Premier, szefowie MSZ i MON, a także politycy opozycji krytycznie odnieśli się do wypowiedzi wicepremiera i szefa MSW Marta Helmego, że rząd Estonii przygotowuje plan B, na wypadek gdyby NATO nie wywiązało się z gwarancji bezpieczeństwa dla krajów bałtyckich.

"Nie ma potrzeby kwestionowania członkostwa Estonii w NATO oraz jej sojuszu z państwami członkowskimi" - skomentował premier Juri Ratas.

Szef estońskiego rządu, którego wypowiedź przytacza w środę krajowy nadawca informacyjny ERR, podkreślił, że wszystko, co jego kraj robi z lokalnymi sojusznikami i partnerami, takimi jak Łotwa czy Litwa, ma na celu umocnienie NATO i jedności Zachodu. Dodał, że "plany A, B czy C Estonii mają na celu rozwinięcie niezależnych możliwości obrony i pozostanie w ramach NATO".

Reklama

Mart Helme, lider skrajnie prawicowej Konserwatywnej Partii Ludowej Estonii (EKRE), który jest ministrem spraw wewnętrznych oraz pierwszym wicepremierem, udzielił we wtorek wywiadu fińskim mediom podczas spotkania w Tallinie zorganizowanego przez fińskie stowarzyszenie dziennikarzy politycznych.

Jak pisała fińska prasa, plan awaryjny Estonii według Helmego związany jest z niepewnością co do zamierzeń USA, w tym koncentracji amerykańskiej polityki na Chinach oraz Dalekim Wschodzie. Niepokoje Estonii związane są zaś głównie z Rosją - podkreślał Helme.

Zdaniem estońskiego wicepremiera – relacjonowały fińskie media – plan awaryjny dotyczy nie tylko Estonii, ale także innych krajów bałtyckich oraz nienależącej do NATO Finlandii, która również w tym planie miałaby odegrać rolę.

Wypowiedź Helmego była nawiązaniem do ostatnich głośnych słów prezydenta Francji Emmanuela Macrona o "śmierci mózgu" NATO, której Sojusz doświadcza w sytuacji braku przywództwa ze strony USA.

Według Helmego plan B był omawiany na szczeblu rządowym. Celem jest wyjaśnienie, jakie stanowiskp zajmują "duzi gracze", a plan w zasadniczej części związany jest z bardziej intensywnymi działaniami dyplomatycznymi podejmowanymi w relacjach z USA, Niemcami, Francją czy ONZ.

Helme przyznał też, że niepewna jest pozycja Wielkiej Brytanii po ewentualnym brexicie, która przewodzi siłom NATO w Estonii, a w kwestii polityki bezpieczeństwa nie liczy też na gwarancje ze strony UE.

Zdaniem estońskiego ministra obrony Juriego Luika plan B, na który powoływał się Helme, "nie był nigdy dyskutowany przez rząd". "Takie historie są absurdalne, podważają jedność oraz zdolność odstraszania NATO" - skomentował Luik w oficjalnym oświadczeniu. "Nie ma i nie będzie alternatywy dla NATO" - uciął minister.

W podobnym tonie wypowiedział się szef estońskiego MSZ Urmas Reinsalu. Przypomniał, że Estonia współpracuje z regionalnymi sojusznikami w polityce wojskowej i bezpieczeństwa, zarówno w UE jak i w ramach stosunków dwustronnych oraz kolektywnie, ale na pewno "nie alternatywnie do NATO".

Po fali krytycznych komentarzy ze strony partnerów rządowych Mart Helme wydał w środę oświadczenie, że jego wypowiedź, opisywana przez fiński dziennik "Iltalehti", została "niewłaściwie zinterpretowana".

"Nie powiedziałem nic, z czego wynikałoby, że rząd pracuje razem z naszymi sąsiadami nad znalezieniem alternatywy dla NATO. (...) NATO jest i pozostanie naszym żywotnym gwarantem bezpieczeństwa" – oświadczył Helme.

Helme podkreślił, że chciał zwrócić uwagę, że "niezależne państwo musi być także zdolne do obrony w sytuacji, gdy międzynarodowe gwarancje bezpieczeństwa z jakichś powodów nie działają".

We wtorek w Finlandii wypowiedzi Helmego odnośnie planu B relacjonował obszernie nie tylko "Iltalehti". Pisały o nich także inne dzienniki jak "Turun Sanomat", "Ilta-Sanomat" czy Fińska Agencja Informacyjna STT.

Po kontrowersyjnych słowach Helmego estońska opozycja domaga się jego dymisji. Lider Partii Socjaldemokratycznej (SDE) Indrek Saar nie krył zaskoczenia wypowiedzią o planie B i podkreślił, że Estonia powinna polegać zarówno na NATO jak i UE.

>>> Czytaj też: Dlaczego Tesla zbuduje "gigafabrykę" w Niemczech, a nie w Polsce? Wybór Elona Muska jest przemyślany i logiczny [OPINIA]