Proceder importu antracytu z okupowanego przez Rosjan Zagłębia Donieckiego do Polski opisaliśmy na łamach DGP jako pierwsi. Od 4 października 2017 r. opublikowaliśmy na ten temat kilkadziesiąt artykułów. Ponieważ sprawa jest skomplikowana, przygotowaliśmy kompendium najważniejszych informacji na ten temat, bazując na pytaniach, które są nam najczęściej zadawane.

READ THE STORY IN ENGLISH

Dlaczego handel donbaskim antracytem jest naganny?

Reklama

Po wybuchu wojny w Zagłębiu Donieckim w 2014 r. wszystkie ukraińskie kopalnie antracytu – państwowe i prywatne – znalazły się na terenie opanowanym przez samozwańcze Doniecką i Ługańską Republiki Ludowe kontrolowane przez Rosjan. A gdy Ukraina po pewnym czasie zakazała handlu z separatystami, ci w odwecie bezprawnie przejęli wszystkie kopalnie. Przez pierwsze lata wysyłką węgla do Rosji zajmowali się urzędnicy DRL i ŁRL, lecz ostatnio zmonopolizował ją oligarcha Serhij Kurczenko. Donbaskie kopalnie są rabunkowo eksploatowane. Węgiel najpierw trafia do Rosji, gdzie – za zgodą rządu w Moskwie – otrzymuje fałszywe dokumenty potwierdzające jego rzekomo rosyjskie pochodzenie. Następnie jest wysyłany drogą morską lub lądową do innych państw, w tym Polski. Zyski z handlu trafiają do kieszeni Kurczenki i separatystów. Wielu z nich jest wpisanych na listy sankcyjne USA i Unii Europejskiej

Co to jest antracyt i do czego służy?

Antracyt to najbardziej energetyczny węgiel kamienny. Najbardziej kaloryczny, o największej wartości opałowej, zawiera najwięcej „węgla w węglu”. Na Ukrainie antracyt był spalany w elektrowniach. Polskie elektrownie nie używają tego rodzaju węgla, bo spalają głównie miały energetyczne. Polska od lat 90. XX w., gdy zamknięto Zagłębie Wałbrzyskie, nie produkuje antracytu. W przeciwieństwie do Ukrainy, która musi importować antracyt z innych źródeł i stopniowo przestawić elektrownie na gaz, nie jest to z punktu widzenia Warszawy surowiec o znaczeniu strategicznym. W Polsce antracyt może być wykorzystywany w chemicznych procesach uzdatniania wody i oczyszczania ścieków. Służy także do produkcji elektrod. Jest składnikiem do produkcji materiałów dla hutnictwa, np. nawęglaczy i spieniaczy żużla. Część surowca polscy importerzy reeksportują do innych państw UE.

Jaka jest skala problemu?

Według naszych informacji do Polski od marca 2017 r. do września 2018 r. trafiło w sumie 304 tys. ton antracytu z Donbasu. W tym roku koleją (przede wszystkim przez Małaszewicze) przyjeżdża go znacznie mniej niż wcześniej, a utrata przychodów z tego tytułu w porównaniu do roku ubiegłego sięga kilkudziesięciu mln dolarów.
Warto zaznaczyć, że antracyt kupują firmy prywatne, więc stwierdzenie, że państwo polskie sprowadza węgiel od separatystów, jest nieuczciwe. Prawdą jest jednak, że państwo przymyka oczy na ten proceder. Gdy Ministerstwo Energii mówi o znikomym wpływie tego importu na polski bilans energetyczny, ma rację. Ale problem z antracytem z Donbasu nie polega na jego wpływie na polski rynek, tylko na tym, że wbrew polskiej racji stanu i polityce unijnej wspiera on prorosyjskich separatystów.

Nie ma możliwości zakupu ukraińskiego antracytu?

