Skąd pewność, że byśmy go uratowali?
Hitler dotrzymywał umów tak długo, jak to było dla niego wygodne, potem nie przejmował się niczym.
A jak długo utrzymałby się nasz sojusz z Hitlerem? Wiara, że to zapobiegłoby masowym mordom i dramatycznym wydarzeniom w Polsce, to karmienie się złudzeniami.
>>> Czytaj też: Wizyta Merkel w Polsce. Ekspert: "Relacje Berlina i Warszawy są tak dobre, jak nigdy w ciągu ostatniego tysiąclecia"
To weźmy przykład Czech. Hitler zażądał Sudetów i eksterytorialnej autostrady do Wiednia. W Monachium dostał to, co chciał – zaanektował Sudety, a Czesi zaczęli budować autostradę. I co? Po paru miesiącach istnienie nawet tak osłabionego i okrojonego państwa go zirytowało i skończyła się czeska niepodległość. Wkroczył Wehrmacht, utworzono Protektorat Czech i Moraw. Chce pan innego przykładu?
Rumunia. Niemcy potrzebowali tamtejszej ropy, ale co się stało w 1940 r., gdy Stalin zażądał dla siebie nie tylko Besarabii, ale też Bukowiny, czyli więcej, niż miał dostać na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow? Otóż Niemcy nie kiwnęli palcem, nie przyszli Bukaresztowi z pomocą. Rumunia na współpracy z Hitlerem wcale nie wyszła tak dobrze.
Z punktu widzenia Berlina to były ziemie peryferyjne, oni ściągali stamtąd Niemców do Rzeszy. Tymczasem ziemie polskie były kluczowe w niemieckich planach dotyczących Wschodu, tego nie da się porównać.
To już czysta spekulacja. Oczywiście nie wiem, co by się wydarzyło w tym scenariuszu historical fiction, nie wiem, jakie byłyby konsekwencje.
