Tim Cook, szef Apple, ma powody do niezadowolenia: w liście do akcjonariuszy zapowiedział, że sprzedaż nowych iPhoneów w okresie świątecznym będzie niższa, niż się spodziewano. Powodem niższej sprzedaży ma być spowolnienie gospodarcze m.in. w Chinach. Wśród krajów, w których Apple trzyma się mocno, jest Polska – to tutaj, a także w Meksyku, Malezji czy Wietnamie firma zanotowała rekordowo wysoką sprzedaż.

Po ujawnieniu rozczarowujących prognoz akcje Apple spadły na otwarciu ponad 8,8 proc. w czwartek, 3 stycznia - podaje Bloomberg. Ok. 16:45 naszego czasu wyprzedaż pogłębiła się do 10,3 proc. Później skala spadków nieco się zmniejszyła, ale w okolicach godziny 21:16 znów spadki osiągały próg 10 proc. Na zamknięciu akcje Apple zanotowały stratę na poziomie 10,3 proc.

To kontynuacja spadków z IV kwartału 2018 r. – wtedy to Apple straciło 31 proc. wartości. Wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2019 r. będą opublikowane dopiero 29 stycznia, jednak już teraz mówi się o sporym spadku – w liście Cook przewiduje, że Apple zarobi ok. 5 mld dolarów mniej niż dolna granica zakładanej sprzedaży – ok. 84 mld dolarów. Firma szacowała, że w ostatnim kwartale 2018, ze względu na świąteczne zakupy, może zarobić nawet 93 mld dolarów.

Skąd ta różnica? Tim Cook powodów niższej sprzedaży upatruje w spowolnieniu gospodarczym rynków wschodzących. Najnowsze modele iPhone’ów nie sprzedają się już tak dobrze w np. Chinach, gdzie dotychczas trwała apple’owa gorączka. To Chińczycy mają być głównymi winowajcami rozczarowującej prognozy – wybierają teraz tańsze smartfony. Zresztą nie tylko oni – użytkownicy coraz częściej decydują się na wymianę akumulatorów w starszych iPhone’ach, a nie zakup nowych modeli. Na taką oszczędność, która negatywnie odbija się na przychodach Apple, Cook również zwrócił uwagę w swoim liście. Silna pozycja dolara miała wpływ na ceny amerykańskiej elektroniki, co też przełożyło się na wynik Apple.

Po otwarciu sesji na Wall Street traciły wszystkie główne indeksy. Dow Jones Industrial spadał o 1,15 proc., S&P 500 o 0,83 proc., a Nasdaq Comp. o 1,08 proc. Wyprzedaż przyspieszyła w pierwszych godzinach handlu. Około 16:30 naszego czasu Dow Jones tracił już 2,2 proc., S&P 500 - 1,7 proc., a Nasdaq - 2,44 proc. Koniec dnia przyniósł amerykańskim indeksom jeszcze większe straty: Dow Jones odnotował spadek na poziomie 2,83 proc. S&P 500 zmniejszył się o 2,48 proc., zaś Nasdaq spadł o 3,04 proc.

„Pogarszające się perspektywy Apple’a były już od dobrych kilku tygodni elementem rozważań rynkowych analityków. Wskazywały na to m.in. niższe szacunki przychodów firm dostarczających komponentów do produkcji iPhone'ów oraz stosunkowo atrakcyjne oferty na stronie Apple’a zachęcające do nabycia nowego telefonu (model XR) za 449-549 dolarów, gdy zdecydujemy się odsprzedać firmie swojego starszego iPhone’a" - komentuje Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl. "Wydaje się jednak, że wczorajszy list Tima Cooka, dyrektora generalnego Apple’a, do inwestorów zawiera jeszcze jeden ważny element, który nie tylko może mieć znaczenie dla giganta z Cupertino, ale być może nawet dla globalnej gospodarki - dodaje. 

Analityk zwraca uwagę na słowa Cooka, który napisał, że ubytek przychodów w stosunku do poprzednich szacunków w ponad 100 proc. wynika z niższych przychodów w Chinach. "Szef Apple’a wspominał także o ogólnym spowolnieniu koniunktury w Państwie Środka i o napięciach handlowych na linii Pekin-Waszyngton. Rynek mógł więc odebrać niższą sprzedaż iPhone'ów jako papierek lakmusowy dla światowej gospodarki i przez to w ostatnich godzinach mieliśmy globalny wzrost awersji do ryzyka".

"Sygnał spowolnienie wywołał masywne szukanie bezpiecznych przystani. Rynek jednak przemyślał sprawę drugi raz i stwierdził, że oczekiwania Apple’a niekoniecznie mogą jednoznacznie wynikać tylko i wyłącznie ze słabości Chin. Trzeba zwrócić uwagę na ogólnie wysokie poziomy cenowe produktów Apple’a oraz coraz lepszą konkurencję, która oferuje produkty podobnej jakości za zdecydowanie mniejszą cenę. Po drugie produkty Apple’a są po prostu drogie w zagranicznych walutach. Apple musiał podnieść ceny w niektórych krajach po umocnieniu dolara, aby nie być stratnym na marżach. Analitycy wskazują również, że możemy mieć do czynienia z bojkotem produktów Apple’a wobec trwającego sporu handlowego oraz sprawy związanej z chińską spółką Huawei" - ocenia Michał Stajniak, starszy analityk rynków finansowych z XTB.


>>> Czytaj też: Chiński model jest już bardziej atrakcyjny niż "amerykański sen"?