Podczas swojego jedynego wystąpienia na konwencji programowej Partii Konserwatywnej w Birmingham Johnson wezwał do porzucenia tzw. planu z Chequers, mówiąc, że jego realizacja - z zachowaniem wspólnego rynku dóbr i bliskiej współpracy celnej - byłaby "niebezpieczna i niestabilna, zarówno politycznie, jak i gospodarczo".

"To oznaczałoby, że cokolwiek wymyśli Unia Europejska - sprzedaż jajek po 12 sztuk, zakaz prowadzenia samochodów przez diabetyków, zakaz e-papierosów, cokolwiek - (...) musielibyśmy to implementować bez zdolności wprowadzania zmian lub sprzeciwu" - tłumaczył w przemówieniu, wymierzonym bezpośrednio w premier Theresę May.

"To nie jest demokracja, to nie jest to, za czym zagłosowaliśmy - to skandal. To nie jest odzyskiwanie kontroli, ale jej poddawanie" - oznajmił były szef dyplomacji, mówiąc nawet, że na mocy XIV-wiecznego prawa autorzy rządowej propozycji mogliby być ścigani przez prokuraturę za próbę podporządkowania brytyjskiego prawa zewnętrznej instytucji.

Johnson odrzucił jednocześnie argumentację części eurosceptycznych polityków, że kluczowe jest najpierw doprowadzenie do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, a szczegóły przyszłej relacji ze Wspólnotą mogą być ustalone w przyszłości.

"Nie wierzcie w to, że jakoś możemy się zgodzić na coś nieodpowiedniego teraz i naprawić to później, rzeczywiście wychodząc (z UE) za rok czy dwa. To totalna fantazja. Wydarzy się coś dokładnie odwrotnego. Obserwuję (...) Unię Europejską od trzydziestu lat i za każdym razem, kiedy referendum kończy się wynikiem niezgodnym z ruchami federalistów, siły dośrodkowe powoli próbują ustawić taki kraj na swoim miejscu" - tłumaczył.

"Jeśli oszukamy wyborców, a Chequers jest oszustwem, to nasilimy poczucie nieufności. Wzmocnimy tych, którzy wrzeszczą o zdradzie i obawiam się, że na Chequers skorzysta radykalna prawica w postaci UKIP. (...) Nie wolno nam na to pozwolić" - dodał.

Jednocześnie polityk stanowczo sprzeciwił się organizacji drugiego referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, ostrzegając, że byłoby to "katastrofalne dla zaufania wobec polityki".

W wystąpieniu polityk wezwał także rząd Partii Konserwatywnej do zwiększenia inwestycji w mieszkalnictwo i wydatków na służbę zdrowia, przywrócenia wyrywkowych przeszukiwań przez policję, obniżania podatków, a także prowadzenia polityki zagranicznej mającej na celu wzmocnienie globalnej - a nie tylko europejskiej - pozycji Wielkiej Brytanii.

Jednocześnie ostro zaatakował lidera opozycyjnej Partii Pracy, mówiąc, że "nie wolno dopuścić blisko rządów tej pokrętnej kabały przestarzałych marksistów, uwielbiających Hugo Chaveza, tolerujących antysemityzm apologetów Kremla". "Zamiast naśladować (Jeremy'ego) Corbyna, musimy wrócić do naszych podstawowych konserwatywnych idei i dopasować je do współczesnych problemów" - dodał.

Jego przemówienie obserwowało nawet do 1,5 tys. osób, które stały w kolejce do sali przez ponad godzinę przed rozpoczęciem wydarzenia. Choć Johnson nie zajmuje obecnie żadnego stanowiska w rządzie, to właśnie jego wystąpienie - a nie żadnego z ministrów - wzbudziło największe emocje wśród uczestników konwencji programowej Partii Konserwatywnej, którzy wielokrotnie przerywali mu oklaskami i pożegnali owacją na stojąco.

Od miesięcy Johnson jest wymieniany jako główny kandydat eurosceptycznego skrzydła Partii Konserwatywnej do zastąpienia May na stanowisku premiera. Były szef dyplomacji ustąpił ze stanowiska w lipcu br. w proteście wobec rządowej strategii, dotyczącej wyjścia kraju z Unii Europejskiej.

Konwencja programowa Partii Konserwatywnej potrwa do środy i zakończy się przemówieniem premier May.

>>> Czytaj też: Wicepremier Włoch: Jesteśmy gotowi żądać odszkodowania od UE za atak na naszą gospodarkę