Balcerowicz: Żadnej trzeciej drogi nie było [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
4 czerwca 2019, 07:38
Nigdy w życiu nie żałowałem, że się zgodziłem (wejść do rządu Mazowieckiego – red.). Ile razy zdarza się uczestniczyć w zmianie złego systemu na lepszy? Raz na 300 lat? – mówi w rozmowie z DGP Leszek Balcerowicz

Zacznę od tego, że nie zakładałem, że za mojego życia socjalizm padnie. W 1989 r. zbierałem się do wyjazdu do Anglii. Czułem się zobowiązany, bo miałem prowadzić wykłady, a rok wcześniej odwołałem swój przyjazd. W sierpniu 1989 r. zadzwonił do mnie Waldemar Kuczyński i powiedział, że Tadeusz Mazowiecki szuka „polskiego Ludwiga Erharda”. Na spotkaniu zasugerowałem Kuczyńskiemu, żeby to on został tym Erhardem, a ja będę jego doradcą. No i tak nie pojechałem do Anglii.

Tego nie wiem. Nigdy w życiu nie żałowałem, że się – po krótkim wahaniu – zgodziłem. Ile razy zdarza się uczestniczyć w zmianie złego systemu na lepszy? Raz na 300 lat?

Najpierw ustalmy fakty. Nie pojechałem do Waszyngtonu z jakąś specjalną wizytą. To było coroczne zgromadzenie wszystkich krajów. Fundusz nie układał nam programu. Nikt tam wtedy nie wiedział, jak dobrze przejść od socjalizmu do gospodarki rynkowej. Osobiście zajmowałem się tą kwestią od końca lat 70., a zwłaszcza w latach 80. To było moje hobby. Zorganizowałem specjalną, nieformalną grupę, dlatego mniej więcej wiedziałem, jaka powinna być strategia, gdy stało się jasne, że Polska odzyskuje niepodległość. Najważniejsze, żadnej trzeciej drogi, bo to by było coś między socjalizmem a kapitalizmem. Ona byłaby dobra, przy ograniczonym polu manewru, gdyby chcieć reformować socjalizm, a nie gdy kraj staje się niepodległy. Przez pierwsze dwa lata właściwie nie było dużego oporu wobec zmian. Sejm głosował w grudniu 1989 r. prawie jednomyślnie.

Ponadto MFW miał kompetencje – wiedział, jak tłumić wysoką inflację. Ale co było głównym problemem krajów socjalistycznych? Zacofanie. Z badań wiedziałem, do jakiego ustroju trzeba zmierzać, by kraj szybko nadrabiał stracony czas: własność prywatna, konkurencja, otwarcie na świat, oszczędny budżet i niezależny i sprawny wymiar sprawiedliwości. Najtrudniejszym zadaniem było, jak to wszystko zrealizować w praktyce, bo nikt przed nami nie przechodził wcześniej takiej transformacji.

Na podstawie wszystkich nieudanych reform w krajach socjalistycznych i gdzie indziej uznałem, że początkowa zmiana musi być ogromna i szybka. Obejmowała ona radykalną stabilizację gospodarki i jej masową liberalizację oraz rozpoczęcie bardziej czasochłonnych zmian na czele z prywatyzacją.

Na obradach Okrągłego Stołu nie ustalono konkretnej strategii na temat gospodarki. Obrady skupiły się na wolnych wyborach do Senatu i częściowo wolnych wyborach do Sejmu. Omawiano sprawy polityczne. Chyba nikt z przywódców Solidarności wiosną 1989 r. nie zakładał, że jesienią tego samego roku Solidarność będzie tworzyć rząd.

Oczywiście były cząstkowe propozycje gospodarcze, ale to, co my przeprowadziliśmy po 4 czerwca 1989 r., było daleko bardziej radykalne i szerzej zakrojone. Tego wymagała sytuacja, poza tym takie były wyniki prac mojego zespołu. Uważałem, że iść powoli to iść do przegranej.

Jak powiedziałem, te wnioski wynikały z naszych wcześniejszych prac. Jeff miał doświadczenie w tłumieniu hiperinflacji. Poza tym był orędownikiem Polski w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza w kwestii redukcji długu zagranicznego.

Należało zacząć od zwalczania galopującej inflacji i radykalnej liberalizacji, uruchamiając równocześnie inne reformy. Przy hiperinflacji żadne reformy nie były możliwe. Jednocześnie wyniki można było osiągnąć szybciej niż sprywatyzowanie większości przedsiębiorstw. Gdyby galopada cen się utrzymała, to ludzie odwróciliby się od Solidarności.

Generalnie są trzy typy reform. Stabilizacja, liberalizacja i głęboka przebudowa instytucji. Stabilizację i liberalizację daje się zrobić szybko i warto tak działać. Natomiast nie da się tak szybko zbudować instytucji kapitalizmu z prywatnymi przedsiębiorstwami na czele. Sprywatyzowanie firm, które były w rękach państwa, zajmowało więcej czasu ze względów technicznych, do których dokładały się różne opory polityczne.

Inflacja zaczęła narastać w latach 1987–1988, gospodarka się nie rozwijała. Wydatki rosły szybko, a podatki nie, więc zaczęto drukować coraz więcej pieniędzy. To był jeden z prezentów po socjalizmie. 

>>> Polecamy: Wielcy przegrani, wielcy zwycięzcy. Paneuropejskie tendencje w unijnych wyborach

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj