Przez lata dominowało przekonanie, że podnoszenie płacy minimalnej to zły pomysł. W wielu podręcznikach do nauki ekonomii można było wyczytać, że dźwignięcie jej ponad stawkę wyznaczoną przez rynek doprowadzi do nieuchronnego wzrostu bezrobocia.
Towarzyszył temu zawsze prosty rysunek. Bezrobocie miało dotykać zwłaszcza najsłabiej wykwalifikowanych pracowników – co rzecz jasna było rodzajem moralnego szantażu. Minimalne wynagrodzenie jawiło się – wedle tego dogmatu neoliberalnej ekonomii – jako niedźwiedzia przysługa wyświadczona maluczkim przez przemądrzałych polityków.
To zadziwiające, że mit o negatywnych skutkach podnoszenia płacy minimalnej trzymał się tak długo, biorąc pod uwagę, że został sfalsyfikowany nie raz i nie dwa. Najsłynniejszy był tu oczywiście tekst Davida Carda i (zmarłego niedawno) Alana Kruegera z roku 1992, którzy porównali sytuację w gastronomii dwóch sąsiadujących ze sobą stanów USA: New Jersey i Pensylwanii.
>>> Czytaj również: Polacy pracują coraz mniej. Ale wciąż dłużej niż na Zachodnie
