Sny o imperium. II RP chciała zostać mocarstwem kolonialnym

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
8 grudnia 2019, 18:10
Polska flaga
Polska flaga/ShutterStock
II RP chciała zostać mocarstwem kolonialnym. Jednak podejmowane działania były groteskowe.

W 1935 r. „Ilustrowany Kurier Codzienny”, jedna z najbardziej poczytnych gazet II Rzeczpospolitej, opublikowała artykuł Zygmunta Dreszera „Liberię można już uważać niemal za polską kolonię”. Autor opowiadał w nim o rodakach, którzy z sukcesami prowadzą plantacje kauczuku, bawełny, ryżu oraz orzeszków kola. Dodawał też coś o zwiększających się wpływach politycznych Warszawy w tym zachodnioafrykańskim kraju i świetnych warunkach dla rozwoju osadnictwa.

W rzeczywistości Liberia nigdy nie stała się naszą kolonią, chociaż autor miał prawo sądzić, że wkrótce nią będzie. Nad Wisłą sporo się wówczas mówiło o rozmowach między oboma krajami prowadzonych na najwyższych szczeblach władzy, o rozwijającej się wymianie gospodarczej, o możliwości zrekrutowania w Liberii stutysięcznej armii żołnierzy na wypadek wybuchu wojny na Starym Kontynencie. Wiele było w tym plotek, jeszcze więcej niemożliwych już dziś do zweryfikowania doniesień medialnych, choć rozmowy istotnie prowadzono, a ich inicjatorem były władze Liberii.

>>> Czytaj też:  „Polskie kolonie” – zobacz, gdzie Polska mogła zbudować imperium 

Całe zamieszanie było jednak bardzo w duchu epoki. Polska niemal natychmiast po odzyskaniu niepodległości zaczęła propagandowo uderzać w mocarstwowe tony, nawet wtedy, kiedy nie była jeszcze ustalona właściwie żadna jej granica. Jednym z najwyraźniejszych tego objawów była kolonizacyjna gorączka, która targała krajem przez całe dwudziestolecie.

„Przejęcie” Liberii było akurat najmniej zwariowanym pomysłem.

Zdobywanie dla Polski zamorskich terytoriów miało już wówczas długą tradycję, która zaczęła się, gdy państwo stopniowo znikało z mapy Europy. Uwieczniony przez Juliusza Słowackiego Maurycy Beniowski, uciekając z rosyjskiej Kamczatki, planował zaanektować dzisiejszy Tajwan, do tego kilka bezludnych wówczas wysp japońskich, a przy okazji Madagaskar – którego istotnie został cesarzem. Nie miało większego znaczenia to, że Beniowski był Węgrem, a krainy te chciał zajmować najpierw w imieniu Francji, później USA, wreszcie Anglii, o Polsce nawet się nie zająknąwszy – legenda żyła własnym życiem i zapładniała w dwudziestoleciu umysły Polaków.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj