Metodą Putina jest "sondowanie słabych stron jego przeciwników i sprawdzenie, czy będzie jakaś odpowiedź na jego agresję" - pisze we wtorkowym komentarzu redakcja "Wall Street Journal".

"Być może Putin uznał, że teraz jest dobry czas na eskalację (napięć) i sprawienie problemów prezydentowi Ukrainy Petrowi Poroszence, którego w marcu czekają wybory. Pewnie również widzi, że przywódcy zachodniego sojuszu zmagają się z presją w swoich krajach" - pisze nowojorski dziennik, wymieniając w tym kontekście zapowiedź oddania przywództwa w partii niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, protesty przeciw podwyżkom podatków od paliwa, z jakimi mierzy się prezydent Francji Emmanuel Macron, problemy z umową w sprawie Brexitu, z którymi walczy premier Wielkiej Brytanii Theresa May czy "porażkę" Trumpa w wyborach środka kadencji, w których jego Partia Republikańska utraciła kontrolę nad Izbą Reprezentantów.

"Trump krytykował (swojego poprzednika) Baracka Obamę za tolerowanie aneksji Krymu dokonanej przez Putina, ale teraz ten wystawia na próbę Trumpa. Amerykański prezydent na szczycie G20 w tym tygodniu powinien jasno dać do zrozumienia, że taka agresja spowoduje, iż Ukrainie sprzedana zostanie większa ilość broni, a na Rosję nałożone zostaną surowsze sankcje" - czytamy w komentarzu "WSJ". "Przywódca na Kremlu będzie liczył na oznaki słabości" - przestrzega nowojorska gazeta.

Również "Washington Post" pisze we wtorek o konieczności zdecydowanej reakcji amerykańskiego prezydenta na rosyjską "agresję", którą nazywa "ewidentnym działaniem wojennym wyraźnie naruszającym zarówno prawo międzynarodowe, jak i umowę między Ukrainą a Rosją".

"Putin już osiągnął najważniejsze cele, m.in. zwiększenie swojej słabnącej popularności w kraju, zdestabilizowanie Ukrainy przed wyborami prezydenckimi i sprawdzenie reakcji zachodnich przywódców, z którymi spotka się na szczycie G20" - podkreśla w komentarzu redakcja "WP".

Zdaniem dziennika nowy atak na Ukrainę pokazuje, "jak mało Putin przejmuje się reakcją podzielonej Europy czy amerykańskiego rządu pod przewodnictwem Trumpa". "Putin tylko może się cieszyć z reakcji Trumpa, który od niedzieli krytykuje europejskich sojuszników, Meksyk (...) i CNN, ale bezpośrednio nie upomniał Rosji" - zauważa "WP". Zamiast tego zapytany o incydent w Cieśnienie Kerczeńskiej powiedział: "Nie podoba nam się to, co się dzieje" - co waszyngtoński dziennik odbiera jako sugestię, że "Ukraina i Rosja ponoszą taką samą winę".

"Najmocniejsze oświadczenie ze strony administracji wydała odchodząca ambasador przy ONZ Nikki Haley, która nazwała rosyjskie działania +oburzającymi+ i +bezprawnymi+, ale zasadniczo wykluczyła jakąkolwiek konkretną odpowiedź USA" - czytamy w komentarzu "WP".

"To reakcja dalece nieadekwatna. USA powinny zdecydowanie zadziałać, by powstrzymać dalszą agresję Rosji i przywrócić Ukrainie prawo do posyłania okrętów przez Morze Azowskie i Cieśninę Kerczeńską. Rosyjskim portom w regionie powinno się zagrozić sankcjami. Ukraina powinna dostać pociski przeciwokrętowe, które pozwoliłyby jej na lepszą samoobronę" - uważa redakcja waszyngtońskiego dziennika.

"A przynajmniej agresja Putina powinna wpłynąć na przyjęcie go przez Trumpa na szczycie G20 w Buenos Aires" - podkreśla "WP". Dziennik przypomina, że Kreml informował, iż mimo incydentu przygotowania do spotkania Putina z Trumpem trwają, jednak Biały Dom tego nie potwierdził.

"Trump mógłby dać sygnał, odmawiając spotkania z Putinem; jeśli jednak na dwustronne spotkanie się zdecyduje, powinien rozpocząć je od powiadomienia rosyjskiego przywódcy, że jego atak na Ukrainę jest nie do zaakceptowania i będzie miał swoje konsekwencje. Niezrobienie tego będzie zwyczajnie potwierdzeniem ewidentnego przekonania Putina, że kolejne agresje na Ukrainę nic go nie będą kosztować za rządów tego prezydenta USA" - podsumowuje "WP". (PAP)