Nie da się kupić antracytu z Ukrainy, ponieważ kopalnie tego surowca znajdują się wyłącznie po stronie zajętej przez separatystów. Ukraina na początku 2017 r. wprowadziła embargo na handel z okupowanymi terytoriami. Jeśli Ministerstwo Energii podaje w tym kontekście dane dotyczące importu z Ukrainy, który zmalał do zera, wprowadza opinię publiczną w błąd. Antracyt z Zagłębia Donieckiego dzięki fałszywym certyfikatom pochodzenia jest księgowany jako import z Rosji.

Kto kupuje antracyt po polskiej stronie?

Według naszych ustaleń, robiły to lub nadal robią to wyłącznie firmy prywatne. Większość z nich ma czysto polski kapitał. W listach przewozowych, którymi dysponujemy, są m.in. Szar z Częstochowy albo K-Investments z Zielonej Góry, które nawet chwaliło się na swej stronie internetowej, że jest udziałowcem dwóch kopalń w Doniecku. Gdy pytaliśmy o nie w zeszłym roku, właściciele tłumaczyli, że to tylko „chwyt marketingowy” i pomyłka. Mimo to informacja o kopalniach widniała do lipca 2018 r. na ich stronie internetowej. Niektóre zarejestrowane w Polsce firmy mają ślady kapitału bezpośrednio powiązanego z separatystami. Wśród właścicieli prężnie działającej spółki TD Anthracite ze Sławkowa do 2017 r. był Ihor Łyzow, pełniący funkcje kierownicze w rządzącej DRL partii Republika Doniecka. Z kolei większościowym udziałowcem i do niedawna prezesem katowickiej firmy Doncoaltrade, która sprawia wrażenie wygaszonej, jest Ołeksandr Melnyczuk, były wiceminister paliw, energetyki i górnictwa ŁRL.

Co polskie władze zrobiły w sprawie importu antracytu z Donbasu od października 2017 r.?

Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Energii przerzucają się odpowiedzialnością. MSZ nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy skorzystało z przysługujących mu uprawnień i wnioskowało na forum unijnym o objęcie bohaterów naszych tekstów sankcjami jako osób, które finansują działalność DRL/ŁRL. Ministerstwo Energii sprawę bagatelizuje nie chcąc zrozumieć, że w tej sprawie nie chodzi bynajmniej o zakłócanie bilansu węglowego. Były już wiceszef MSZ Jan Dziedziczak w odpowiedzi na interpelację posłów Nowoczesnej zasugerował natomiast, że służby powinny zainteresować się dziennikarzami piszącymi na ten temat i ustalić, czy ich motywacją nie jest… psucie relacji polsko-ukraińskich. Minister Energii zażądał od podległych mu spółek deklaracji, że nie kupują antracytu z Donbasu. Nieoficjalnie wiemy, że wyjaśnień w tej sprawie żądał premier Mateusz Morawiecki. Z kolei resort infrastruktury, jak mówią nam nieoficjalnie kolejarze, oczekuje od operatorów monitorowania transportów z węglem.

Co zrobiły władze innych krajów w sprawie importu antracytu z Donbasu od października 2017 r.?

Największym sukcesem było objęcie niektórych bohaterów naszych tekstów i ich firm sankcjami przez Stany Zjednoczone. Nastąpiło to w styczniu i lutym 2018 r., cztery miesiące po nagłośnieniu sprawy przez DGP. Wśród nich był Ołeksandr Melnyczuk i jego katowicki Doncoaltrade, który tym samym stał się pierwszą polską firmą, którą objęły restrykcje w związku z wojną na Donbasie. Sankcje polegają na objęciu tych ludzi zakazem wjazdu do USA, zamrożeniem ich amerykańskich aktywów oraz zakazem handlu z nimi. Komisja Europejska nie zrobiła nic, a jeśli nie liczyć ogólnych zapewnień o poszanowaniu integralności terytorialnej Ukrainy, nie odpowiedziała nawet na nasze pytania w tej sprawie. Własne pytania zadał KE europoseł PO Jarosław Wałęsa. Odpowiadała na nie wiceszefowa KE Federica Mogherini, jednak były one zdawkowe i niewiele wnosiły do sprawy. Mogherini podkreśliła m.in., że to państwa członkowskie są odpowiedzialne za przestrzeganie sankcji. Z kolei Ukraina wszczęła w tej sprawie kilka śledztw z paragrafów o finansowanie terroryzmu i nakazała celnikom badanie na granicy próbek każdego transportu antracytu, by wykluczyć możliwość sprowadzenia na jej terytorium surowca z DRL/ŁRL. Własne postępowanie prowadzi także Turcja, która jest największym po Rosji odbiorcą donbaskiego węgla.

Dlaczego antracytowy biznes wciąż się kręci?

Na antracyt w Unii obowiązuje zerowe cło, ponieważ państwa Wspólnoty wydobywają go zbyt mało, by zachodziła konieczność ochrony rynku. To oznacza, że kontrole celne sprowadzają się jedynie do sprawdzenia papierów transportowanego towaru.

Czy handel antracytem jest nielegalny?

Z punktu widzenia polskiego prawa kupno surowca od separatystów nie jest nielegalne, ponieważ na DRL i ŁRL Unia Europejska nie nałożyła embarga handlowego, w przeciwieństwie do anektowanego przez Rosję Krymu. Tym samym argumentem posługuje się Komisja Europejska, choć w tym przypadku przepisy sankcyjne można zinterpretować jako nakaz objęcia sankcjami handlarzy antracytem jako finansujących działalność samozwańczych republik, objętych zakazem finansowania. Z punktu widzenia Ukrainy proceder łamie wiele przepisów. Surowiec opuszcza prawnomiędzynarodowo uznane terytorium Ukrainy bez jej kontroli celnej i granicznej, łamiąc przy okazji zakaz handlu z terenami okupowanymi. Firmy produkujące antracyt nie płacą Kijowowi podatków, a zamiast tego rozliczają się z organami władzy DRL i ŁRL, tym samym łamiąc przepisy o zakazie finansowania terroryzmu. Ambasada RP w Kijowie wezwała przedsiębiorców, by w kontekście ewentualnego handlu z Donbasem postępowali zgodnie z ukraińskimi przepisami. Z kolei nacjonalizację prywatnych kopalń przez separatystów można interpretować jako złamanie prawa wojennego, a konkretnie konwencji genewskich z 1949 r., które przewidują, że przywłaszczenie sobie majątku nieusprawiedliwione koniecznościami wojskowymi i dokonywane bezprawnie w szerokich rozmiarach jest zbrodnią wojenną.

Dokąd poza Polską trafia antracyt z Donbasu?

Z naszych informacji wynika, że najwięcej surowca z Zagłębia Donieckiego trafia – poza Rosją – do Turcji. Od marca 2017 r. do września 2018 r. wysłano tam ponad 2,5 mln ton surowca, podczas gdy w tym samym czasie do całej UE trafiło nieco ponad 2 mln ton. W UE największymi odbiorcami są Rumunia, Belgia i Polska, ale to nie znaczy, że surowiec tam pozostaje. Część faktycznie zostaje w tych państwach, gdzie jest używana w przemyśle, ale reszta idzie na reeksport. W UE donbaski antracyt trafia także m.in. do Bułgarii, Włoch czy Grecji, a poza UE do Egiptu, Gruzji, Indii, na Białoruś czy nawet do Korei Płd. Separatyści korzystają z trzech głównych szlaków przerzutowych: droga kolejowa przez Białoruś i polskie Małaszewicze oraz dwa szlaki morskie przez czarnomorski port w Rostowie nad Donem i bałtycki port w Ust-Łudze.

>>> Czytaj też: Baca-Pogorzelska: Wojna na surowce i informacje [OPINIA]