Ono jest widoczne gołym okiem. Hiszpanie, wiedząc o koronawirusie, urządzili wielki marsz feministek w Madrycie, zaś premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson chciał iść „na zderzenie” z pandemią, więc długo jego rząd nie reagował. Efekt? Oba kraje pogrążyły się w zarazie bardziej, niż musiały.
Można do tego dorzucić Francuzów, którzy w środku pandemii urządzili wybory lokalne. To kompletne lekceważenie zagrożenia, po którym nastąpiły reakcje paniczne. Na całym świecie choroby zakaźne zabijają, a my, nie doświadczając epidemii od lat, zapomnieliśmy o tym. To ma kilka skutków, m.in. wynajdujemy coraz mniej antybiotyków. Po złotej erze produkcji leków, przez ostatnie 30 lat wynaleźliśmy ledwie trzy nowe specyfiki, za to dużo starych nazywamy na nowo i stosujemy coraz powszechniej, co prowadzi do tego, że drobnoustroje stają się na nie oporne. Oczywiście, akurat antybiotykami nie można zwalczać wirusów, ale przecież pojawiają się coraz groźniejsze bakterie. Zgnuśnieliśmy.
Po ludzku to absolutnie zrozumiałe, łatwo jest się przyzwyczaić do dobrego. Ten proces powtarza się w historii, często nie widać nadchodzącego kataklizmu. Ale ważne jest jednak, by starać się go rozpoznać i przygotować się, zanim będzie za późno.
