Jak na sytuację w jakiej operują, to całkiem niezły wynik. Bo np. uderzeniowe śmigłowce tiger miały w tym samym czasie tę gotowość na poziomie 25 proc. Co i tak było lepiej niż rok wcześniej, gdy oscylowała ona wokół 21 procent. A koszty ich serwisowania to niemało: rocznie półtora miliona euro za sztukę. Ale ta stosunkowo niska gotowość bojowa wynika to z tego, że śmigłowce tiger i caracal biorą obecnie udział w operacjach bojowych w Afryce. Warunki dla śmigłowców są tam bardzo ciężkie: pył i wysokie temperatury robią swoje. Pył niszczy przekładnie, zatyka silniki i powoduje znacznie wyższe niż zazwyczaj zużycie części zamiennych.

Powtórzę, ten sprzęt bierze udział w operacjach w Syrii, Mali czy Libii. To są misje bojowe. Dostarczenie części i ludzi do obsługi technicznej na miejsce zwielokrotnia koszt eksploatacji. Każda śrubka zanim zostanie wkręcona musi przelecieć tysiące kilometrów. Oczywistym jest, że taniej jest gdy śmigłowce są na miejscu, we Francji.

My mamy inne problemy niż flota francuska. Dla nas trudnością jest dostęp do poradzieckich części zamiennych, a większość naszych śmigłowców to właśnie tego typu konstrukcje. Tajemnicą poliszynela, narzekał na to m.in. były szef lotników generał Tomasz Drewniak, jest to, że niską gotowość operacyjną mają także maszyny produkowane w Polsce np. śmigłowce SW – 4 Puszczyk.

Te dane są niejawne.

Być może tak było, nie jestem w stanie tego potwierdzić. Wydaje się, że są to liczby porównywalne do francuskich.
Ale o problemach z modernizacją i obsługą naszych statków powietrznych świadczą choćby przygody śmigłowców ratowniczych Anakonda, które zostały odebrane przez wojsko z opóźnieniem liczonym w miesiącach, a w niektórych przypadkach nawet latach.
Warto też pamiętać, że żadne z naszych śmigłowców nie biorą obecnie udziału w działaniach wojennych. Za granicami są jedynie samoloty F – 16. Jeśli bylibyśmy na wojnie ta na pewno gotowość by spadła, a koszty radykalnie wzrosły. Dokładnie tak jak u Francuzów, czy właśnie podczas naszej misji w Afganistanie.

>>> Czytaj też: Wiceszef MON: Sprawa caracali we Francji potwierdza, że mieliśmy rację

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: DGP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj